Mięso mielone trafia do wielu dobrze znanych dań. Robisz z niego sos do makaronu, kotlety mielone, farsz do naleśników i krokietów, dodajemy je do zapiekanek, gołąbków czy faszerowanych warzyw. Czasem wystarczy usmażyć je z cebulą i przyprawami, żeby mieć podstawę szybkiego obiadu.
Wydawałoby się więc, że trudno tutaj cokolwiek zepsuć. W praktyce często zdarza się jednak, że zamiast apetycznie przyrumienionych, soczystych kawałków dostajemy szarą, dość suchą masę pływającą we własnym soku. Przez lata uważałam, że najważniejsza jest mocno rozgrzana patelnia. Dopiero babcia zwróciła mi uwagę na jeszcze jeden szczegół. Dobre smażenie zaczyna się, zanim mięso w ogóle dotknie patelni.
Nie wrzucaj zimnego mięsa mielonego prosto na patelnię
Złota zasada, której nauczyła mnie babcia, jest bardzo prosta: nie smaż mięsa mielonego natychmiast po wyjęciu z lodówki. Daj mu wcześniej chwilę, żeby nie było lodowato zimne. Nie chodzi o trzymanie mięsa przez pół dnia na kuchennym blacie. Wystarczy wyjąć je na kilkanaście minut przed smażeniem, gdy zaczynasz przygotowywać pozostałe składniki obiadu.
To szczególnie ważne, jeśli masz większą porcję mięsa. Mocno schłodzone mięso wrzucone na gorącą patelnię szybko obniża jej temperaturę. Zamiast od razu zacząć się rumienić, zaczyna puszczać wodę. Po chwili na dnie patelni pojawia się sporo płynu i mięso bardziej się w nim dusi, niż smaży. Właśnie wtedy powstają te mało apetyczne, szarawe grudki.
Mięso w temperaturze pokojowej łatwiej jest usmażyć na złoty lub brązowy kolor. A to właśnie porządne przyrumienienie daje mnóstwo smaku. Różnicę szczególnie dobrze czuć w prostych potrawach, w których mięso gra główną rolę. Sos do makaronu, chili, farsz do tortilli czy zwykłe mięso z cebulką od razu smakują pełniej.
Jest jednak ważne zastrzeżenie. Nie zostawiaj surowego mięsa na blacie na długo. To produkt, z którym trzeba obchodzić się ostrożnie. Chodzi jedynie o wcześniejsze wyjęcie go z lodówki przed przygotowaniem posiłku, a nie wielogodzinne ogrzewanie do temperatury pokojowej.
Jak smażyć mięso mielone, żeby było rumiane, a nie ugotowane?
Samo wcześniejsze wyjęcie mięsa z lodówki to dopiero początek. Możesz zrobić wszystko zgodnie ze złotą zasadą babci, a mimo to skończyć z patelnią pełną płynu. Najczęściej winna jest zbyt duża ilość mięsa wrzucona za jednym razem.
Jeżeli ściśniesz na patelni za grubą warstwę mięsa, wilgoć wydostająca się podczas smażenia nie będzie miała szansy szybko odparować. Zacznie zbierać się na dnie. Dlatego większą porcję lepiej podzielić na dwie lub nawet trzy części.
Najpierw dobrze rozgrzej patelnię. Nie wrzucaj mięsa na zimną powierzchnię. Patelnia powinna być już gorąca, kiedy zaczynasz smażenie. Jeśli używasz bardzo chudego mięsa, dodaj odrobinę oleju. Przy tłustszej wieprzowinie czy mieszance wieprzowo-wołowej często potrzeba go naprawdę niewiele.
Po położeniu mięsa na patelni nie zaczynaj natychmiast nerwowo mieszać. To jeden z odruchów, których warto się pozbyć. Daj mięsu chwilę kontaktu z gorącą powierzchnią. Niech od spodu zacznie się rumienić. Dopiero później podziel je łopatką na mniejsze kawałki i przewróć.
Wiele osób rozdrabnia mięso tak intensywnie, że powstają niemal pojedyncze ziarenka. Nie zawsze jest to najlepsze rozwiązanie. Do sosu bolońskiego czy farszu możesz zrobić drobniejsze kawałki, ale do tortilli, chili albo zapiekanki często smaczniejsze są nieco większe, nieregularne grudki. Mają więcej przyrumienionych fragmentów i przyjemniejszą strukturę.
Jeżeli mimo wszystko mięso wypuści trochę wody, nie panikuj i nie wylewaj jej od razu. Zwiększ nieco temperaturę i pozwól płynowi odparować. Dopiero później mięso zacznie się mocniej rumienić. Ważne tylko, żeby go wtedy nie mieszać bez przerwy.
Uważaj też z pokrywką. Mięsa mielonego przeznaczonego do zrumienienia nie przykrywaj podczas smażenia. Pod przykryciem para zostaje w środku i wraca na patelnię w postaci wilgoci. Efekt jest dokładnie odwrotny od tego, którego oczekujesz.


Obserwuj nas na Google














