Jeśli wydaje ci się, że naprawdę chrupiące ziemniaczane słupki wymagają profesjonalnej frytkownicy albo skomplikowanych technik, ten patent może cię zaskoczyć. Pokazał go Dawid Jedynak, prowadzący profil jedynak.gotuje – skorzystał z mądrości swojej babci Heni. A jak wiadomo, babcinego triku nic nie przebije. Sekret idealnie wysmażonych, złocistych i chrupiących frytek tkwi w dwóch zaskakujących krokach. Chociaż wymaga trochę cierpliwości, efekt wynagradza wszystko. 

Kąpiel dla ziemniaków – trik nr 1

Większość osób moczy ziemniaki wyłącznie w zimnej wodzie, żeby pozbyć się nadmiaru skrobi. To dobry krok, ale patent babci Heni idzie o krok dalej. Do miski z wodą trafiają jeszcze kostki lodu i ocet spirytusowy. Dopiero taka mieszanka daje najlepszy efekt.

Ocet sprawia, że powierzchnia ziemniaków się wzmacnia. Dzięki temu podczas smażenia frytki łatwiej zachowują swój kształt i stają się bardziej chrupiące z zewnątrz. Jednocześnie środek pozostaje miękki i puszysty. To prosty dodatek, którego nie czuć później w gotowym daniu, a potrafi zrobić ogromną różnicę.

Nie mniej ważny jest lód. Bardzo zimna woda pomaga szybciej schłodzić ziemniaki i jeszcze skuteczniej wypłukuje część skrobi z ich powierzchni. W efekcie frytki mniej się sklejają, równiej się smażą i łatwiej uzyskują złocisty kolor.

Sam proces jest bardzo prosty. Pokrojone w paski ziemniaki włóż do dużej miski. Zalej je zimną wodą, dodaj niewielką ilość octu spirytusowego oraz kilka kostek lodu. Następnie odstaw wszystko na około 30 minut.

Po wyjęciu z kąpieli nie można zapomnieć o jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy. Ziemniaki muszą być idealnie suche. Najpierw warto rozłożyć je na czystej kuchennej ściereczce, a następnie dokładnie osuszyć ręcznikiem papierowym. Nawet niewielka ilość wody może powodować pryskanie tłuszczu i pogorszyć efekt smażenia.

Powolne smażenie – trik nr 2

Wiele poradników zachęca do podwójnego smażenia. Najpierw w niższej temperaturze, później w wyższej. Metoda działa, ale wymaga więcej czasu i zachodu. Babcia Henia robi to znacznie prościej.

Po dokładnym osuszeniu ziemniaki trafiają do dobrze rozgrzanego oleju rzepakowego. Idealnie, gdy ma on około 190 stopni, choć – jak wspomina Dawid Jedynak – jego babcia nigdy nie korzystała z termometru. Wszystko robiła na wyczucie.

Najważniejsze zaczyna się jednak chwilę później. Frytek nie należy wyjmować po kilku minutach ani próbować na siłę przyspieszać procesu. Trzeba pozwolić im spokojnie się smażyć, aż staną się równomiernie rumiane.

Trwa to około 17 minut, choć zawsze zależy to od grubości frytek, ich liczby i mocy palnika. Trudno więc podać konkretny czas. Lepiej obserwować kolor, niż zerkać wyłącznie na zegarek.

Powolne smażenie sprawia, że wnętrze ziemniaków zdąży zrobić się miękkie, a zewnętrzna warstwa stopniowo zamienia się w chrupiącą skorupkę

Jakie ziemniaki wybrać, żeby frytki zawsze się udawały?

Nawet najlepszy trik nie pomoże, jeśli sięgniesz po niewłaściwe ziemniaki. To właśnie odmiana w dużej mierze decyduje o tym, czy frytki będą chrupiące, czy raczej miękkie i przesiąknięte tłuszczem.

Najlepiej sprawdzają się ziemniaki o umiarkowanej zawartości skrobi. W Polsce najczęściej poleca się odmiany należące do typu B, średnio mączyste.

Warto wybierać ziemniaki o podobnej wielkości. Dzięki temu łatwiej pokroić je w równe paski, które będą smażyły się w tym samym tempie. Pamiętaj, żeby nie wrzucać zbyt wiele słupków jednocześnie do garnka. Zaczynają się wtedy bardziej gotować w tłuszczu niż smażyć, przez co tracą chrupkość.

Źródło: instagram.com/jedynak.gotuje