Kluski leniwe kojarzą ci się pewnie z twarogiem, jajkami i mąką. To jeden z tych obiadów, które w wielu polskich domach robiło się bez zaglądania do przepisu. Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujesz odtworzyć leniwe samodzielnie. Dosypujesz trochę mąki, poprawiasz konsystencję, zagniatasz, a po ugotowaniu kluski okazują się twarde.
Mnie też się to zdarzało. Z czasem przekonałam się jednak, że w przypadku leniwych więcej pracy wcale nie daje lepszego rezultatu. Wręcz przeciwnie. Dziś robię je trochę inaczej niż klasyczne i dodaję składnik, który nadaje im ciekawy smak. Najważniejsza jest jednak jedna rzecz podczas przygotowywania ciasta. Dzięki niej kluski pozostają miękkie i puszyste.
Zapomnij o twardych leniwych. Prosty myk
Ciasta na leniwe nie wyrabiaj długo. Wystarczy krótko połączyć składniki. Im dłużej ugniatasz masę, tym bardziej zmienia się jej konsystencja i tym większa jest pokusa, żeby podsypywać ją mąką. W efekcie zamiast puszystych leniwych możesz dostać zwarte kluski.
Ja traktuję to ciasto zupełnie inaczej niż ciasto drożdżowe czy na pierogi. Nie próbuję uzyskać idealnie gładkiej, zwartej kuli. Mieszam tylko do połączenia składników i kończę. Jeśli masa trochę klei się do dłoni czy stolnicy, podsypuję mąką przede wszystkim jej powierzchnię. Nie pakuję kolejnych łyżek do środka.
Pomaga też piana z białek. Dodaj ją na samym końcu i połącz z masą delikatnie. Nie musisz już wtedy energicznie zagniatać ciasta. Dzięki temu po ugotowaniu kluski są lekkie i przyjemnie miękkie.
Zamiast twarogu dodaję ricottę
Moje leniwe robię z ricotty zamiast tradycyjnego twarogu. To bardzo wygodna zamiana, szczególnie jeśli zależy ci na łagodnych i delikatnych kluskach. Ricotta jest miękka, kremowa i nie wymaga mielenia. Wystarczy, że rozgnieciesz ją widelcem albo tłuczkiem do ziemniaków.
Musisz tylko pamiętać, że ricotta może mieć różną wilgotność. Jeżeli po otwarciu opakowania widzisz sporo płynu, najpierw go odlej. Nie próbuj ratować bardzo mokrej masy dużą ilością mąki, bo właśnie wtedy najłatwiej zepsuć konsystencję leniwych.
Do ricotty dodaję również wiórki kokosowe. Nie dominują całego dania, ale dają kluseczkom delikatny kokosowy posmak, który świetnie pasuje do wanilii, masła i słodkiej bułki tartej. Tak przygotowane leniwe możesz podać na obiad, ale równie dobrze sprawdzą się jako słodkie śniadanie.
Przepis na kokosowe leniwe z ricotty
Składniki:
- około 450 g ricotty
- 6 czubatych łyżek mąki pszennej
- 2 łyżki wiórków kokosowych
- 2 jajka
- 1 łyżka cukru wanilinowego
- szczypta soli
Do podania:
- masło
- bułka tarta
- cukier
Sposób przygotowania:
- Najpierw wstaw garnek z lekko osoloną wodą. W czasie, gdy woda będzie się zagotowywać, przygotujesz ciasto.
- Oddziel żółtka od białek. Ricottę przełóż do miski i rozgnieć widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków. Dodaj mąkę, wiórki kokosowe, żółtka, cukier wanilinowy oraz szczyptę soli. Wymieszaj tylko przez chwilę, aż składniki się połączą.
- Białka ubij ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodaj ją do masy z ricotty i delikatnie połącz. Na tym etapie szczególnie pilnuj, żeby nie wyrabiać ciasta długo. Nie przejmuj się, jeśli będzie miękkie.
- Oprósz ciasto mąką i podziel na 4 części. Z każdej uformuj wałeczek o grubości około 2 cm. Lekko go spłaszcz, a następnie pokrój pod kątem na niewielkie kluski.
- Wrzucaj leniwe partiami do wrzącej wody. Kiedy wypłyną na powierzchnię, gotuj je jeszcze około 1 minuty. Wyjmij łyżką cedzakową.
Z czym podać kokosowe leniwe?
Najbardziej lubię najprostszy dodatek, czyli masło z bułką tartą i odrobiną cukru. Rozpuść masło na patelni, wsyp bułkę tartą i cukier. Podsmażaj przez kilka minut, mieszając, aż bułka lekko się zezłoci. Tak przygotowaną polewą od razu polej gorące kluski.
Nie gotuj leniwych na zapas przez kilka dodatkowych minut. Są niewielkie i naprawdę szybko dochodzą. Zbyt długie trzymanie ich we wrzątku nie poprawi konsystencji.
Jeżeli natomiast zostanie ci porcja klusek, schowaj ją do lodówki i następnego dnia podsmaż na maśle. Ja wrzucam leniwe na rozgrzaną patelnię i czekam, aż miejscami zrobią się rumiane. W środku pozostają miękkie, a na zewnątrz dostają lekko przypieczoną skórkę. W takiej wersji smakują mi niemal tak samo dobrze jak prosto z garnka.


Obserwuj nas na Google














