Niestety zdarzało mi się, że mimo długiego duszenia gulaszu w garnku wciąż było za dużo płynu. Dosypywanie mąki i dolewanie śmietany sprawiało, że całość robiła się nieznośnie ciężka i tłusta. Zaczęłam więc szukać innego rozwiązania. I znalazłam patent, do którego wracam szczególnie jesienią.
Jak zagęścić gulasz bez mąki? Jesienią sięgam po jeden składnik
Odkąd odkryłam, jak świetnie dynia zagęszcza gulasz, znacznie rzadziej przygotowuję zasmażkę. Wystarczy, że dorzucę ją do garnka pod koniec duszenia, a sos nabiera zupełnie innej konsystencji. Staje się kremowy, zawiesisty i delikatnie słodkawy. To typowo jesienny sposób, dostępny w sezonie w warzywniakach na wyciągnięcie ręki.
Najchętniej wybieram dynię hokkaido. Nie muszę jej obierać, co oszczędza mi sporo pracy. Dokładnie ją myję, usuwam pestki i kroję miąższ w niewielką kostkę. Do gulaszu z około 700 g mięsa polecam 200-300 g dyni. Taka ilość wystarcza, żeby wyraźnie poprawić konsystencję sosu, a jednocześnie nie zdominować smaku całej potrawy.
Dynia świetnie komponuje się z papryką, cebulą i czosnkiem. Jej naturalną słodycz równoważę odrobiną dodatkowej ostrej papryki i świeżo mielonego pieprzu.
Wrzucam dynię do garnka w odpowiednim momencie. Sos robi się aksamitny
Dynię wrzucam dopiero na 15-20 minut przed końcem duszenia, gdy mięso jest już prawie miękkie. Kiedy widelec bez problemu wchodzi w dynię jak w masło, wyławiam część z nich chochlą razem z niewielką ilością sosu. Blenduję wszystko na gładkie purée, a następnie przelewam z powrotem do garnka i dokładnie mieszam. To mój ulubiony moment, bo od razu widać różnicę. Rzadki wcześniej sos staje się bardziej jednolity i aksamitny. Jeśli chcę uzyskać jeszcze gęstszą konsystencję, blenduję większą porcję dyni.
Nie zawsze wyciągam blender. Czasem wystarczy zwykła łyżka
Gdy nie mam ochoty brudzić dodatkowych naczyń, wybieram jeszcze prostszą metodę. Kroję dynię w drobną kostkę i duszę ją do momentu, aż zacznie się rozpadać. Następnie rozgniatam miękkie kawałki drewnianą łyżką bezpośrednio w garnku. Możesz też zetrzeć ją po prostu do garnka na małych oczkach tarki. Wtedy nie będzie aż tak rzucać się w oczy.
Pilnuję tylko, żeby nie przesadzić z ilością płynu. Jeśli sos nadal jest za rzadki, zdejmuję pokrywkę i pozwalam mu przez kilka minut delikatnie pobulgotać. Dzięki temu nadmiar wody odparowuje, a gulasz staje się jeszcze bardziej zawiesisty.
Najbardziej lubię w tym sposobie to, że nie muszę kombinować z dodatkowymi zagęstnikami. Dynia robi swoje, a ja dostaję dokładnie taki gulasz, jaki lubię najbardziej: z gęstym sosem, który idealnie łączy się z kaszą, ziemniakami albo kromką świeżego chleba.


Obserwuj nas na Google














