Chociaż całe życie obserwowałam swojego tatę, a teraz i męża, jak wcinają całe pętka bez żadnego pieczywa, stojąc przy otwartej lodówce, i tak muszę przyznać, że kiełbasa to jednak domena austriackiej i niemieckiej kuchni. Rodzajów tego typu wyrobów u nich co nie miara, a tamtejsze targi i festiwale zawstydzają nawet polskie tradycyjne festyny. Sama uległam pewnej odmianie, o której dotychczas tylko słyszałam, i muszę przyznać, że sztos. Wiąże się z nią ciekawa historia, a wersja, która mnie oczarowała od razu, ma w dodatku nietypowe nadzienie.  

„Kiełbaska niezgody” – skąd to nietypowe miano?

Mowa o tradycyjnej kiełbasie krainer, pochodzącej z terenów należących do Austro-Węgier. To niezwykle apetyczny wyrób wędliniarski, bo stworzony z perfekcyjnej proporcji mięsa wieprzowego (68%), wołowego (12%) oraz boczku (20%). A w związku z tym w punkt soczysty i pełen smaku. Nadzienie jest mielone grubo, więc odznacza się wysoką jakością i przyjemną konsystencją. Kiełbasę wędzi się delikatnie w dymie drewna bukowego, dzięki czemu zyskuje swój kolor i aromat. Ma wyraźny smak czosnku, ale poza tym nie zawiera wiele przypraw, jedynie sól i pieprz.

Co ciekawe, jest to wyrób, który powstaje zarówno w Austrii, jak i w Słowenii (nosi tam nazwę kranjska klobasa), z racji że oba kraje należały niegdyś do tego samego cesarstwa. I obie wersje mogłyby współistnieć bez problemu, gdyby nie to, że w pewnym momencie Słowenia wystąpiła o wpisanie swojego wyrobu do rejestru Chronionej Nazwy Pochodzenia. Czemu wyraźnie sprzeciwił się austriacki minister rolnictwa. Ostatecznie udało się osiągnąć kompromis, w ramach którego krainer wurst dalej może funkcjonować jako autonomiczny wyrób. Niemniej jednak łatka „kiełbaski niezgody” przylgnęła. 

Tajemnica apetycznego nadzienia 2 w 1

Ze słynnego krainer wurst „wyrosła” käsekrainer, czyli kiełbasa stworzona według wszystkich tradycyjnych reguł, ale z dodatkowym nadzieniem. Dla miłośników różnorodnych przekąsek to prawdziwa gratka, bo mięsną masę przetykają kawałeczki sera. Otrzymujesz więc dwa smakołyki w jednym opakowaniu, które zwykle brylują razem w koreczkach i na półmiskach, więc nie ma wątpliwości, że pasują do siebie jak ulał. 

Kiełbasę uświetnia zwykle ser żółty typu szwajcarskiego, taki jak ementaler. Świetnie się rozpuszcza, więc delikatnie podgrzana laska käsekrainer po przecięciu zachwyca rozkoszną półpłynną niespodzianką. Dzięki temu połączeniu pozornie zwykła z wyglądu kiełbasa okazuje się niezwykle soczysta i kremowa, wręcz rozpływa się w ustach. 

Gdzie kupić i jak podać tego rodzaju kiełbasę?

Choć käsekrainer najlepiej smakuje w sercu Wiednia, możesz też mieć ją w swoim domu. Najłatwiej dostać ją w sprzedaży internetowej, ale bywa też w większych marketach, takich jak Kaufland. 

Najlepiej smakuje na ciepło. Można podgrzać ją na patelni, a w sezonie grillowym warto wrzucić ją na ruszt. Wtedy ser, który jest w środku, apetycznie się rozpływa, a mięso staje się jeszcze bardziej aromatyczne. 

Są dwa sposoby, by się nią cieszyć. Można serwować ją na talerzu, z musztardą i pieczywem obok. Ale da się też przyrządzić z niej pyszną kanapkę à la hot dog.

Fot. Adobe Stock, Michael