Szparagi wydają się prostym warzywem. Kupujesz pęczek, odłamujesz końcówki, wrzucasz do garnka albo na patelnię i gotowe. Właśnie ten schemat zna niemal każdy, bo przez lata powtarzano go jak kuchenną oczywistość. Tyle że nie wszystko, co utarte, jest naprawdę dobre. Czasem taki nawyk bardziej szkodzi, niż pomaga, zwłaszcza gdy dotyczy produktu sezonowego, na który czekasz tylko przez kilka tygodni w roku a jego cena bywa wysoka.

Popularny mit na temat szparagów

Przez lata wiele osób słyszało, że szparaga najlepiej przełamać, a warzywo samo pęknie tam, gdzie kończy się twarda, włóknista część i zaczyna ta delikatna. Brzmi logicznie i wygodnie, dlatego ta metoda tak mocno się przyjęła. Problem polega na tym, że w praktyce szparag nie zawsze pęka tam, gdzie ty chcesz, tylko tam, gdzie akurat pozwala mu jego budowa, a to nie jest to samo.

Łodyżka szparaga ma różną gęstość i sprężystość. Jedne egzemplarze są bardziej jędrne, inne mają lekko przesuszoną końcówkę, jeszcze inne były dłużej przechowywane i straciły trochę wilgoci. Kiedy próbujesz je przełamać, nie masz pełnej kontroli nad tym miejscem. Warzywo może pęknąć wyżej, niż powinno, przez co wyrzucasz sporą część części, która nadaje się do jedzenia. W efekcie zostaje ci mniej produktu, choć płacisz za cały pęczek.

Warto też pamiętać, że nie wszystkie szparagi są takie same. Cienkie zielone szparagi często mają delikatniejsze łodyżki niż grube białe, ale nawet w obrębie jednego pęczka możesz mieć spore różnice. Jeden egzemplarz będzie wymagał minimalnego przycięcia, a drugi trochę więcej. Gdy każdy łamiesz automatycznie, traktujesz wszystkie identycznie, choć wcale nie powinieneś. To trochę jak obieranie ziemniaków jedną, grubą warstwą niezależnie od ich jakości. Da się, ale szkoda produktu.

Ten mit utrzymywał się także dlatego, że był po prostu łatwy do zapamiętania. Jedno proste hasło, jedna czynność, zero zastanawiania się, a w kuchni takie skróty często się przyjmują. Tyle że szparagi są na tyle delikatnym i drogim warzywem, że warto poświęcić im chwilę więcej uwagi. Zwłaszcza że ta lepsza metoda wcale nie jest trudna. Nie potrzebujesz specjalnych narzędzi ani kulinarnego doświadczenia. Wystarczy nóż, obieraczka i odrobina wyczucia.

Jak przygotować szparagi, aby wykorzystać ich możliwie najwięcej?

Najlepsze, co możesz zrobić, to zacząć pracować nożem oraz obieraczką. Jeśli widzisz, że dół jest lekko przesuszony, matowy albo wyraźnie twardszy, to znak, że właśnie tam znajduje się część, którą trzeba usunąć. Ale nie zakładaj z góry, że chodzi o taki sam odcinek w każdym egzemplarzu. Przy grubszych szparagach dobrze jest najpierw delikatnie obrać dolną część. Nie rób tego od główki, bo ta jest najdelikatniejsza i nie potrzebuje takiego traktowania. Skup się na dolnych kilku centymetrach. Kiedy zdejmiesz cienką warstwę skórki, dużo łatwiej zauważysz, gdzie kończy się część włóknista, a zaczyna miękka. To właśnie ten moment, którego nie da ci zwykłe łamanie.

Po obraniu końcówki przesuń palcami po łodyżce. Bardzo często od razu wyczujesz zmianę struktury. Na dole warzywo bywa twarde, suche i zbite, a kawałek wyżej robi się bardziej sprężyste i soczyste. Wtedy bierzesz nóż i odcinasz tylko tę najtwardszą część. Czasem będzie to centymetr, czasem dwa, czasem trochę więcej. Najważniejsze, że decyzję podejmujesz świadomie, a nie zdajesz się na przypadkowe pęknięcie.

Ten mit raz na zawsze rozwiązała na swoim Instagramie Jagna Niedzielska, która słynie w sieci z gotowania w duchu zero waste. Obejrzyj jej krótkie wideo poniżej, aby jak najlepiej nauczyć się odcinać końcówki szparagów we właściwym miejscu.

Źródło: Instagram Jagna Niedzielska