Powiedzmy sobie szczerze - wielkanocny stół w wielu rodzinach to prawdziwy, kulinarny tygiel, w którym łączy się wiele regionów i zwyczajów. Święcelnik jest typowo śląską potrawą, o której istnieniu inni mogą nawet nie wiedzieć (w naszej redakcji nikt nie wiedział, czym jest), ale jeśli lubisz Śląsk, a i pomysł i zwyczaj Hanysów ci się spodoba, możesz przenieść go w prosty sposób na swój stół. Składniki na święcelnik zna świetnie każdy Polak. Święcelnik wszędzie będzie cieszył się podobnym powodzeniem, co pasztet czy deska mięs.

Co to jest święcelnik?

Święcelnik (świyncelnik), zwany też na Śląsku Cieszyńskim szołdrom lub murzinem, to ciasto drożdżowe z niezwykłymi dodatkami. Nie spodziewaj się tu rodzynek i innych bakalii. To ciasto wytrawne, stworzone dla tych, którzy spośród słodyczy najbardziej lubią boczek. W środku jest biała kiełbasa, wędzonka lub właśnie boczek. Święcelnik jest szczególnie dobrze znany w okolicach Wodzisławia Śląskiego, skąd pochodzi najbardziej znany śląski kucharz w Polsce, Remigiusz Rączka. W jednym ze swoich filmów potwierdził on, że u niego się go robi od lat.

AdobeStock lapis2380

Zwyczaje i „kontrowersje” wokół święcelnika

Przed wyrośnięciem ciasto obowiązkowo oznacza się znakiem krzyża - podkreśla to rangę wypieku i ma zapewnić doskonały efekt. Święcelnik wypieka się tradycyjnie w Wielki Piątek, bo w Wielką Sobotę zanosi się go koszyczku wielkanocnym do poświęcenia. Z myślą o koszyczku powstają również miniwersje ciasta. Kształt jest dowolny: święcelnik może być prostokątny (pieczony w keksówce, owalny lub okrągły jak chleb czy też kwadratowy. Na Śląsku Cieszyńskim dawniej każdy dostawał swoją szołdrę. Największa przypadała ojcu, a najładniejsze - córkom i innym młodym dziewczynom w rodzinie.

Niektórzy mogą być zaskoczeni, dlaczego na Śląsku nazywa się go kontrowersyjnie murzinem. Nie ma tu jednak powodów do obrażania się. Przyczyna jest prosta. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu ciasto wypiekano w piecu chlebowym nagrzewanym drewnem. Naczynie układane było bezpośrednio na kawałkach drewna. W piecu przy spalaniu drewna unosił się ciemny popiół, który następnie opadał na wierzch ciasta. Oprócz tego używano do jego wypieku mąki razowej, która również przyciemniała ciasto. Obecnie święcelnik jest już całkowicie jasny - wygląda odświętnie i znacznie bardziej apetycznie niż kiedyś.

Inne niezwykłe wielkanocne tradycje kulinarne na Śląsku

Śląsk może pochwalić się nie tylko zwyczajem wypiekania święcelnika, ale też innymi zaskakującymi zwyczajami. Jeszcze 100 lat temu po powrocie ze mszy w Niedzielę Palmową trzeba było połknąć po 1 bazi ze swojej poświęconej palmy - na gardło i żeby jedzenie wielkanocne (dość tłuste i obfite) nie zaszkodziło. Dziś zwyczaj ten praktycznie nie funkcjonuje.

Inna ciekawa tradycja to tzw. palenie żuru. W Wielką Środę i Czwartek biegano po polach z podpalonymi miotłami - zboże okadzano dymem z miotły w intencji większych i szybszych plonów. Na Górnym Śląsku i na Śląsku Cieszyńskim w Wielki Piątek trzeba było zjeść 5 kawałków chrzanu. To wyzwanie przypadało szczególnie tym, którzy uskarżali się na dolegliwości związane z brzuchem. W Cieszyńskiem poza obfitym śniadaniem jeszcze bogatszy był obiad: przeważnie pieczeń jagnięca lub z koźliny. 

Za Zaolziu zaś, przy granicy z Polską, jeszcze na początku XX w. w niektórych wsiach zwykłym widokiem w Poniedziałek Wielkanocny było smażenie jajecznicy w terenie - na łące lub pod lasem. Podczas tego śniadania śpiewano i tańczono przy ognisku.