Zdarza się, że kupujesz coś z ciekawości i nie wiesz, czy domownicy to zaakceptują. Tak było u mnie. Przyniosłam ten owoc bez zapowiedzi, trochę jak eksperyment. Najpierw była cisza i oglądanie, potem pierwsze łyżeczki. I nagle każdy chciał spróbować jeszcze raz. Mąż dopytywał, dzieci same sięgały po kolejne porcje, a znajomi, którzy akurat wpadli, zaczęli robić zdjęcia. Nie było wielkich słów, widać było tylko wielkie oczy i dało się usłyszeć szept na tyle cichy, żeby nie spłoszyć chwili: „to jest naprawdę dobre”. I chyba właśnie to mnie przekonało najbardziej.

Czym jest „truskawkowa gruszka” i skąd pochodzi?

Smoczy owoc, znany też jako pitaja albo pitahaya, a potocznie nazywany truskawkową gruszką, pochodzi z Ameryki Środkowej i Południowej. Dziś jednak największe uprawy znajdują się w Azji, szczególnie w Wietnamie, Tajlandii czy na Filipinach. To jeden z tych gatunków, które zrobiły globalną karierę, choć jeszcze kilkanaście lat temu w Polsce był raczej ciekawostką.

Pitaja rośnie na kaktusie, co już samo w sobie brzmi ciekawie. Roślina ma długie, mięsiste pędy i potrzebuje ciepłego klimatu. Owoce rozwijają się dość szybko, a ich wygląd od razu przyciąga wzrok. Skórka jest intensywnie różowa albo żółta, z charakterystycznymi „łuskami”, które przypominają smoczą skórę. Stąd właśnie nazwa.

W kuchni smoczy owoc traktuje się trochę jak deser sam w sobie. Nie wymaga skomplikowanej obróbki, nie trzeba go przyprawiać ani łączyć z wieloma dodatkami. Wystarczy przekroić i jeść. To duży plus, zwłaszcza gdy nie masz czasu na przygotowywanie czegoś bardziej złożonego.

Jak wygląda i smakuje?

Określenie „truskawkowa gruszka” nie wzięło się znikąd. Po przekrojeniu smoczego owocu widzisz miąższ z drobnymi czarnymi pestkami, trochę jak u kiwi. 

Smak jest delikatny i słodki, orzeźwiający, z nutą przypominającą właśnie truskawkę i gruszkę. Nie jest to jednak smak intensywny czy dominujący. Raczej taki, który trzeba na spokojnie poczuć. Dlatego jedni zakochują się od razu, a inni potrzebują chwili, żeby go docenić.

Konsystencja też robi swoje. Miąższ jest miękki, soczysty, ale nie rozpada się jak bardzo dojrzałe owoce. Pestki delikatnie chrupią, co daje przyjemny kontrast. To właśnie ta kombinacja sprawia, że jedzenie smoczego owocu jest tak satysfakcjonujące.

Różne odmiany, inne doznania

Nie każdy smoczy owoc jest identyczny. W sklepach najczęściej trafisz na dwie główne odmiany: z białym lub różowym miąższem. Skórka zazwyczaj jest czerwona, ale istnieje też rzadsza wersja żółta z zewnątrz (na zdjęciu poniżej).

Odmiana z białym miąższem jest najpopularniejsza. Ma delikatny, lekko słodki smak i jest najbardziej uniwersalna. Jeśli kupujesz pitaję pierwszy raz, to właśnie na nią trafisz najczęściej.

Odmiana z czerwonym miąższem jest bardziej wyrazista. Ma intensywniejszy kolor i nieco słodszy smak. Potrafi też barwić dłonie i język, więc warto mieć to na uwadze.

Żółta pitaja to coś dla tych, którzy lubią bardziej wyraziste doznania. Jest mniejsza, ma kolczastą skórkę i zdecydowanie słodszy smak. Często uznawana jest za najsmaczniejszą, choć trudniej ją dostać.

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl

Jak jeść „truskawkową gruszkę”?

Najprostszy sposób jest najlepszy. Przekrój owoc na pół i wyjedz miąższ łyżeczką. Skórka nie nadaje się do spożycia, ale łatwo oddziela się od środka, więc nie sprawia problemów.

Możesz też obrać go ze skórki i pokroić w kostkę. Wtedy sprawdzi się jako dodatek do sałatek owocowych, jogurtu czy owsianki. Dobrze komponuje się z bananem, mango czy kiwi.

Ciekawą opcją jest też dodanie go do smoothie. Nie dominuje smaku, ale nadaje całości lekkości i koloru. To dobry trik, jeśli chcesz przemycić coś nowego do codziennej diety.