Kupujesz fasolkę, szykujesz garnek, masło i bułkę tartą, a podczas obierania okazuje się, że ze strączków ciągną się twarde włókna. Usuwanie ich pojedynczo potrafi wystawić cierpliwość na próbę, zwłaszcza gdy do przygotowania jest porcja dla całej rodziny. Sama w takiej sytuacji nie mam ochoty spędzać kilkunastu minut nad każdym strączkiem. Letnie obiady cenię sobie za prostotę, pełnię sezonowego smaku i szybkość przygotowania. Dlatego stosuję prosty patent na obieranie łyka z fasolki szparagowej, który przyspiesza przygotowania.

Tak rozprawiam się z łykowatą fasolką szparagową

Zanim zacznę odcinać końcówki, przekładam umytą fasolkę do dużej miski lub garnka i zalewam ją wrzątkiem. Nie gotuję jej jeszcze, po prostu blanszuję - zostawiam na chwilę we wrzącej wodzie. Taka woda zmiękcza wstępnie strączki. Następnie odcedzam fasolkę i obieram. Z tym sposobem łyko odchodzi szybciej i łatwiej niż zwykle. „Szew”, który łączy strączek, pod wpływem wrzątku zaczyna odchodzić od fasolki już podczas moczenia.

Getty/iStock dulezidar

Następnie po prostu nacinam końce fasolki nożykiem i pociągam nitkę wzdłuż „szwu”. Twarde włókno powinno zejść razem z nim, dzięki czemu nie muszę szukać go paznokciem ani mozolnie skubać każdego kawałka. Tak samo postępuję z drugim końcem, jeśli fasolka ma wyraźne włókna po obu stronach.

Potem już tylko gotuję ją jak zwykle. Starsza, sierpniowa, mocniej wyrośnięta fasolka, może wymagać nieco dłuższego gotowania niż młoda, dlatego sprawdzam ją widelcem co parę minut, zamiast sztywno trzymać się czasu z przepisu. 

Ta fasolka łykowacieje najczęściej

Problem dotyczy przede wszystkim fasolki dojrzałej, wyrośniętej i zbieranej w drugiej części sezonu. Szczególnie często trafiam na twardsze włókna w żółtej fasolce szparagowej. Duże, grube strączki z mocno zaznaczonymi nasionami warto więc dokładniej obejrzeć już podczas obierania.

W zielonej nitki trafiają się rzadziej, więc jeśli masz ich już dość, możesz kupić zieloną. Potrzebuje ona nieco dłuższej chwili na gotowanie, ale w imię świętego spokoju, warto spróbować. Aby przyspieszyć gotowanie, niezależnie od rodzaju fasolki, możesz pokroić ją na 2-3 krótsze kawałki. 

Mamut to świetna alternatywa

Jeżeli nie przepadasz za walką z łykowatymi strączkami, zwróć uwagę na fasolkę typu mamut. Jest duża, szeroka i płaska, ale nie należy mylić jej rozmiaru ze starą, przerośniętą fasolką szparagową. Dobra fasolka mamut pozostaje delikatna i nie wymaga mozolnego pozbywania się twardych włókien - nie ma łyka.

Lubię ją także z bardziej praktycznego powodu: szerokie strąki znakomicie zbierają dodatki, np. takie jak w przepisie na styl syryjski (jeśli jesteś ciekaw tej receptury, kliknij w grafikę poniżej). Masło z rumianą bułką tartą dobrze się na nich zatrzymuje, podobnie jak gęstsze sosy. Dzięki temu mamut sprawdza się zarówno jako klasyczny dodatek do ziemniaków i obiadu, jak i fasolka podawana z wyrazistym sosem jako danie główne.

Jeśli jednak masz już w kuchni zapas starszej, żółtej fasolki, nie skreślaj jej od razu. Krótki kontakt z wrzątkiem przed obieraniem może sprawić, że najbardziej irytująca część przygotowań pójdzie znacznie szybciej.