Julia Oleś, znana na Instagramie jako @fabjulus, jest influencerką, dziennikarką i byłą uczestniczką polskiej edycji Hell's Kitchen. W przeszłości była także związana z Kamilem Durczokiem. Dziś jej instagramową działalność obserwuje blisko 180 tys. osób, a sporo miejsca zajmują tam podróże i jedzenie. Podczas ostatniego pobytu w Stanach Zjednoczonych Oleś zajrzała do Walmartu i urządziła widzom mały przegląd amerykańskich gotowców. Tym razem na tapet trafiło u niej śniadanie.
Długa tradycja dań gotowych w Stanach Zjednoczonych
Walmart najprościej wyobrazić go sobie jako hipermarket pokroju Auchan, tylko jeszcze większy. By zobrazować jego rozmiary, można przytoczyć fakt, że niektórzy jeżdżą po nim na specjalnych wózkach, zamiast chodzić na piechotę.
Gotowe dania to w Stanach żadna nowość. Amerykanie mają bogatą historię mrożonych dań gotowych, która sięga 1953 roku. W latach 50. można było rozmrozić sobie indyka z dodatkiem kukurydzianego farszu, groszku oraz słodkich ziemniaków - była to pierwsza mrożonka wprowadzona do sklepów na szeroką skalę. Brzmi całkiem smacznie, prawda?
Danie kosztowało 98 centów i podgrzewano je w piekarniku, na aluminiowych tackach. W tamtym okresie w Polsce nikt nawet takich nowości nie wyobrażał. Dania w puszkach pojawiły tam się jeszcze wcześniej. W 1897 roku wypuszczono na rynek słynną zupę pomidorową Campbell. A co czeka na Amerykanów teraz w ich ulubionym Walmarcie?
„Kochanie, wstawaj, jajecznica już się rozmraża”
Julia Oleś zaczyna od mrożonej jajecznicy. „Kochanie, wstawaj, jajecznica już się rozmraża” – komentuje ironicznie pudełko z zamrożonym gotowcem. Dalej jest jeszcze ciekawiej. Usmażony, zamrożony bekon wystarczy wrzucić wraz z jajecznicą do mikrofalówki.
Jeśli zamiast jajecznicy ktoś ma ochotę na jajko ugotowane na twardo do kanapki, Julia podsuwa gotowe rozwiązanie - ugotowane i obrane już wcześniej jajka w workach strunowych. Kiedy zostały ugotowane i co dokładnie znajduje się w składzie, skoro mogą leżeć na sklepowych półkach w takim opakowaniu - tego dokładnie nie wiadomo.
Dla kogoś przyzwyczajonego do rozbijania jajek prosto na patelnię i smażenia boczku od podstaw już to może wyglądać osobliwie. Amerykańska wygoda została tutaj doprowadzona do poziomu, poniżej którego nie da się już chyba zejść, a gotowanie zamienia się w użytkowanie na okrągło mikrofalówki lub air fryera. Bo po co gotować, skoro można rozmrozić?
Ser w sprayu i kanapka z zamrażarki. Nóż i deska mogą wziąć wolne
W filmie pojawiły się też bułeczki w tubie przeznaczone do pieczenia. „Nieee, powiedziałam, że nie upiekę bułeczki, a nie że zrobię ci bułeczki" – żartuje Oleś. To akurat produkt, który Europejczyka nie powinien już szczególnie dziwić. Gotowe pieczywo do samodzielnego odpiekania od dawna znaleźć można również w polskich marketach. Dużo zależy tu jednak od składu. W polskich sklepach wciąż jednak trudno o inne osobliwości - takie jak cheddar w aerozolu.
„Zrobię ci kanapkę, cheddar w sprayu już czeka” - komentuje sarkastycznie influencerka. U nas ser zazwyczaj się kroi, ściera albo kupuje w plastrach. Tam można go wypsikać z puszki. Staroświecka deska i nóż najwyraźniej zostały uznane za zbędne zawracanie głowy.
„Którą kanapkę ci rozmrozić”? Amerykańskie śniadanie idzie na skróty
W zamrażarkach czekają także gotowe kanapki przypominające burgery. „Którą kanapkę ci rozmrozić?" – pyta Julia. Do tego mrożone tosty z serem oraz naleśniki. Oba dania prowokują już tylko czułe pytanie przy śniadaniu: „Ile ci rozmrozić?".
Oczywiście i w Polsce coraz chętniej korzystamy z gotowców. W lodówkach Żabki znajdziesz choćby kanapki czy tosty z serem przeznaczone do podgrzania. Różnica tkwi raczej w skali. Jajecznica, bekon, jajka, naleśniki, kanapka i ser. Właściwie całe śniadanie może nie wymagać patelni, garnka ani noża, a jedynie sprawnej mikrofali, która równo wszystko podgrzeje.
I właśnie to najbardziej bawi w filmie Julię Oleś. Nie egzotyczne składniki, lecz stopień przetworzenia zwyczajnego jedzenia, które bardzo łatwo i bardzo szybko jest zrobić z produktów, które znamy, bez niepotrzebnych dodatków w składzie, w tym barwników i konserwantów. Jak słusznie zwraca uwagę jeden z widzów Julii, usmażenie jajecznicy od zera trwa krócej niż rozmrożenie gotowego produktu.
A różnica w smaku jest i pozna ją każdy, kto choć raz jadł prawdziwe wiejskie jajka. Bo jajecznica z mrożonki brzmi dla wielu jak absurd, wymyślanie koła na nowo czy rozwiązanie problemu, który Amerykanie tworzą sobie sami, a którego nie ma w kuchni większość Europejczyków.


Obserwuj nas na Google














