Nowojorskie SoHo od dawna przyciąga lokale, które z prostego jedzenia potrafią zrobić wydarzenie. Tym razem nie chodzi jednak o wymyślny deser, kawę przygotowaną na kilkanaście sposobów ani kolację w restauracji z długą listą rezerwacji. Bohaterem jest jeden z najbardziej podstawowych produktów, jakie mogą znaleźć się na stole.

Piekarnia, która pojawiła się we wrześniu 2026 roku przy Lafayette Street, ma bardzo prostą koncepcję. Zamiast gablot wypełnionych dziesiątkami rodzajów pieczywa skupia uwagę przede wszystkim na jednym wypieku. Stoi za nią austriacka marka Martin Auer, a Rye by Martin Auer jest jej pierwszym lokalem w Stanach Zjednoczonych. Dopiero spojrzenie na menu pokazuje, dlaczego o tym miejscu zrobiło się głośno.

Chleb żytni za ponad 200 zł. Tyle kosztuje bochenek w Nowym Jorku

Specjalnością Rye by Martin Auer jest żytni chleb na zakwasie. Flagowy bochenek waży około 1,5 kg i kosztuje 60 dolarów. Przy przeliczeniu podawanym przy otwarciu lokalu daje to około 227 zł, choć oczywiście kwota w złotówkach zmienia się razem z kursem dolara.

To cena, która z polskiej perspektywy wygląda szczególnie efektownie. Za około 227 zł w Polsce możesz kupić nawet ponad 20 bochenków żytniego pieczywa. W nowojorskiej piekarni całą tę kwotę zostawisz przy kasie za jeden.

Sam skład jest zaskakująco krótki. Podstawą wypieku jest organiczna mąka żytnia sprowadzana z Austrii, woda i sól. Do tego dochodzi zakwas związany z wieloletnią tradycją rodziny Auerów. Nie chodzi więc o pieczywo wypełnione drogimi dodatkami, orzechami czy nietypowymi przyprawami. Cały pomysł opiera się na jakości surowców, zakwasie i rzemieślniczym sposobie przygotowania. Receptura ma czerpać z austriackiej tradycji piekarniczej. To właśnie ona, a nie długa lista składników, jest tutaj najważniejszą częścią produktu.

Nie trzeba od razu wydawać 60 dolarów

Cena całego chleba może odstraszać, ale piekarnia znalazła prosty sposób, żeby pozwolić klientom spróbować wypieku bez kupowania półtorakilogramowego bochenka.

Pieczywo jest sprzedawane również w mniejszych porcjach. Połowa kosztuje 30 dolarów, natomiast ćwiartka 15 dolarów. Dzięki temu można potraktować wizytę bardziej jak degustację niż wyprawę po pieczywo na śniadanie dla całej rodziny.

Na miejscu dostępne są też pojedyncze kromki podawane z dodatkami. I właśnie w takim wydaniu najlepiej widać restauracyjny charakter całego konceptu. Chleb przestaje być tylko bazą kanapki, a staje się jej głównym bohaterem.

 

Chleb za 60 dolarów podzielił internautów

Cena szybko okazała się równie ważnym tematem jak sam smak pieczywa. Po otwarciu Rye by Martin Auer w mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo komentarzy, a sprawę zaczęły opisywać amerykańskie i europejskie media. Dyskusję dodatkowo podkręciły filmy publikowane przez twórców zajmujących się nowojorską gastronomią.

Najwięcej emocji budzi oczywiście 60 dolarów za bochenek. Krytycy zwracają uwagę, że chleb jest jednym z najbardziej podstawowych produktów spożywczych i nie podoba im się zamienianie go w towar luksusowy. Jeden z komentujących, cytowany przez USA Today, określił cenę jako całkowicie oderwaną od rzeczywistości. Podobne głosy pojawiły się pod postami piekarni na Instagramie. Część internautów żartowała również, że za taką kwotę oczekiwałaby od bochenka czegoś znacznie więcej niż dobrego smaku.

Nie wszyscy jednak podchodzą do pomysłu tak krytycznie. Euronews odnotował również komentarze osób, które doceniają prosty skład oraz rzemieślniczy charakter wypieku. Pojawia się też argument, że SoHo nie jest zwyczajną lokalizacją, a wysokie ceny rzemieślniczego jedzenia nie są w Nowym Jorku czymś niezwykłym. Nawet na tym tle 60 dolarów pozostaje jednak bardzo wysoką kwotą. Według Euronews dobre chleby na zakwasie można znaleźć w mieście zwykle za około 10-20 dolarów.

Co ciekawe, wysoka cena nie odstraszyła wszystkich klientów. Lokalny serwis Cititour informował kilka dni po otwarciu o zainteresowaniu piekarnią, a Tim Auer zapewniał, że klienci rzeczywiście kupują całe bochenki za 60 dolarów. The Times opisywał z kolei kolejki ciekawskich klientów i zainteresowanie mediów. Kontrowersja mogła więc zadziałać jak najlepsza reklama: jedni przychodzą po chleb, inni chcą po prostu sprawdzić, o co zrobiło się tyle zamieszania.