Przez lata, gdy miałam ochotę na domową pastę rybną, działałam niemal automatycznie. Makrela, jajko, cebulka, trochę majonezu i kolacja gotowa. Czasem dla odmiany kupowałam wędzonego pstrąga, ale na tym moje eksperymenty właściwie się kończyły. Ostatnio podczas zakupów w Lidlu zauważyłam jednak rybę, której nigdy wcześniej nie testowałam. Wzięłam jeden kawałek na próbę i po pierwszej kolacji wiedziałam, że będę po niego wracać. To teraz mój faworyt!

Ta wędzona ryba z Lidla wygrywa u mnie z makrelą

Ten rybny rarytas to wędzony na gorąco płat śledzia atlantyckiego marki Seamor. Na opakowaniu można przeczytać, że ryba jest wędzona na drewnie bukowym, a producent podkreśla również prostotę produktu - ma zawierać tylko dwa składniki. Cena wynosi 3,79 zł za 100 g, więc za cały kawałek zapłacisz odpowiednio więcej w zależności od jego wagi.

Śledzia przez większość życia kojarzyłam z filetami w oleju, occie albo śmietanie. Tymczasem wędzona wersja to zupełnie inna bajka. Ma intensywny smak i charakterystyczny dymny aromat. Dzięki temu nie trzeba zasypywać jej przyprawami ani dodawać wielu składników. Dla mnie to ogromny plus, szczególnie wieczorem, kiedy chcę zrobić coś dobrego do chleba, ale nie mam zamiaru spędzać pół godziny przy kuchennym blacie.

wędzony na gorąco śledź LidlRedakcja MojeGotowanie.pl

Za pierwszym razem postawiłam na klasykę. Oddzieliłam mięso od skóry, dokładnie sprawdziłam je pod kątem ości i rozdrobniłam widelcem. Dodałam jajko ugotowane na twardo, trochę drobno posiekanej czerwonej cebuli, szczypiorek oraz niewielką porcję majonezu. Doprawiłam pieprzem i wymieszałam. Miałam nadzieję, że część zostanie na śniadanie. Nic z tego - miseczka została wyczyszczona podczas jednej kolacji.

Z wędzonego śledzia robię nie tylko pastę

Od tego czasu zaczęłam kombinować z kolejnymi wersjami. Jeśli chcę przygotować lżejsze smarowidło, zamiast majonezu biorę gęsty jogurt naturalny, odrobinę musztardy oraz posiekany ogórek kiszony. Innym razem łączę rybę z twarogiem, szczypiorkiem i odrobiną chrzanu. Do kromki świeżego żytniego chleba trudno mi wymyślić coś lepszego.

Wędzony śledź dobrze odnajduje się też w sałatkach. Wystarczą ugotowane ziemniaki, jajko, ogórek kiszony, cebula i kawałki ryby. Można dorzucić koperek i zrobić prosty sos na bazie jogurtu. Z kilku zwyczajnych produktów powstaje wtedy konkretna kolacja.

Kiedy naprawdę nie mam czasu, nawet nie robię pasty. Kładę kawałki śledzia na grzance posmarowanej serkiem, dodaję rzodkiewkę albo ogórka i gotowe. Lubię takie produkty, bo jeden zakup daje mi kilka możliwości i nie wymaga później skomplikowanego gotowania.

Makreli ani pstrąga oczywiście nie skreślam na zawsze (stąd brak łezki w oku), ale ostatnio to właśnie po tę rybę najchętniej zaglądam do chłodni w Lidlu. Wędzony na gorąco śledź atlantycki kosztuje 3,79 zł za 100 g i w mojej kuchni błyskawicznie awansował z ciekawostki kupionej na próbę na stały składnik kanapek, past i sałatek.