Wielu klientów traktuje sklep jak miejsce do „testowania” produktów, zapominając, że towar przed zapłatą wciąż należy do sklepu. Tymczasem UOKiK przypomina, że niektóre zachowania mogą skończyć się nie tylko nieprzyjemną rozmową z ochroniarzem, ale również obowiązkiem zapłaty za uszkodzony produkt.
„Rozbieranie” główek czosnku to nie niewinny zwyczaj
Przez lata zakupów widziałam naprawdę wiele sytuacji. W Biedronce kilka razy natknęłam się na „ogołocone” główki czosnku, z których ktoś wydłubał kilka największych ząbków. To samo zdarza się w dziale z produktami sypkimi. Pudełka z kaszą są otwierane, jakby w środku miało znajdować się ukryte złoto lub pieniądze. Z takich pudełek z kaszą często przy okazji „znika” przynajmniej 1 woreczek - pewnie na „testy” jakości w domowych warunkach. Podobne scenki i praktyki widuję także w innych sieciach handlowych.
Niektórzy pokrętnie tłumaczą takie zachowanie chęcią kupienia tylko kilku ząbków. Problem w tym, że sklep sprzedaje cały produkt, a nie jego fragment. Wyjmowanie części zawartości oznacza po prostu przywłaszczenie towaru, za który nikt nie zamierza zapłacić.
Podobnie wygląda sytuacja z osobami podjadającymi cukierki na wagę jeszcze przed dojściem do kasy. Zdarza się, że papierki później lądują ukryte między pozostałymi słodyczami. Choć niektórzy traktują to jako drobiazg, z punktu widzenia sklepu jest to zwykła strata towaru.
Nadgryziona bułka na półce. Taką sytuację zapamiętałam do dziś
Jedna sytuacja w sklepie szczególnie utkwiła mi w pamięci. W Biedronce zauważyłam dziecko przy stoisku z pieczywem. Podeszło do kosza z bułkami, odgryzło kawałek jednej z nich (!), po czym spokojnie odłożyło ją z powrotem między pozostałe. A mama zaczęła udawać, że nic się nie stało i próbowała po cichu odejść, zamiast wytłumaczyć mu na miejscu, że tak się nie robi.
Zamiast od razu szukać ochrony, podeszłam do mamy dziecka. Uznałam, że najpierw warto porozmawiać, odwołać się do elementarnej przyzwoitości. Kobieta od razu zrozumiała problem, zawstydziła się zachowaniem swojej pociechy i przyjęła uwagę z dużą kulturą. Nie było żadnej awantury ani podnoszenia głosu.
Właśnie tak powinno się reagować w pierwszej kolejności. Klient klientowi może spokojnie zwrócić uwagę i wyjaśnić, dlaczego takie zachowanie jest niewłaściwe. Gdy ktoś na zwykłe zwrócenie uwagi zaczyna reagować agresją, twierdzi, że nam się przywidziało, albo, że nic się nie stało, warto poprosić o interwencję kierownika sklepu lub ochrony.
Co jednak w sytuacji, gdy sami otwieramy czasami produkty, by sprawdzić, czy wszystko z nimi w porządku - bez nieczystych intencji? Kiedy wolno, a kiedy nie należy tego robić?
Otwieranie produktów przed kasą. Co mówi UOKiK?
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów odniósł się ostatnio do kwestii otwierania zakupów jeszcze przed zakupem. Odpowiedź nie jest całkowicie jednoznaczna, ale zasada jest prosta. Klient ma prawo zapoznać się z towarem i sprawdzić jego cechy, jednak nie powinien samodzielnie naruszać opakowania bez zgody sklepu.
Dopóki produkt nie zostanie opłacony, pozostaje własnością sprzedawcy. Z tego powodu każdą wątpliwość najlepiej skonsultować z pracownikiem. To obsługa może wskazać egzemplarz pokazowy, tester albo zdecydować, czy dany produkt (w tym również spożywczy) można bezpiecznie otworzyć.
Tych produktów lepiej nie rozpakowywać
Szczególną ostrożność trzeba zachować przy artykułach spożywczych, kosmetykach, produktach higienicznych oraz wszelkich opakowaniach zabezpieczonych plombą. Ich otwarcie może wpłynąć na bezpieczeństwo, higienę albo możliwość dalszej sprzedaży.
Dotyczy to również słoików z przetworami, opakowań z nabiałem czy słodyczy sprzedawanych w zamkniętych paczkach, w tym bombonierek w dekoracyjnych pudełkach. Nawet jeśli ktoś chce jedynie sprawdzić zawartość, po naruszeniu opakowania sklep może uznać taki towar za niesprzedawalny.
W praktyce obowiązuje zdrowy rozsądek. Można obejrzeć produkt, przeczytać etykietę czy sprawdzić skład, ale nie wolno niszczyć opakowania ani ingerować w samą zawartość.
Najpierw zapytaj, potem sprawdzaj - warto rozmawiać
Stanowisko UOKiK można sprowadzić do jednej praktycznej zasady. Masz prawo wiedzieć, co kupujesz, ale nie możesz samodzielnie otwierać produktów, które powinny pozostać zamknięte ze względów higienicznych lub bezpieczeństwa.
Jeżeli chcesz obejrzeć air fryer czy blender wystawiony w promocji, sprawdzić zawartość opakowania albo rozwiać wątpliwości dotyczące produktu, najlepiej poprosić o pomoc pracownika sklepu. „Koniec języka za przewodnika”. Dzięki temu unikniesz nieporozumień przy kasie i nieprzyjemnej rozmowy z ochroniarzem.
W sklepie warto pamiętać nie tylko o swoich prawach, ale również o innych klientach. Nadgryziona bułka, otwarty słoik czy niepełna główka czosnku to problem nie tylko dla sprzedawcy, lecz także dla kolejnej osoby, która chciałaby kupić pełnowartościowy produkt.

















