Schabowy i jajecznica raczej nie umawiają się na wspólne śniadania. Jedno z nich króluje na niedzielnym stole, drugie ratuje poranki, kiedy nie ma czasu na kulinarne popisy. A jednak te dwa dania mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Wystarczy drobna sztuczka, żeby zwykłe jajka nabrały charakteru rumianego kotleta. Bez mięsa, bez panierowania i bez sterty brudnych talerzy. Za to z chrupnięciem, którego próżno szukać w klasycznej jajecznicy.
Magia babcinego gotowania – jajecznica z resztek
Sekretem jajecznicy mojej babci Teresy była bułka tarta, która zostawała po przygotowaniu schabowych lub innych kotletów. Babcia rozgrzewała na patelni masło, a następnie wlewała jajka, w których nieuchronnie lądowały okruszki podczas panierowania. Tak powstawało danie, które dzisiaj nazywam „schabową” jajecznicą.
W tym pomyśle było wszystko, za co uwielbiam kuchnię swojską i oszczędną. Żadnego odmierzania składników co do grama, żadnych wymyślnych produktów, za to mnóstwo kulinarnego sprytu. Babcia potrafiła spojrzeć na pozostałości po obiedzie i zobaczyć w nich zalążek kolejnego przysmaku.
Smażone na maśle okruszki nabierały złocistego koloru i lekko orzechowego aromatu, przypominającego rumianą panierkę kotleta. Część bułki tartej miękła, część zachowywała chrupkość. Każdy kęs smakował trochę tak, jakby połączyć delikatną jajecznicę z grzanką.
Zachęcam do czytania dalej, ale przy okazji zaznaczam, że na naszym kanale nadawczym można znaleźć wiele innych porad dotyczących jajecznych potraw.
Nie trzeba smażyć schabowych, by zrobić taką jajecznicę
Choć babcina jajecznica narodziła się z potrzeby wykorzystania resztek, dziś przygotowuję ją także wtedy, kiedy wcale nie planuję obiadu z kotletami. Wystarczy zwykła bułka tarta lub panko, czyli japońska panierka z większych, lekkich okruszków pieczywa.
Klasyczna bułka tarta po podsmażeniu na maśle smakuje niemal jak rumiana panierka schabowego. Jej drobne okruszki łatwo łączą się z jajkami, nadając im ciekawą strukturę. Trzeba tylko uważać z ilością. Na dwa jajka wystarczy jedna łyżka bułki tartej. Większa porcja może sprawić, że danie stanie się suche i ciężkie.
Panko daje nieco inny efekt. Jego większe płatki po podsmażeniu robią się wyjątkowo chrupiące, dzięki czemu kontrast między miękkimi jajkami a rumianymi okruszkami jest jeszcze wyraźniejszy.
Najpierw rozpuszczam na patelni masło, a następnie wsypuję bułkę tartą lub panko. Mieszam przez minutę lub dwie, aż okruszki nabiorą złocistego koloru i zaczną pachnieć prażonym pieczywem i orzechami.
Dopiero wtedy zmniejszam ogień i wlewam jajka roztrzepane wcześniej z niewielką ilością mleka lub kremowej śmietanki. Delikatnie przesuwam je łopatką, żeby pozostały miękkie, a panierka równomiernie się z nimi połączyła.
Z czym podawać jajecznicę „panierkową”?
Jednym z moich ulubionych dodatków jest drobno starty twardy ser. Jego aromat świetnie łączy się z lekko orzechowym, prażonym smakiem bułki tartej smażonej na maśle, a także dodaje jajecznicy umami.
Świetnie sprawdzają się również szczypiorek, natka pietruszki i świeżo mielony pieprz. Jeśli mam ochotę na bardziej wyraziste śniadanie, podaję jajecznicę z pomidorami lub rzodkiewkami, a czasem posypuję ją pokruszoną fetą i płatkami chili.
Jednego jednak pilnuję zawsze: „schabową” jajecznicę podaję od razu po przygotowaniu. Im dłużej stoi na patelni, tym bardziej panierka mięknie i chłonie wilgoć, a jajka tracą delikatność.


Obserwuj nas na Google














