Nie kupisz go w pierwszym lepszym dyskoncie. Ja najczęściej poluję na nie w dobrych sklepach mięsnych albo zamawiam przez internet, bo w Biedronce czy Lidlu raczej go nie znajdziesz. I powiem ci jedno, warto się trochę postarać. To mięso ma charakter, a przy tym daje ogromną satysfakcję w kuchni. Kiedy pierwszy raz je przygotowałam, byłam zaskoczona, jak bardzo różni się od klasyków, które trafiają na nasze stoły co tydzień.

Co to właściwie za mięso i dlaczego tak mnie wciągnęło

Udziec z kozy to kawałek mięsa, który w Polsce nadal jest niszowy, ale na świecie ma swoich wiernych fanów. Pochodzi z tylnej części zwierzęcia, więc jest konkretny, zwarty i idealny na pieczeń. To, co go wyróżnia, to jego struktura, mięso jest zwarte, ale jednocześnie potrafi być niezwykle kruche, jeśli dobrze je przygotujesz.

Nie jest tak tłuste jak wieprzowina, ale nie jest też suche jak niektóre kawałki wołowiny. Ma w sobie coś pośrodku. Dzięki temu świetnie chłonie przyprawy i marynaty, ale jednocześnie nie rozpada się podczas pieczenia. To bardzo wdzięczny kawałek dla osób, które lubią gotować „na wyczucie”.

Ja lubię w nim też to, że daje poczucie robienia czegoś wyjątkowego. Nie jest to mięso, które robisz „bo trzeba zrobić obiad”. Raczej takie, które wyciągasz, gdy masz ochotę na coś bardziej dopracowanego. Trochę jak weekendowy projekt kulinarny.

Jak smakuje udziec z kozy i dlaczego może zastąpić wieprzowinę

Smak tego mięsa to coś, co naprawdę potrafi zaskoczyć. Jest wyraźniejszy niż wieprzowina, ale nie tak intensywny jak dziczyzna. Powiedziałabym, że ma lekko „ziołową” nutę, coś bardzo naturalnego i czystego.

W porównaniu do wieprzowiny jest mniej tłusty i nie zostawia tego ciężkiego uczucia po jedzeniu. To ogromny plus, jeśli lubisz konkretne smaki, ale bez przesadnej ciężkości. Dla mnie to taka lżejsza alternatywa na pieczeń.

Jeśli miałabym porównać, jest trochę jak połączenie młodej wołowiny i jagnięciny, ale bardziej subtelne. Nie ma tej charakterystycznej „dzikości”, która czasem odstrasza przy jagnięcinie. Dzięki temu łatwiej go polubić już przy pierwszym podejściu.

Po upieczeniu udziec z kozy potrafi być naprawdę soczysty. Kiedy kroisz plastry, widać, że mięso jest miękkie, ale nie rozpada się. I to jest moment, kiedy serio zaczynasz się zastanawiać, po co właściwie tyle tej wieprzowiny na co dzień.

Jak przyprawić i czy trzeba marynować

To mięso bardzo lubi przyprawy, ale nie potrzebuje ich w ogromnych ilościach. Klucz to podkreślić jego smak, a nie go zagłuszyć. Świetnie sprawdzają się:

  • czosnek
  • rozmaryn
  • tymianek
  • majeranek
  • pieprz i sól
  • odrobina oliwy

Ja najczęściej robię prostą marynatę: oliwa, czosnek, rozmaryn i trochę soli. Nacieram mięso i zostawiam na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. To robi ogromną różnicę.

Czy trzeba marynować? Nie jest to obowiązkowe, ale naprawdę warto. Bez marynaty mięso też będzie dobre, ale z nią nabiera głębi i robi się bardziej aromatyczne. Czasem dodaję też coś kwaśnego, sok z cytryny albo odrobinę octu balsamicznego. To fajnie przełamuje smak i sprawia, że mięso jest jeszcze bardziej kruche.

Co możesz z niego zrobić w swojej kuchni

Udziec z kozy daje naprawdę sporo możliwości i to jest jego duży plus. Nie jesteś skazana na jeden sposób przygotowania. Najlepsze pomysły:

  • pieczeń w całości, klasyka, ale w najlepszym wydaniu
  • duszone mięso w sosie, świetne na obiad na dwa dni
  • gulasz, wychodzi aromatyczny i głęboki w smaku
  • mięso szarpane, po długim pieczeniu można je łatwo rozdzielić widelcem
  • plastry do kanapek na zimno też robi robotę

Ja najczęściej robię pieczeń. Wkładam mięso do piekarnika, dorzucam warzywa i zostawiam na kilka godzin. W tym czasie robi się praktycznie samo, a zapach w kuchni jest obłędny. Fajnie też sprawdza się w wersji „na lenia”, czyli wszystko do jednego naczynia i do pieca. Mięso, ziemniaki, marchew, cebula. Bez kombinowania, a efekt jak z dobrej restauracji.