Lubię produkty, które można wykorzystać na kilka sposobów, bo dzięki temu nie zalegają później tygodniami w lodówce. Szczególnie ciekawe są dla mnie składniki dobrze znane na południu Europy, które u nas wciąż uchodzą za nieco egzotyczne. Jednym z nich są fileciki sardeli. 

Fileciki z sardeli - co warto o nich wiedzieć?

Anchois to nie nazwa jednego konkretnego dania, lecz określenie niewielkich ryb z rodziny sardelowatych oraz przygotowywanych z nich przetworów. W sklepach pod tą nazwą najczęściej spotkasz filety sardeli, które są solone, konserwowane lub marynowane i zalewane olejem. To właśnie sposób przygotowania sprawia, że mają tak intensywny smak i nawet niewielka ilość potrafi wyraźnie zmienić całe danie.

Sardela europejska, czyli Engraulis encrasicolus, występuje m.in. w Morzu Śródziemnym i od dawna jest ważnym składnikiem kuchni krajów południowej Europy. W Hiszpanii spotkasz ją w różnych postaciach, a małe ryby i przetwory rybne często pojawiają się również wśród tapas, czyli niewielkich przekąsek podawanych przed posiłkiem lub do napojów.

Ostatnio w Lidlu znalazłam anchovy hiszpańskiej marki El Tequito zamarynowane w oleju słonecznikowym z wyrazistymi dodatkami. Od razu zapakowałam pół koszyka, bo wiedziałam, że przydadzą mi się do wielu dań. 

Fot. redakcja Mojegotowanie.pl

Anchois czy anchovy?

Po polsku przyjęło się określenie „anchois”, zapożyczone z języka francuskiego. Natomiast na opakowaniu produktu z Lidla widnieje angielskie „anchovy”, czyli po prostu sardela. Samo słowo ma jednak starsze, romańskie korzenie i do angielszczyzny trafiło za pośrednictwem hiszpańskiego lub portugalskiego – w języku hiszpańskim funkcjonuje słowo „anchoa”. Dlatego widząc na opakowaniu „anchovy fillets”, nie musisz szukać w środku żadnego tajemniczego gatunku ryby. To po prostu pyszne filety sardeli.

Fot. redakcja Mojegotowanie.pl

Dlaczego warto sięgnąć po anchovy z Lidla?

Anchovy marki El Tequito są dostępne w Lidlu w opakowaniach o pojemności 200 g. Do wyboru są dwie wersje – fileciki sardeli europejskiej w oleju słonecznikowym z chili lub takie z nasionami kolendry. Opakowanie kosztuje 12,99 zł, a produkt znajduje się w ofercie do wyczerpania zapasów.

Największą zaletą takich rybek jest dla mnie ich intensywność. Sardele są naturalnie wyraziste, słone i pełne smaku umami. Dzięki temu nie trzeba wrzucać do potrawy połowy szafki przypraw, żeby uzyskać ciekawy efekt.

Umami określa się jako piąty podstawowy smak – obok słodkiego, słonego, kwaśnego i gorzkiego. Kojarzy się z potrawami głębokimi, esencjonalnymi i „mięsnymi” w smaku. Występuje m.in. w dojrzałych pomidorach, parmezanie, grzybach, sosie sojowym oraz właśnie w przetworach z sardeli.

Dlatego anchois od dawna wykorzystuje się nie tylko po to, żeby potrawa smakowała rybą. Mały filet może być czymś w rodzaju naturalnego wzmacniacza smaku. Po rozdrobnieniu i podgrzaniu w sosie sardela potrafi niemal się w nim rozpłynąć. Zostaje przede wszystkim słoność i charakterystyczna głębia.

To szczególnie przydatne, jeśli gotujesz proste potrawy z kilku składników. Zamiast dodawać dużo soli, sosów i przypraw, możesz drobno posiekać sardelę i wymieszać ją z resztą składników. Pamiętaj tylko, żeby zawsze spróbować dania przed dosoleniem. Same rybki są już słone i łatwo z solą przesadzić.

Wariant z chili będzie dobrym wyborem, jeżeli lubisz pikantniejsze jedzenie. Z kolei fileciki z nasionami kolendry mają bardziej korzenny, aromatyczny charakter. Oba dają sporo możliwości i wcale nie musisz ograniczać się do podania ich na talerzyku jako hiszpańskiej przekąski.

Nie wylewaj też od razu oleju z opakowania. Jeżeli odpowiada ci jego smak, niewielką ilość możesz wykorzystać do smażenia cebuli lub czosnku albo dodać do sosu. W ten sposób wykorzystasz produkt praktycznie do końca.

Jak wykorzystać fileciki sardeli w kuchni?

Najprościej położyć fileciki na pieczywie. Kromka dobrej bagietki albo grzanka, pomidor, sardela i odrobina natki pietruszki wystarczą, żeby przygotować szybką przekąskę w śródziemnomorskim stylu. Jeśli masz wersję z chili, właściwie nie potrzebujesz już ostrej przyprawy.

Ja wolę jednak potraktować te rybki jak składnik potraw, np. do kotletów mielonych. Na około 500 g mięsa wystarczą 2-3 drobno posiekane fileciki. Wymieszaj je z mięsem, cebulą, jajkiem i pozostałymi dodatkami. Z solą poczekaj do końca. Sardela nie musi sprawić, że kotlety będą smakowały jak ryba – w małej ilości przede wszystkim podkręci ich wytrawny smak.

Jeszcze łatwiej wykorzystać ją w sosach. Rozgrzej na patelni odrobinę oleju, dodaj czosnek, 2 fileciki sardeli i smaż na małym ogniu, rozgniatając rybę drewnianą łyżką. Po chwili filety zaczną się rozpadać. Teraz możesz dodać pomidory z puszki lub passatę. Otrzymasz prostą bazę sosu do spaghetti, penne albo innego makaronu.

Sardele dobrze łączą się z pomidorami, czosnkiem, oliwkami, kaparami, natką pietruszki, cytryną, cebulą i oliwą. Możesz więc wykorzystać je także na pizzy, w sałatkach, zapiekankach, sosach do pieczonych warzyw czy na grzankach.

Spróbuj również dodać pół filecika do sosu pieczeniowego albo ciemnego sosu podawanego do mięsa. To kuchenny trik podobny do używania sosu Worcestershire, który zresztą również tradycyjnie zawiera anchois. Ryba nie musi być wyczuwalna sama w sobie – chodzi o pogłębienie smaku całej potrawy.