Egzotyczne owoce w polskich sklepach już nikogo nie dziwią. Problem zaczyna się wtedy, gdy kupujesz coś z ciekawości, próbujesz i nadchodzi… rozczarowanie. Owoc jest twardy, cierpki, niedojrzały albo przeciwnie - wręcz przejrzały. Sama kiedyś kupiłam go w swoim Lidlu i uznałam, że jest po prostu bez smaku. Potem zrobiłam jeszcze jedną próbę i okazało się cierpkie. Dopiero później odkryłam, że cały sekret tkwi w odmianie i stopniu dojrzałości.

W Japonii kaki to nie tylko owoc. Suszą je, aż przypominają naturalne żelki

Mowa oczywiście o kaki, czyli persymonie. W Japonii i Chinach to dobrze znany jesienny przysmak, ale jada się go nie tylko na surowo. Jedną z tradycyjnych specjalności jest hoshigaki - suszone przez kilka tygodni owoce. Tracą wodę, ich słodycz mocno się koncentruje, a miąższ robi się gęsty i ciągnący. Można porównać je do naturalnych żelków o karmelowo-miodowej, wręcz lekko toffi nutce. Na powierzchni dobrego hoshigaki pojawia się naturalny biały nalot z kryształków cukru.

AdobeStock LeThi

Proces suszenia persymony w Azji jest właściwie corocznym rytuałem. Owoce kaki są wieszane na sznureczkach na słońcu - stanowią stylową „koralikową” zasłonę przed wejściem do domu.

AdobeStock Danita Delimont

Kaki trafia też do japońskich słodyczy. Kaki yōkan to zwarta, krojona w plastry galaretka; robi się ją m.in. z suszonych owoców, cukru i kanten lub agaru - środków żelujących z alg. Twardsze, słodkie odmiany można z kolei kroić do sałatek i dań typu aemono (przystawek). Świetnie wypadają również obok pieczonego mięsa, ryżu, kapusty, rzodkwi daikon czy serów.

Ciekawie w Japonii postępuje się także z liśćmi. W okolicach Nary służą one do przygotowania kakinoha-zushi - sushi zawijanych w liście persymony. Do takiego sushi używa się świeżego łososia lub makreli. Liść kaki pomaga zabezpieczyć sushi przed wysychaniem, zwiększa jego trwałość i przekazuje mu subtelny aromat. Sam liść przed jedzeniem się jednak zdejmuje. Z liści robi się też kakinoha-cha, czyli napar: młode liście są suszone, a następnie parzone podobnie jak herbata.

Kaki wydawało mi się nijakie. Okazało się, że źle je wybierałam

Tu kryje się najczęstsza pułapka. Istnieją odmiany cierpkie i niecierpkie. Te drugie, jak popularne w Japonii fuyu, można jeść je twarde - są wtedy chrupiące i słodkie. Odmiany cierpkie potrzebują odpowiedniego dojrzewania.

Jeśli kupione kaki nieprzyjemnie ściąga usta, nie oznacza to więc automatycznie, że trafił ci się zepsuty owoc. Mógł być po prostu niedojrzały albo należeć do cierpkiej odmiany. Jeżeli ma dojrzeć do miękkości, zostaw go w temperaturze pokojowej. Do jedzenia łyżeczką wybieraj owoce wyraźnie miękkie. Jeżeli planujesz sałatkę albo chcesz podsmażyć kawałki kaki do obiadu, wygodniejsze będą jędrne, słodkie owoce, które zachowują kształt.

Trafisz na przecenę? Zamiast jednej sztuki weź kilka i zrób przetwory

W polskiej kuchni kaki nie musi być tylko owocem jedzonym łyżeczką. Jędrne pokrój w kostkę do sałatki z rukolą, serem i orzechami albo podaj jako słodki dodatek do pieczonego drobiu. Bardzo dojrzały miąższ możesz dodawać do owsianki, naleśników, deserów i ciast.

Najbardziej polecam jednak przetwory. Gdy trafisz na większą partię przecenionych, dojrzałych owoców, zrób z nich marmoladę z cytryną albo galaretkę inspirowaną japońskim kaki yōkan. Miąższ podgrzej z niewielką ilością cukru, dodaj agar lub cukier żelujący i przelej do płaskiego naczynia. Po zastygnięciu otrzymasz deser, który można kroić w niewielkie kostki lub plastry.

I właśnie za tę wszechstronność polubiłam kaki. Jeden owoc może być chrupiącym dodatkiem do sałatki, miękkim deserem jedzonym łyżeczką z ręki,, bazą marmolady albo domowej wersji japońskiej galaretki. Gdy następnym razem zobaczysz pomarańczowe owoce zalegające w skrzynce na przecenie, daj im jeszcze jedną szansę.