Jeszcze niedawno największym, paradoksalnym zmartwieniem producentów ziemniaków był nadmierny urodzaj i wynikające z niego niskie ceny. Teraz w części Europy sytuacja zaczyna się odwracać. I wcale nie chodzi o to, że ziemniak nagle znika z pól. Problem jest znacznie bardziej przewrotny: bulwy rosną, ale nie osiągają odpowiednich rozmiarów.
Problem ze zbyt małymi ziemniakami w Europie
Szczególnie niepokojące informacje napływają z Belgii, czyli kraju, w którym frytki są niemal dobrem narodowym. Tegoroczna pogoda mocno dała się we znaki tamtejszym plantatorom. Po okresach intensywnych opadów przyszły upały i susza, ziemia stwardniała, a ziemniaki przestały prawidłowo rosnąć. Na niektórych polach zamiast dużych kartofli, idealnych do pokrojenia na długie frytki, rolnicy znajdują ziemniaki niewiele większe od piłeczki pingpongowej.
Na pierwszy rzut oka można pomyśleć: przecież mały ziemniak dalej jest ziemniakiem. W domowej kuchni rzeczywiście nie byłby to wielki kłopot. Dla przemysłu frytkowego rozmiar i kształt bulwy mają jednak ogromne znaczenie. Z małego ziemniaka nie da się wykroić długich, równych frytek, jakich oczekują restauracje i klienci.
Pogoda nie jest sprzymierzeńcem ziemniaków
Na belgijskich polach problem jest już bardzo wyraźny. Tamtejsi rolnicy zmagają się w tym sezonie z konsekwencjami wyjątkowo niekorzystnego układu pogody. Najpierw przyszły intensywne deszcze i burze, a później długotrwały upał i niedobór wody. W efekcie gleba stała się twarda i zbita, co utrudniło ziemniakom dalszy wzrost.
Jeden z plantatorów z okolic Liège cytowany przez francuską agencję prasową AFP, którego gospodarstwo zajmuje się m.in. produkcją ziemniaków przeznaczonych na frytki, wykopywał z pola bulwy wielkości piłeczek pingpongowych. Według jego oceny na tym etapie sezonu powinny być one nawet kilkukrotnie większe.
To ważne, ponieważ nie każdy ziemniak trafiający do przetwórstwa jest traktowany jednakowo. W Belgii ogromne znaczenie ma produkcja frytek, a do niej najlepiej nadają się odpowiednio duże i podłużne kartofle. Pozwalają wyciąć długie, równe słupki. Jeśli ziemniaki pozostają niewielkie, ich smak wcale nie musi być gorszy, ale dla zakładów produkujących frytki stają się dużo mniej użyteczne.
Kłopoty belgijskich plantatorów ziemniaków
Sytuację komplikuje dodatkowo sposób funkcjonowania belgijskiego rynku. Plantatorzy zawierają z przetwórcami umowy określające wcześniej wielkość dostaw oraz ceny. Jeśli pole daje plon gorszy od oczekiwanego, zobowiązania nie znikają razem z nim. Rolnicy muszą więc szukać sposobu, by dostarczyć zakontraktowany surowiec.
W opisywanym przez AFP gospodarstwie ratunkiem okazała się część ziemniaków z poprzedniego sezonu. Paradoks polega na tym, że rok wcześniej zbiory były na tyle duże, iż stare zapasy zaczęto już usuwać, aby przygotować miejsce na nowy plon. Teraz to, co miało stać się niepotrzebnym nadmiarem, nabrało wartości.
Zapasy nie rozwiążą jednak całego problemu. Jeśli nowych, odpowiednio dużych ziemniaków będzie za mało, przetwórcy będą musieli korzystać również z innych odmian albo surowca o mniej pożądanych parametrach. A to może przełożyć się nie tylko na wygląd frytek, lecz także na ich dostępność i cenę.
W najbliższej perspektywie odczuć mogą to więc także i polscy klienci i smakosze frytek, którzy zajadają się tego typu gotowymi produktami z marketów (często pochodzą one z importu). A czy taki sam scenariusz czeka nasze polskie ziemniaki? O tym przekonamy się w najbliższych sezonach i po tym, co przyniosą Polsce ewentualne zmiany klimatu.


Obserwuj nas na Google














