Moja sąsiadka potrafi ugotować coś pysznego niemal z niczego. Kiedyś zaprosiła mnie na knedle ze śliwkami. Zauważyłam, że ciasto jest zupełnie inne niż moje – mięciutkie, delikatne i elastyczne, a jednocześnie nie rozpadło się podczas gotowania. Nie wytrzymałam i od razu zapytałam o sekret. Uśmiechnęła się tylko i tajemniczo powiedziała: „Do ziemniaków zawsze dodaję odrobinę złota”. Dziś sama stosuję ten patent i nie wyobrażam sobie robić knedli inaczej.

Wystarczy 1 łyżka kuchennego „złota”, żeby knedle były lepsze

Przyznam, że początkowo trudno było mi uwierzyć, że zaledwie 1 łyżka masła, bo to o ten produkt chodzi, może aż tak wpłynąć na konsystencję ciasta. Okazało się jednak, że sąsiadka miała rację. Roztopione masło sprawia, że masa ziemniaczana staje się bardziej plastyczna i łatwiej się wyrabia, a gotowe knedle są przyjemnie miękkie i delikatne.

Masło dodaję już na etapie łączenia składników. Ważne, żeby było roztopione i lekko przestudzone. Dzięki temu równomiernie rozprowadza się w cieście i nie powoduje powstawania tłustych grudek.

Bazę przygotowuję z ok. 1 kg ugotowanych i dobrze wystudzonych ziemniaków, 1 jajka, mniej więcej 250-300 g mąki pszennej oraz około 80-100 g skrobi ziemniaczanej. Do tego właśnie trafia łyżka roztopionego masła. Tyle wystarczy, aby ciasto zyskało zupełnie inną strukturę.

Do środka najchętniej dodaję polskie śliwki, morele lub truskawki - wszystko zależy od tego, na co mam akurat ochotę. 

Patent z masłem działa najlepiej wtedy, gdy zadbasz również o samo ciasto

Masło nie załatwi wszystkiego, jeśli popełni się błędy już na początku. Z własnego doświadczenia wiem, że ogromne znaczenie ma wybór ziemniaków. Najlepiej sprawdzają się mączyste odmiany, które po ugotowaniu łatwo się rozgniatają i nie zawierają zbyt dużo wilgoci. Ziemniaki zawsze studzę przed dodaniem pozostałych składników, bo gorące wymagają większej ilości mąki, a to niepotrzebnie usztywnia ciasto.

Mąkę wsypuję stopniowo. Nigdy nie kieruję się wyłącznie liczbami z przepisu, bo każda partia ziemniaków jest trochę inna. Ciasto powinno być miękkie, ale nie kleić się do dłoni. Jeśli od razu wsypiesz całą porcję mąki „na wszelki wypadek”, knedle mogą wyjść zbyt zwarte.

Staram się też nie wyrabiać ciasta zbyt długo. Wystarczy połączyć składniki do uzyskania jednolitej masy. Im krócej je ugniatam, tym delikatniejsze są gotowe knedle.

Moje dodatkowe rady, jak zrobić mięciutkie knedle

Kiedy ciasto jest już gotowe, formuję knedle dość sprawnie. Nie zostawiam go na blacie na dłużej, ponieważ z czasem zaczyna oddawać wilgoć i robi się coraz bardziej lepkie. To później kusi do dosypywania kolejnych porcji mąki, a właśnie tego staram się unikać.

Knedle wrzucam do dużego garnka z lekko osoloną, delikatnie wrzącą wodą. Zbyt gwałtowne gotowanie może sprawić, że będą obijały się o siebie i łatwiej popękają. Od chwili wypłynięcia na powierzchnię gotuję je jeszcze przez ok. 3-4 minuty, w zależności od ich wielkości.

Najbardziej lubię podawać je z roztopionym masłem i bułką tartą albo z odrobiną cukru i cynamonu, jeśli w środku kryją się śliwki. Dzięki dodatkowi masła w samym cieście knedle pozostają miękkie także po lekkim przestudzeniu i nie robią się gumowate.