Strączki to u mnie jedna z podstaw kuchni i wcale nie przypominam sobie o nich dopiero jesienią. Często ratuję się fasolą z puszki, gdy obiad musi powstać szybko, ale jeśli mam więcej czasu, wybieram suszoną. Gotowana od zera ma pełniejszy smak i przyjemniejszą konsystencję. Szczególną słabość mam do Pięknego Jasia. Jest cudownie maślany i tak wyrazisty, że naprawdę nie potrzebuje wielu dodatków. Jest tylko jeden haczyk: gotowanie fasoli warto przeprowadzić w odpowiedni sposób.

Pierwsze 20 minut w trybie turbo robi różnicę

Suszoną fasolę najpierw namaczam, najlepiej przez noc, a następnie odlewam wodę i nalewam świeżą. Od momentu zagotowania wody przez pierwsze 20 minut trzymam ją na dużym ogniu i nie przykrywam garnka. To moje „turbo 20”.

Po co? Podczas wstępnego  intensywnego gotowania duża część związków odpowiedzialnych za późniejsze „efekty specjalne” przechodzi do wody, a część może zostać wyparować wraz z wodą i pianą. Jeśli na powierzchni zbiera się sporo piany, zdejmuję ją łyżką. Po 20 minutach zmniejszam ogień i dalej gotuję fasolę spokojnie, aż będzie miękka. Nie pozwalam tylko, żeby zabrakło wody. W razie potrzeby dolewam gorącej, z czajnika elektrycznego.

Nie tylko liść laurowy. Te przyprawy wrzucam do fasoli od razu

Już na początku gotowania dorzucam przyprawy, które robią dwie rzeczy naraz: aromatyzują fasolę i tradycyjnie są używane przy cięższych daniach ze strączków. Najczęściej sięgam po majeranek, kminek, cząber, liść laurowy i kilka ziaren ziela angielskiego. Dobrze sprawdza się również kawałek świeżego imbiru.

Mam też mały patent na liście laurowe. Zanim wrzucę je do garnka, przełamuję je na pół. Dzięki temu szybciej oddają aromat wodzie, a później samej fasoli. Nie przesadzam jednak z liczbą dodatków. Szczególnie Piękny Jaś jest na tyle smaczny, że wolę podkreślić jego naturalny, maślany charakter, zamiast przykrywać go mocną mieszanką przypraw.

Czasem problemem nie jest garnek. Zwróć uwagę na samą fasolę

Jeśli masz wybór, szukaj młodej fasoli. W sezonie w niektórych sklepach można trafić na bardzo świeżo wysuszone ziarna. Sama widuję ją czasem w Aldi. Taka fasola zwykle szybciej mięknie i ma delikatniejszą strukturę niż ziarna, które bardzo długo przeleżały w szafce.

Możesz też zacząć od odmian o mniejszych, delikatniejszych ziarnach. Wypróbuj białą fasolę cannellini, drobną fasolę perłową albo adzuki. Duży Piękny Jaś zostaw na dni, kiedy masz czas na porządne moczenie i spokojne gotowanie.

Gotowanie fasoli od zera wymaga więcej cierpliwości niż otwarcie puszki, ale dla mnie różnica w smaku jest tego warta. Jeśli do namaczania dodasz „turbo 20”, dobrze dobrane przyprawy i świeższe ziarna, cały proces nadal pozostaje bardzo prosty. A fasola może wreszcie grać w daniu główną rolę bez niepotrzebnych efektów specjalnych.