Tradycyjna polska zupa fasolowa czy fasolka po bretońsku to nasza polska klasyka, która kojarzy się z domowym ciepłem, ale też z tym, co dzieje się zaraz po ich zjedzeniu… Z tego względu często rezygnujemy z tych dań, uznając po prostu, że taka już uroda strączków i nie są one stworzone dla wszystkich.

Okazuje się jednak, że problem nie leży w samych nasionach, ale w sposobie ich przygotowania. Przejmując kilka prostych nawyków od kultur, w których rośliny strączkowe stanowią podstawę codziennej diety, możemy cieszyć się ich smakiem bez żadnego dyskomfortu. Kluczem jest odpowiedni proces gotowania oraz bezkompromisowe, odważne doprawianie.

Technika gotowania, czyli baza nieszkodliwej fasolki czy grochy

Pierwszym i najważniejszym krokiem do wyeliminowania problemów po jedzeniu strączków jest ich prawidłowe namaczanie. Suche ziarna należy zalać zimną wodą (w proporcji co najmniej trzy części wody na jedną część nasion) i odstawić na minimum 10-12 godzin, najlepiej na całą noc. W tym czasie woda wypłukuje dużą część kłopotliwych związków z fasoli czy grochu.

Niezwykle poważnym błędem, który popełnia wielu domowych kucharzy, jest gotowanie fasoli w tej samej wodzie, w której się moczyła. Tę wodę bezwzględnie należy wylać, a ziarna dokładnie opłukać na sicie. Dopiero wtedy zalewamy fasolę świeżą, zimną wodą i stawiamy na ogniu. Przez pierwsze 15 minut warto gotować ją bez przykrycia na dużym ogniu, co pozwala ulotnić się części niepożądanych substancji, a dopiero potem zmniejszyć płomień i lekko przykryć garnek.

Arabska lekcja doprawiania fasoli

W krajach arabskich rośliny strączkowe jada się właściwie codziennie i w ogromnych ilościach. To właśnie tam narodziły się tak popularne dziś na całym świecie potrawy jak aksamitny hummus z ciecierzycy, chrupiące falafele czy sycący ful medames, tradycyjne danie z bobu i czosnku, jedzone często na śniadanie. 

Arabowie wszystkie te potrawy solidnie przyprawiają, w szczególności kminem rzymskim (tzw. kuminem). Kmin rzymski charakteryzuje się intensywnym, ciepłym, lekko korzennym aromatem z nutą cytrusów. Dodanie go do gotującej się fasoli nie tylko zdecydowanie poprawia jej strawność, ale też nadaje potrawie głęboki, wyrazisty charakter. Nie należy go jednak mylić z naszym rodzimym kminkiem, choć nazwy brzmią podobnie, ich profile smakowe są zupełnie inne.

Getty Images, Photography By Tonelson

Polskie zioła do fasoli – dlaczego dodajemy ich za mało?

W polskiej tradycji kulinarnej również mamy doskonałe naturalne środki na poradzenie sobie z problemem strączków. Nasi przodkowie doskonale wiedzieli, że do fasoli należy dodać majeranek, cząber lub kminek. Niestety, współcześnie bardzo często o nich zapominamy lub traktujemy je po macoszemu.

Najczęstszym błędem, np. przy gotowaniu fasolki po bretońsku, jest dodawanie zaledwie symbolicznej szczypty majeranku pod sam koniec gotowania, wyłącznie dla zapachu. Aby te zioła realnie nas wspomóc, musimy używać ich znacznie hojniej, czyli dokładnie tak, jak robią to Arabowie ze swoimi przyprawami. Łyżka suszonego majeranku czy cząbru roztarta w dłoniach i dodana do garnka w połowie gotowania to absolutne minimum.

Nie bój się też łączyć kminu rzymskiego z polskimi ziołami. Do gotującego się wywaru z zupą fasolową, oprócz klasycznego liścia laurowego i ziela angielskiego, dodaj płaską łyżeczkę mielonego kminu rzymskiego oraz solidną łyżkę majeranku. Na pewno nie pożałujesz.