Wiele lat temu, kiedy byłam nastolatką, moja ukochana babcia Zosia nauczyła mnie robić pulpety. W jej wykonaniu to teoretycznie zwykłe danie urastało do rangi popisowego obiadu. Niezależnie od tego, w jakim podawała je sosie, pulpeciki z mięsa mielonego zawsze wychodziły jej wyjątkowo soczyste, delikatne i miękkie. Ten efekt udaje mi się uzyskiwać do dziś, bo poznałam babciną tajemnicę. 

Czego nie dodawać do pulpetów, a co warto?

Gdy pierwszy raz pomagałam szykować te pulpety, zaliczyłam niezłą wpadkę. Widziałam, że babcia przygotowała już mięso (zwykle wybierała łopatkę wieprzową i mieliła ją sama w maszynce do mięsa na średnich oczkach) oraz przyprawy, więc wyciągnęłam z lodówki jajko i chciałam je wbić do masy. Parę dni wcześniej robiłyśmy razem kotlety mielone z podobnych składników, więc wydawało mi się, że jajko to oczywisty dodatek również i tutaj. Babunia niemal się przeżegnała, kiedy to zobaczyła. „Dziecko, do masy na pulpety w żadnym razie nie dodaje się jajka!”.

Na początku byłam zmieszana, ale babcia szybko mi wytłumaczyła, że z jajkiem pulpety mogą wyjść twardawe i dość zbite. Szczególnie niewskazane jest tutaj białko jaja. W zamian babunia dolewała odrobinę kwaśnej śmietany i dopiero wtedy wyrabiała mięso na pulpeciki. Ja obecnie używam śmietany 18% (takiej jak do zupy, najlepiej zimnej - prosto z lodówki) i sprawdza się ona świetnie w roli dodatku nawilżającego mięsną masę od środka. 

Rady mojej babci, jak uzyskać wyjątkowo miękkie i soczyste pulpety

Poza cenną wskazówką z dodaniem śmietany zamiast jajka, babcia podpowiedziała mi, jak zrobić pulpety idealne. Kluczem do sukcesu jest tutaj szybkie i sprawne wyrobienie mięsnej masy. W przypadku większych rozmiarem kotletów mielonych na to wyrabianie (tzw. tablerowanie) warto poświęcić sporo czasu oraz trzeba mieć wyczucie w rękach, żeby uzyskać dość kleistą masę. W przypadku pulpetów jest wręcz odwrotnie.

Jaki jest więc najlepszy sposób na pulpeciki według mojej babci Zosi? Zwilżone zimną wodą dłonie, dobrej jakości mięso mielone, troszkę śmietany, zeszklona na maśle cebula (przestudzona), odciśnięta z mleka kajzerka (porwana na drobne kawałeczki), ulubione przyprawy, trochę bułki tartej.

A dalej rach-ciach ekspresowe wyrobienie z tych składników masy (trzeba to robić tylko do momentu, aż składniki równomiernie się połączą) i na koniec formowanie pulpecików wielkości orzecha włoskiego (babcia pokazała mi, żeby je kulać lekkim ruchem dłoni, unikając mocnego ściskania i ubijania mięsa, by kulki nie straciły swojej puszystości). Dzięki krótkiemu wyrabianiu oraz delikatnemu formowaniu mięso pozostaje wilgotne, a danie bardzo soczyste. 

Takie mięciutkie pulpety możesz usmażyć na patelni na maśle klarowanym lub ugotować w bulionie. Będą wyśmienite zarówno w sosie własnym, jak i domowym sosie koperkowym, pomidorowym, serowym albo grzybowym.