Moja teściowa ma niezawodny sposób, żeby ściągnąć syna do rodzinnego domu. Wystarczy, że zadzwoni i wspomni, co zamierza przygotować na obiad. Mąż od razu znajduje wolne popołudnie, choć plany były zupełnie inne. Ani karkówka w miodzie, ani w marynacie z colą, nie dorównuje wersji jego mamy. Jej sekret to jeden swojski dodatek, który nadaje mięsu wyjątkowy smak.
Teściowa nie uznaje karkówki w coli. Sięga po przetwory ze spiżarni
Sekretem mojej teściowej są powidła śliwkowe, najlepiej własnej roboty. To właśnie nimi naciera karkówkę przed pieczeniem. W przeciwieństwie do miodu, który nadaje mięsu przede wszystkim słodycz, powidła wnoszą również przyjemną kwaskowatość i głęboki, owocowy aromat.
Karkówka w powidłach smakuje bardziej wytrawnie i szlachetnie niż ta marynowana w coli. Zamiast gazowanego napoju rodem ze Stanów Zjednoczonych masz swojskie śliwki, których smak doskonale współgra z wieprzowiną.
Teściowa zawsze wybiera do takiego mięsa gęste powidła, najlepiej z węgierek, bez nadmiaru cukru (a najlepiej bez jego dodatku). Nie dodaje też osobno cukru ani miodu. Jak sama powtarza, dobre powidła nie potrzebują takiego towarzystwa. Podobną marynatę zastosujesz też np. do schabu i boczku, pasować też będzie do mięsa z kaczki.
Do powideł dodaje jeszcze dwa składniki. Marynata wychodzi gęsta i aromatyczna
Same powidła śliwkowe to dopiero początek. Teściowa łączy je z koncentratem pomidorowym i niewielką ilością oleju. Koncentrat przełamuje owocową słodycz, a olej ułatwia rozprowadzenie marynaty po mięsie.
Do tego dochodzą przyprawy. Odrobina cynamonu, szczypta goździków i gałki muszkatołowej nadają całości głębi. Teściowa uważa jednak, żeby nie przesadzić z ich ilością. Mają podkreślać smak śliwek, a nie zamienić karkówkę w piernik.
Czasem idzie też w inną stronę. Obkłada zamarynowane mięso gałązkami świeżego tymianku i rozmarynu posmarowanego lekko olejem (by się nie spaliły). Dodaje też trochę mielonej ostrej papryki lub pieprzu cayenne, żeby marynata nabrała charakteru i bardziej złożonego smaku. Tymianek lub rozmaryn i chili pasują do marynaty z powideł równie dobrze, co przyprawy korzenne.
Co ważne, nie rozcieńcza mieszanki do nacierania mięsa wodą. Robi ona z tych dodatków praktycznie pastę, która dokładnie oblepi każdy kawałek mięsa i nie spłynie z niego od razu pod wpływem ciepła. Do pieczenia kroi plastry o podobnej grubości i naciera je z obu stron. Następnie odstawia karkówkę do lodówki. Mięso powinno marynować się co najmniej przez godzinę, a najlepiej ok. 3-4 godziny. Na ok. 30 minut przed wstawieniem do piekarnika wyjmuje mięso z lodówki, by wróciło do temp. pokojowej.
Jeden błąd podczas pieczenia i cała marynata na marne
Karkówka w powidłach mamy mojego męża piecze się zwykle w 180 stopniach przez około 45-50 minut. Przez pierwsze 30–35 minut trzyma ona mięso pod przykryciem, żeby nie wyschło. Dopiero później odkrywa naczynie. Wtedy śliwkowa marynata gęstnieje i zmienia się w błyszczącą glazurę.
Najważniejsze, żeby nie dopuścić do jej przypalenia. Powidła zawierają sporo naturalnych cukrów, dlatego zbyt długo pieczone szybko ciemnieją i nabierają gorzkiego posmaku. Gdy sos robi się za gęsty, teściowa dolewa do naczynia kilka łyżek gorącej wody.
To właśnie dla tego dania mój mąż potrafi zmienić weekendowe plany. Teściowa doskonale o tym wie i bez skrupułów wykorzystuje swoją karkówkę jako argument, żeby częściej gościć nas przy rodzinnym stole - takiej aromatycznej, soczystej pokusie trudno nie ulec.


Obserwuj nas na Google














