Moim odkryciem grillowym z Biedronki jest sos Roleski Trinidad Scorpion. Wzięłam go kiedyś z czystej ciekawości, bo nazwa brzmiała groźnie, ale nie spodziewałam się, że aż tak się wkręcę. Teraz przy każdej wizycie w sklepie sprawdzam, czy jeszcze stoi na półce i dorzucam do koszyka kolejną butelkę. Na majówkę mam już zapas, bo wiem że w sezonie grillowym na pewno zniknie błyskawicznie. Teraz już nikt mi nie podkupi.

Kilka słów o ostrym sosie

Już sam wygląd butelki sugeruje, że to nie jest delikatny dodatek dla każdego. Etykieta, nazwa „Scorpion” i oznaczenie ostrości mówią wprost: będzie naprawdę pikatnie. Po odkręceniu czuć intensywny aromat papryki i przypraw, który od razu pobudza apetyt. Konsystencja jest gładka, lekko gęsta, więc sos dobrze rozprowadza się po mięsie i nie spływa od razu z jedzenia.

ostry sos Roleski z BiedronkiRedakcja MojeGotowanie.pl

Smak to już zupełnie inna historia. Najpierw pojawia się lekka słodycz i pomidorowa baza, która daje złudne poczucie spokoju. Po chwili jednak wchodzi ostrość i to taka konkretna, która zostaje na języku na dłużej. To nie jest delikatne „szczypanie”, tylko wyraźny, intensywny smak, który naprawdę czuć. Dlatego wystarczy niewielka ilość, żeby całe danie nabrało charakteru.

Już teraz zrobiłam zapas na majówkę i kolejne spotkania przy grillu. Bo wiem, że gdy tylko pojawi się na stole, każdy będzie chciał spróbować i szybko zacznie go ubywać. Zwłaszcza że kosztuje tylko 6,49 zł, więc spokojnie można kupić kilka butelek i mieć pod ręką coś, co podkręci smak każdego dania.

Do czego pasuje ten sos?

Na grillu ten sos sprawdza się idealnie. Karkówka, kiełbasa, skrzydełka czy nawet warzywa z rusztu - wszystko zyskuje zupełnie nowy wymiar. Czasem smaruję mięso jeszcze przed pieczeniem, a czasem dodaję odrobinę już na talerzu. W obu wersjach efekt jest świetny. Ten sos potrafi zamienić zwykłe grillowanie w coś bardziej wyrazistego i zapadającego w pamięć.

Bardzo często wykorzystuję go też jako bazę do marynat. Mieszam go z olejem, czosnkiem, odrobiną miodu albo przyprawami i nacieram mięso na kilka godzin przed pieczeniem. Dzięki temu mięso jest aromatyczne, lekko pikantne i naprawdę soczyste. 

Świetnie sprawdza się także poza sezonem grillowym. Dodaję go do tortilli, kanapek albo burgerów. Wystarczy cienka warstwa, żeby wszystko nabrało ostrzejszego charakteru.

Kilka razy dodałam go też do leczo, sosu pomidorowego czy nawet do zupy i od razu smak był bardziej wyrazisty.

Dobrze komponuje się też z serem, jajkami czy pieczonymi ziemniakami. Wystarczy kilka kropli na gorące ziemniaki z masłem albo do jajecznicy i danie od razu przestaje być zwyczajne. To właśnie lubię w tym sosie najbardziej: że można go używać na wiele sposobów i zawsze daje ciekawy efekt.

Trzeba tylko pamiętać o jednym: to naprawdę "mocny zawodnik". Lepiej zacząć od niewielkiej ilości i stopniowo dodawać więcej, bo łatwo przesadzić. Ale dzięki temu sos jest bardzo wydajny i jedna butelka starcza na długo.