Nie spodziewałam się, że zwykła wizyta w Dino aż tak odmieni moje szybkie obiady. Zobaczyłam na półce niepozorny słoiczek z napisem „pesto alla Arrabbiata” i to był strzał w dziesiątkę. Teraz wrzucam go do koszyka przy każdych zakupach i mam pewność, że mój makaron wyjdzie jak z dobrej włoskiej kuchni. I to bez najmniejszego wysiłku!

Są takie produkty, które początkowo po prostu kupuję z ciekawości, a potem nie wyobrażam sobie bez nich gotowania. U mnie dokładnie tak było z czerwonym pesto marki Vera. Wzięłam jeden słoik na próbę, bo spodobała mi się etykieta i obietnica pysznego smaku. Po pierwszym obiedzie wiedziałam już, że to będzie mój kuchenny pewniak na dni, kiedy nie mam czasu, a chcę zjeść coś naprawdę dobrego i przy okazji dobrze nakarmić rodzinę.

Kilka słów o pesto alla Arrabbiata z Dino

Już sam wygląd sosu robi wrażenie. Ma intensywnie czerwony kolor, w którym widać kawałki pomidorów i przypraw. Po odkręceniu słoika od razu czuć wyraźny, lekko pikantny aromat z nutą czosnku i papryczki chili. To nie jest mdły sos - ma charakter i wyraźny smak.

czerwone pesto DinoRedakcja MojeGotowanie.pl

Konsystencja jest idealna, czyli nie za rzadka, nie za gęsta. Dobrze oblepia makaron i nie spływa z niego jak wodnista mieszanka. Smak jest wyważony: pomidorowa baza jest pełna i lekko słodkawa, a na końcu pojawia się przyjemna, delikatna ostrość. Nie pali, ale wyraźnie „podkręca” danie. Bardzo doceniam to, że nie trzeba niczego poprawiać. Nie dosalam, nie dosypuję przypraw - wystarczy podgrzać i gotowe. Dla mnie to ogromna wygoda. Cena regularna to 6.55 zł - produkt jest dostępny w Dino w stałej ofercie, a stoi na półce tuż obok innych sosów i pesto.

Pomysły na wykorzystanie czerwonego pesto

Najczęściej robię klasykę, czyli makaron z sosem. Wystarczy ugotować spaghetti albo penne, podgrzać pesto i wymieszać. Czasem dorzucam odrobinę startego sera albo świeżą bazylię, ale nawet bez dodatków smakuje świetnie. To szybki obiad, który zawsze się udaje.

Ten sos świetnie sprawdza się też jako baza do bardziej „konkretnych” dań. Dodaję do niego podsmażonego kurczaka albo kawałki kiełbasy i mam sycący posiłek dla całej rodziny. Można też wrzucić trochę warzyw - cukinię, paprykę czy pieczarki - i zrobić coś w rodzaju włoskiego leczo.

Bardzo lubię używać go także do zapiekanek. Smaruję nim bułkę zamiast keczupu, dodaję ser i dodatki, wychodzi coś znacznie lepszego niż zwykła wersja. Sprawdza się też na pizzy, szczególnie gdy mam ochotę na coś bardziej wyrazistego. Czasem wykorzystuję go nawet jako dodatek do kanapek. Cienka warstwa pesto, wędlina i ser, a zwykła kanapka od razu smakuje ciekawiej.