Pewnego razu pomagałam szwagierce w przygotowaniach przed sporą imprezą. Wiele rzeczy robiłyśmy „na skróty”, żeby nakarmić wszystkich gości bez wielkiego nakładu pracy. Dlatego mocno się zdziwiłam, jak zobaczyłam piękne deserki ułożone na paterach. Wyglądały jak z najlepszej cukierni i nie mogłam uwierzyć, że szwagierce chciało się tyle pichcić. Okazało się, że te cudeńka powstały z tzw. gotowca, ale nie pierwszego lepszego. Od tamtej pory sama wykupuję go z Dino masowo – może nie dosłownie na tony, ale na tyle dużo, że obracają się za mną zdziwione głowy.    

Dlaczego ten produkt od razu mnie kupił?

Od razu mnie kupił i ja bez wahania kupiłam potem jego. Produkt, który zachwycił mnie na spotkaniu u szwagierki to gotowe korpusy ptysiów. Aż się proszą, żeby je wypełnić kremem i cieszyć się deserem jak z PRL-u. Dla niektórych być może nie jest to wielkie odkrycie, ale ja dotychczas korzystałam czasami z kruchych babeczek czy też bezików, a nie przyszło mi do głowy, że i ptysie mogą być półproduktem-gotowcem. 

Pomysł jest o tyle prosty, co genialny, bo ciasto parzone potrafi być kapryśne. Nie zawsze wyrasta jak trzeba, brakuje mu kruchości albo złocistego koloru. Wiedzą to wszyscy, którzy próbowali kiedyś samodzielnie upiec karpatkę, eklery czy też właśnie profiterole.  

Ptysie są niewielkie i choć producent nie nazywa ich „mini”, świetnie sprawdzą się do różnych deserów na dwa-trzy gryzy, a także eleganckich przekąsek na imprezy. 

Co ważne, korpusy ptysiowe z Dino mają oznaczenie „czystej etykiety”, co świadczy o tym, że nie zawierają sztucznych dodatków do żywności. I rzeczywiście – w składzie znajdują się tylko standardowe elementy parzonego ciasta, czyli jajka, mąka, olej rzepakowy i sól. Nie ma w nich cukru ani słodzika.

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl

Zapasy na dłużej w dobrej cenie

Rzeczone ptysie to produkt firmy Brześć, która znana jest z gotowych wypieków z ciasta parzonego, drożdżowego, kruchego, piaskowego, francuskiego i bezowego. Paczka ma 250 g i chwali się porcją XXL. I faktycznie, zawarte w niej napuszone korpusiki wystarczą do poczęstowania kilkunastu albo nawet kilkudziesięciu osób (około 30 sztuk). Takie ptysie można znaleźć w Dino, ale nie tylko. Bywają też w Auchan, Aldi i Delikatesach Centrum. Kosztują około 50 zł za kilogram.

Co dla mnie bardzo istotne, można kupić ich od razu więcej i trzymać na tzw. czarną godzinę, kiedy trzeba w krótkim czasie zrobić deser albo przekąski albo ma się nagle na weekend zjechać liczna rodzina. Dobrze się przechowują (dopóki nie są otwarte) i mają długi termin przydatności.  

Możliwości ogrom – do czego wykorzystać paczuszki z Dino? 

Ptysie dają naprawdę duże pole do popisu w kuchni. Ponieważ nie zawierają cukru, można je wykorzystać zarówno do błyskawicznych deserów bez pieczenia, jak i potraw na słono. Najprościej wypełnić je bitą śmietaną lub budyniowym kremem karpatkowym. Można też dodać świeże owoce. Potem wystarczy posypać wierzch cukrem pudrem i gotowe.

Korpusy ptysiowe do nadziewania są bardzo proste w obsłudze. Należy przekroić je nożem z ząbkowanym ostrzem (do pieczywa), położyć farsz na jednej połówce i przykryć go „czapeczką”. Nie kruszą się, nie trzeba się z nimi napocić. Po nadzianiu warto, żeby poleżały przez kilka godzin w lodówce. Wtedy trochę zmiękną, ale nadal będą chrupkie z wierzchu. 

Sam producent podaje wiele sposobów na wytrawne przekąski. Na odwrocie opakowania znajdziesz między innymi wersje z pastą jajeczną, guacamole i szynką, śledziami na buraczkach oraz hummusem. Ptysie można zostawić otwarte z wierzchu i ozdobić zieleniną albo zamknąć na wzór deseru. 

Ja podaję je czasem z kozim serkiem i figami. To genialne połączenie słonych i słodkich smaków. 

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl