Kiedyś stałam przy ladzie w mięsnym i kompletnie nie wiedziałam, co kupić na obiad. Miałam ochotę na coś innego niż schabowe czy kurczak, ale jednocześnie nie chciałam wydawać fortuny ani ryzykować twardego mięsa, które po smażeniu będzie nadawało się tylko do długiego gryzienia. Pan zza lady spojrzał na mnie i powiedział: „Weź pani to. Na patelnię będzie idealne, na grilla jeszcze lepsze”.

Przyznam, że początkowo byłam sceptyczna. Ta część mięsa kojarzyła mi się głównie z grubymi stekami z restauracji i kuchnią dla osób, które wiedzą dokładnie, jak wysmażyć wołowinę. A ja chciałam po prostu zrobić dobry obiad. Wzięłam jednak kawałek na próbę. W domu doprawiłam tylko solą, pieprzem i wrzuciłam na mocno rozgrzaną patelnię.

Już po kilku minutach wiedziałam, że sprzedawca miał rację. Mięso wyszło soczyste, miękkie i pełne smaku. Nie trzeba było żadnych skomplikowanych marynat ani godzin spędzonych w kuchni. Od tamtej pory regularnie wracam po ten kawałek.

Co to właściwie jest antrykot wołowy i czy to tłuste mięso?

Antrykot wołowy to jeden z najbardziej cenionych kawałków wołowiny. Wycinany jest z przedniej części grzbietu wołu, mniej więcej z okolicy między karkówką a rostbefem. To właśnie dlatego ma idealny balans między mięsem a delikatnym tłuszczem. I właśnie ten tłuszcz robi tutaj całą robotę.

Na pierwszy rzut oka antrykot może wydawać się bardziej tłusty niż klasyczne kawałki wołowiny. Widać w nim charakterystyczne białe żyłki tłuszczu, które rozchodzą się po mięsie. To tak zwane marmurkowanie. Nie wygląda może tak „fit” jak chuda polędwica, ale dzięki temu po smażeniu czy grillowaniu mięso nie robi się suche.

Jak smakuje antrykot? Przypomina najlepsze steki

Jeśli ktoś nigdy wcześniej nie jadł dobrze przygotowanego antrykotu, może być naprawdę zaskoczony. To mięso ma bardzo intensywny, głęboki smak. Jest wyraźniejsze niż schab czy filet z kurczaka, ale jednocześnie delikatniejsze niż niektóre bardziej zbite kawałki wołowiny.

Najłatwiej porównać antrykot do steków serwowanych w restauracjach. To właśnie z tej części bardzo często przygotowuje się klasyczne steki. Po usmażeniu mięso pozostaje miękkie, lekko maślane i niezwykle soczyste. Każdy kęs ma dużo smaku, nawet bez sosów.

W porównaniu do rostbefu antrykot jest zwykle bardziej soczysty i delikatniejszy. Ma też więcej tłuszczu, który daje charakterystyczny aromat. Z kolei przy polędwicy różnica jest taka, że antrykot ma mocniejszy, bardziej „wołowy” smak. Polędwica jest bardzo delikatna, ale część osób uważa ją za mniej wyrazistą.

To właśnie dlatego antrykot tak dobrze sprawdza się na grillu. Wysoka temperatura pięknie przypieka mięso z zewnątrz, a środek zostaje miękki. W domu często robię go po prostu z masłem, czosnkiem i gałązką rozmarynu.

Getty/iStock, MelanieMaya

Co można zrobić z antrykotu? Nie tylko steki

Choć antrykot najczęściej kojarzy się ze stekami, możliwości jest znacznie więcej. To bardzo uniwersalny kawałek mięsa, który sprawdza się zarówno na szybki obiad, jak i weekendowego grilla ze znajomymi.

Najprostsza opcja to oczywiście klasyczny stek. Wystarczy sól, pieprz i mocno rozgrzana patelnia. Do tego frytki, pieczone ziemniaki albo świeża bagietka i obiad gotowy. Jeśli lubisz bardziej wyraziste smaki, możesz dodać masło czosnkowe albo sos pieprzowy.

Antrykot świetnie wychodzi też na grillu. Dzięki tłuszczowi nie wysusza się tak szybko jak chudsze kawałki mięsa. Wystarczy kilka minut z każdej strony i gotowe. Dobrze smakuje w prostych marynatach z oliwy, czosnku i świeżych ziół.

Ja wykorzystuje go również do:

  • burgerów premium,
  • stripsów wołowych do sałatek,
  • tacos i tortilli,
  • kanapek na ciepło,
  • makaronów z wołowiną,
  • wołowiny stir-fry z warzywami,
  • szaszłyków na grilla.

Bardzo lubię też kroić antrykot w cienkie paski i wrzucać na chwilę na patelnię z cebulą oraz pieczarkami. Potem wszystko trafia do bułki z serem i domowym sosem. Warto pamiętać, że antrykot nie lubi zbyt długiego smażenia. Najlepiej traktować go krótko i konkretnie.