Wiosna co roku ma swoje kulinarne gwiazdy. Raz są to szparagi, innym razem burrata z truskawkami albo zielone makarony z pistacją. Tym razem internet oszalał na punkcie różowej zupy, którą influencerzy pokazują w ceramicznych miskach, ozdabiają koperkiem i jajkiem ugotowanym na półtwardo. Wygląda efektownie, jest lekka, chłodna i idealnie wpisuje się w trend jedzenia „pretty food”, czyli dań, które równie dobrze smakują, co wyglądają na zdjęciach.
Najciekawsze jest jednak to, że ten hit wcale nie jest nowym wynalazkiem. To danie znane od pokoleń, tylko dziś wraca w odświeżonej wersji. Sekret idealnego koloru nie ma nic wspólnego z barwnikami czy trikami restauratorów. Wszystko rozgrywa się podczas gotowania. A właściwie… podczas pilnowania, żeby nie gotować za długo.
Viralowa zupa, czyli chłodnik z botwinki
Tytułowy pink soup to oczywiście chłodnik z botwinki. Zupa w Polsce znana i lubiana od lat. Wiosną 2026 największą uwagę przykłada się do jej koloru. Im bardziej intensywny, malinowo-różowy odcień, tym lepiej. Restauracje prześcigają się w serwowaniu najbardziej instagramowych wersji, a w sieci pojawiają się tysiące filmów pokazujących moment wlewania różowej zupy do jasnej miski.
W modnych lokalach podaje się go minimalistycznie, z koperkiem, rzodkiewką, jajkiem i młodymi ziemniakami. Wszystko po to, żeby główną rolę nadal grał charakterystyczny kolor. Zagraniczni twórcy kulinarni coraz częściej nazywają go po prostu „pink soup”, czyli różową zupą z Europy Wschodniej. Dla wielu osób spoza Polski sam widok tak intensywnego odcienia jest czymś zupełnie nowym. I właśnie dlatego chłodnik z botwinki stał się jednym z największych kulinarnych viralów sezonu.
Sekret koloru pink soup
Największy problem z chłodnikiem polega na tym, że bardzo łatwo zepsuć jego kolor. Wystarczy chwila nieuwagi i zamiast soczystego różu wychodzi ciemna, brunatna zupa przypominająca bardziej barszcz niż lekki chłodnik. Kucharze od miesięcy powtarzają jedną zasadę: botwinki nie wolno przegotować. Młode buraki, liście i łodygi są bardzo delikatne. Pod wpływem zbyt wysokiej temperatury szybko tracą świeżość i intensywny kolor. Najlepszy efekt daje krótkie gotowanie, tylko do momentu, aż botwinka lekko zmięknie.
Coraz popularniejsza staje się też metoda „szokowania” warzyw zimną wodą zaraz po gotowaniu. Dzięki temu róż pozostaje bardziej wyrazisty, a liście wyglądają świeżo nawet po kilku godzinach chłodzenia. Duże znaczenie ma także moment dodania kefiru albo jogurtu. Jeśli połączysz nabiał z gorącą bazą, kolor stanie się bardziej szary niż różowy. Dlatego profesjonalni kucharze najpierw całkowicie studzą botwinkę.
Pink soup na świecie
Choć chłodnik z botwinki wielu osobom kojarzy się głównie z polską kuchnią, podobne zupy od dawna są popularne także w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej.
- Najbardziej znaną wersją jest litewski „šaltibarščiai”. Litwini podają go bardzo zimnego, często z gorącymi ziemniakami obok. Ogromną wagę przywiązują do intensywnego różowego koloru, jeśli zupa jest zbyt blada, uznaje się ją za nieudaną.
- Na Łotwie chłodnik przygotowuje się zwykle na kefirze albo maślance i dodaje więcej szczypiorku oraz ogórków.
- Z kolei w Ukrainie popularne są wersje przypominające lekki barszcz podawany na zimno.
- W ostatnich latach pink soup zaczęła pojawiać się także w krajach skandynawskich. Pojawia się także w restauracjach w Kopenhadze czy Sztokholmie.
- Chłodnik dotarł również do Stanów Zjednoczonych, gdzie często funkcjonuje pod nazwą „cold beet soup”.

















