Czasem drobna kulinarna wpadka może zakończyć się wielkim sukcesem. Tak właśnie było z moimi schabowymi, które miały być przygotowane jak zwykle, ale jedna rzecz pokrzyżowała mi plany. Brak bułki tartej zmusił mnie do improwizacji. Tak powstała najlepsza panierka, jaką kiedykolwiek zrobiłam. Nawet mój mąż zachwalał, że lepszych nie jadł, a przecież jego mama jest mistrzynią schabowych. 

Panierkowy kryzys i genialne odkrycie

Pewnej niedzieli miał być obiad ze schabowymi w roli głównej. Mięso już rozbite, przyprawione, jajka roztrzepane, mąka gotowa... i wtedy zorientowałam się, że nie mam ani grama bułki tartej. Szybki rzut oka do szafek, ale w żadnej nie znalazłam nawet odrobiny. Suchego pieczywa też nie było, bo pewnie bym szybko starła. W końcu mój wzrok padł na pół paczki zwykłych płatków kukurydzianych, które zazwyczaj dzieciaki czasami dodają sobie do mleka. Coś mnie tknęło: a gdyby tak je pokruszyć i zrobić z nich panierkę?

Postanowiłam spróbować. Płatki rozgniotłam w dłoniach (można też wrzucić do woreczka i rozwałkować), ale nie na pył lecz tak, by zostały małe, nieregularne kawałki. Potem pomyślałam, że same mogą się nie trzymać dobrze mięsa, więc dodałam do nich mąkę pszenna (wyszło mniej więcej pół na pół) i wymieszałam wszystko razem. 

Powstała mieszanka, która od razu wydawała się ciekawa. Pozostawało ją przetestować. Ryzykowałam, ale raz kozie śmierć, pomyślałam i zabrałam się do pracy. 

Panierowanie w panierce z mąki i płatków kukurydzianych

Mięso przygotowałam zwyczajnie, tzn. oprószyłam solą i pieprzem, a potem wykąpałam w roztrzepanym jajku. Gdy włożyłam kotleta do mojej eksperymentalnej panierki, zauważyłam, że w miejsca, gdzie nie przykleiła się ani mąka, ani płatki, warto wsypać porcyjkę panierki i lekko docisnąć, tak aby nigdzie nie prześwitywało mięso.

Wrzuciłam tak przygotowane kawałki na gorący tłuszcz. U mnie to był akurat olej rzepakowy. Zauważyłam wtedy, że panierka dość szybko się rumieni. Prawdę mówiąc zbyt szybko, aby mięso się ścięło, więc zmniejszyłam ogień. Każdego kotleta obracałam tylko raz. Dzięki temu panierka wyszła rumiana, superchrupka, a mięso było bardzo soczyste.

Ucieszyłam się też, że akurat tym razem mocniej przyłożyłam się do rozklepywania kotletów i mięso było dość cienkie, więc zdążało się ściąć, zanim panierka się przypaliła.

przyslijprzepis.pl

Efekt? Schabowe jak z najlepszej knajpy

Po pierwszym kęsie wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę. Panierka była lekka, ultrachrupiąca, a przy tym nienasiąknięta tłuszczem. Mąż spojrzał z niedowierzaniem, a potem zażądał dokładki. Powiedział, że nie pamięta, kiedy ostatnio jadł tak dobre kotlety, i że „te są lepsze niż u mamy”. Od tamtej pory bułka tarta leży w szafce nietknięta, a  panierkę do schabowych robię tylko z mąki i płatków kukurydzianych.

Ten sposób świetnie sprawdza się nie tylko do schabowych, ale też do filetów z kurczaka, kotletów z indyka czy nawet warzyw – np. plastrów kalafiora czy cukinii. Za każdym razem chrupkość robi wrażenie, a goście pytają, co to za fantastyczna panierka.