Na wielkanocnych stołach od lat królują te same potrawy, dlatego łatwo przeoczyć regionalne skarby, które zasługują na znacznie większą uwagę. A szkoda, bo w różnych zakątkach Polski do dziś przetrwały dania o wyjątkowym smaku i ciekawej historii. Jedno z nich potrafi zaskoczyć już samym połączeniem składników, bo łączy w sobie świąteczną sytość, delikatną słodycz i wyrazistą ostrość. To propozycja dla tych, którzy lubią tradycyjną kuchnię, ale chętnie poznają też mniej oczywiste przepisy. Właśnie dlatego warto przyjrzeć się bliżej potrawie, o której w wielu domach nadal mówi się z sentymentem.

Święcelina - co to jest?

Święcelina to tradycyjna wielkanocna zupa ze Spisza - regionu położonego na pograniczu Polski i Słowacji. W niektórych domach mówi się na nią także święconka, ale nie chodzi tu o koszyczek ze święconymi pokarmami, tylko o gotowe danie przygotowywane z produktów kojarzonych właśnie z Wielkanocą. To zupa gęsta, treściwa i bardzo charakterystyczna w smaku. Powstaje na bazie wywaru z suszonych śliwek, do którego dodaje się pokrojone jajka, różne wędliny oraz chrzan. Już samo to zestawienie brzmi nietypowo, ale delikatna wszystko to razem daje zaskakująco harmonijny efekt. 

To danie wyrosło z prostego, gospodarnego sposobu gotowania. Dawni mieszkańcy Spisza żyli skromnie i ich jadłospis opierał się głównie na produktach roślinnych. Mięso jadano zwykle tylko od święta, dlatego wielkanocna zupa z dodatkiem jajek i wędlin symbolizowała koniec postu oraz początek świątecznego ucztowania.


Fot. AdobeStock, Jacek

Przepis o wielu obliczach

Co ciekawe, święcelina nie ma jednej sztywnej receptury. Na całym Spiszu znano ją od bardzo dawna, ale w każdej wsi, a nawet w każdej rodzinie, mogła smakować trochę inaczej. To właśnie pokazuje, jak żywa była ta tradycja. Nie był to przepis zapisany raz na zawsze, lecz potrawa dopasowana do lokalnych zwyczajów i tego, co akurat znajdowało się w domu.

W niektórych wersjach do święceliny dodawano także buraki ćwikłowe, kwaśne mleko, maślankę, śmietanę albo ser z serwatki. Zawsze jednak bardzo ważną rolę odgrywał tu chrzani nie dodawało się go tylko dla ostrości. To składnik od dawna ceniony w polskiej kuchni, ponieważ świetnie przełamuje tłustość wędlin, dzięki czemu całość nie wydaje się ciężka i mdła. Z kolei suszone śliwki wnosiły do zupy lekko owocową nutę. Dzięki nim smak stawał się głębszy, bardziej złożony i mniej oczywisty niż w przypadku klasycznego żuru czy barszczu białego.

Co ciekawe, istnieje także odmiana podawana na zimno. Robi się ją z kwaśnym mlekiem lub maślanką, czasem z dodatkiem śmietany albo sera z serwatki. Ten wariant jest mniej znany poza regionem, ale również bardzo ciekawy. Smakuje bardziej rześko i może przypaść do gustu tym z was, którzy lubią kuchnię opartą na fermentowanych produktach.

Jeżeli więc co roku gotujesz dokładnie to samo, ta spiska potrawa może być przyjemną odmianą. Oczywiście nie wypiera ona tradycyjnego żuru, ale spokojnie może stanąć obok niego na stole i przyciągnąć uwagę gości.