To mięso przez lata kojarzyło mi się głównie z wędzeniem albo solidną pieczenią na uroczysty obiad. Pamiętam, jak u mnie w domu pojawiało się tylko przy większych okazjach. Leżało w piekarniku godzinami, pachniało na cały dom i czekało się na nie z lekką niecierpliwością. A prawda jest taka, że możesz z niego zrobić o wiele więcej. Sama długo tego nie wiedziałam i trochę omijałam ten kawałek na co dzień, aż w końcu zaczęłam z nim eksperymentować.

Co to właściwie za kawałek mięsa i dlaczego warto go mieć pod ręką

Pierwszy raz kupiłam szynkę wieprzową „na szybko”, bo nie było mojego ulubionego mięsa na gulasz. Bez większych oczekiwań. Okazało się, że to był jeden z lepszych przypadków w mojej kuchni. To kawałek z tylnej części tuszy, dość zwarty, ale jednocześnie z lekkim przerostem tłuszczu. I to właśnie ten tłuszcz sprawia, że mięso nie robi się suche.

Szynka jest chudsza niż karkówka, ale nie aż tak wymagająca jak polędwica. Dobrze się kroi, nie rozpada się i trzyma formę nawet przy dłuższym duszeniu. Wystarczy je dobrze pokroić, najlepiej w kostkę albo cieńsze plastry, i już po 40-60 minutach duszenia robi się naprawdę miękkie.

Smak, który wybacza więcej niż schab

Zawsze miałam problem ze schabem. Wystarczy chwila za długo na patelni i robił się suchy, a potem trzeba było ratować go sosem. Przy szynce jest zupełnie inaczej. Smak jest łagodny, ale wyraźniejszy, bardziej „mięsny”.

Pamiętam, jak zrobiłam kiedyś bitki ze schabu i z szynki jednocześnie, żeby sprawdzić różnicę. Szynka wygrała bez dyskusji. Była bardziej soczysta, miękka i po prostu przyjemniejsza w jedzeniu. Nie jest tak tłusta jak karkówka, więc nie masz uczucia ciężkości, ale jednocześnie nie jest sucha. Dla mnie to taki złoty środek.

Jak przyprawić, żeby wydobyć z niej maksimum smaku

U mnie wszystko zaczęło się od bardzo prostej marynaty. Czosnek, majeranek, sól, pieprz i trochę oleju. To był taki zestaw „na oko”, robiony trochę z przyzwyczajenia. Z czasem zaczęłam dodawać paprykę wędzoną i zobaczyłam, jak bardzo zmienia aromat całego dania.

Najczęściej robię tak: kroję mięso, mieszam z przyprawami i zostawiam w lodówce. Jeśli mam czas, nawet na całą noc. Ale zdarzało mi się też wrzucić je na patelnię od razu po przyprawieniu i efekt nadal był bardzo dobry. Ważne, żeby dobrze je obsmażyć na początku. Ten moment robi dużą różnicę.

Kiedy robię coś bardziej „domowego”, dorzucam cebulę, czosnek, liść laurowy i ziele angielskie. Z tego robi się aromat, który od razu kojarzy mi się z kuchnią mojej mamy. I to jest właśnie coś, co lubię w tym mięsie, ono świetnie współpracuje z prostymi składnikami.

Pomysły na dania, które zrobisz bez kombinowania

  • Najczęściej wracam do gulaszu. To było pierwsze danie, które zrobiłam z szynki i do dziś robię je podobnie. Mięso, cebula, trochę papryki, przyprawy i duszenie. Nic skomplikowanego, a efekt zawsze się sprawdza.
  • Bitki to druga rzecz, którą robię regularnie. Rozbijam plastry, krótko obsmażam i potem duszę w sosie. To jedno z tych dań, które robi się praktycznie same. Często robię je wieczorem i mam obiad na dwa dni.
  • Świetnie sprawdza się też w szybkich daniach z patelni. Pokrój w niewielką kostkę, wrzuć z warzywami i masz obiad w 30 minut. Bez kombinowania, bez pilnowania przez pół dnia. 
  • Zdarza mi się też piec ją w całości, ale nawet wtedy nie potrzebuje aż tyle czasu, jak kiedyś myślałam.