Mam wrażenie, że wielu z nas chętnie próbuje nowych produktów, w tym warzyw, ale pod jednym warunkiem: musimy wiedzieć, co z nimi zrobić. Sama nie kupiłabym w ciemno świeżego warzywa za kilkanaście złotych - szczególnie, gdybym później miała połowę wyrzucić podczas obierania. Mowa tu o karczochach. Dlatego zamiast całych kwiatów do obróbki zdecydowanie wolę wersję już przygotowaną, którą wystarczy wyjąć ze słoika. W sam raz dla początkujących, sceptyków, leniwych oraz laików. Mam na myśli karczochy.
We Francji znano je od wieków. U nas wciąż mało kto po nie sięga
W Polsce karczochy nadal nie są szczególnie popularne i wcale mnie to nie dziwi. Świeży karczoch wygląda trochę jak wielki zielony pąk i dla osoby, która nigdy wcześniej go nie przygotowywała, może być zwyczajnie kłopotliwy. Trzeba wiedzieć, które części się je, jak go oczyścić i jak ugotować, a przy okazji spora część warzywa ląduje w koszu, co może zniechęcić. Nie są też one tanie - po prostu nie wychodzą zbyt ekonomicznie. Początkowo to zresztą było warzywo burżuazji, która nie musiała liczyć się z pieniędzmi.
O najbardziej klasycznym francuskim sposobie przygotowania karczochów dowiedziałam się od siostry, która przez 20 lat mieszkała we Francji i pracowała z francuskimi seniorami. Tam i dla nich gotowane karczochy nie są żadną egzotyką.
Podaje się je w całości, odrywa kolejno listki, zanurza w dobrym winegrecie i odgryza ich miękką część. Na końcu zostaje najlepsze, czyli delikatne serce. Takiej przystawce towarzyszą zwykle długie rozmowy, a kolacja potrafi trwać godzinami. Gratis dostałam 2 linki do autentycznych, przepisów na taką przystawkę - do samodzielnego przetłumaczenia:
Redakcja MojeGotowanie.pl Screen własny
Smak świeżych, gotowanych karczochów trudno porównać do typowego polskiego warzywa. Jest lekko orzechowy, trochę „zielony”, subtelnie cierpki i delikatnie gorzkawy, ale zdecydowanie łagodniejszy niż cykoria.
Karczochy mają zresztą bardzo ciekawą historię we Francji. W XVI wieku zaczęły pojawiać się na tamtejszych eleganckich stołach dzięki królowej Francji, Katarzynie Medycejskiej z włoskiego rodu, a z czasem stały się mocno związane z kuchnią zamożniejszych warstw społeczeństwa. W XIX wieku weszły również do repertuaru kuchni burżuazyjnej. Wymagały sporo pracy i podawano je z wyszukanymi sosami, więc samo pojawienie się karczochów podczas obiadu mogło świadczyć o zasobności gospodarzy.
Za tę cenę naprawdę warto. W słoiku są naprawdę spore kawałki
Chciałam zaznać odrobiny tego luksusu, więc w Auchan kupiłam marynowane karczochy Athina. Słoik ma 280 g, natomiast po odsączeniu zostaje 130 g samych karczochów. Słoiczek kosztuje 7,79 zł.
Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne
Nie są to drobne ścinki. W środku znalazłam spore kawałki serc, które można od razu położyć na talerzu albo pokroić do sałatki. Mój mąż lubi też zabierać się za nie z widelcem i wyjadać prosto ze słoika:
Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne
Pierwsze, co czuć po spróbowaniu, to lekka kwaskowość marynaty. Na szczęście zalewa nie tłumi smaku samego karczocha. Nadal zostaje jego delikatna, lekko orzechowa nuta. Właśnie dlatego (i ze względu na cenę) uważam, że jest to całkiem dobry patent, by spróbować karczochów.
Za 7,69 zł można zaryzykować. Tym bardziej że na tej samej półce widziałam znacznie droższe warianty, między innymi włoskie, które w zależności od wielkości opakowania kosztowały nawet blisko 30 zł. Były również karczochy w puszkach, ale sama wybieram szkło. Przy długim przechowywaniu produkty z puszki potrafią przejąć charakterystyczną metaliczną nutę, której przy tak delikatnym smaku zwyczajnie nie chcę.
Mąż wyjada je prosto ze słoika. Ja mam na nie kilka innych sposobów
U mnie karczochy Athina mają jednego szczególnie wiernego fana. Mąż potrafi otworzyć słoik, wyjadać kawałki widelcem i zagryzać je świeżym chlebem albo „pożerać” je solo. Czasami kupuję mu je nawet w ramach małego spożywczego prezentu, kiedy chcę go rozpieścić czymś trochę bardziej „premium” niż zwykła przekąska.
Ja częściej wykorzystuję je do gotowania. Dorzucam je do sałatki z fetą, pomidorami, oliwkami i cebulą albo łączę z mozzarellą, rukolą oraz pieczoną papryką. Bardzo dobrze pasują też do pizzy, grzanek, focacci oraz zapiekanek ziemniaczanych i makaronowych. Można dodać je do sosu z czosnkiem, natką pietruszki i parmezanem albo podać obok pieczonej lub smażonej ryby.
Na zalewę spod marynowanych karczochów też mam patent
Mam też jedną zasadę: po zjedzeniu karczochów nie wylewam od razu zalewy. U mnie nic się nie marnuje. Olej przechodzi ich smakiem i aromatem przypraw, więc wykorzystuję go później do sosu do makaronu, skropienia pieczonych warzyw, przygotowania dressingu. Nadaje się też do podsmażenia czy zamarynowania ryby. Dobrze sprawdzi się też na grzankach z czosnkiem czy jako dodatek do prostego sosu pomidorowego.
Karczochy w Polsce nadal pozostają trochę kulinarną zagadką, dlatego nie zaczynałabym przygody z nimi od świeżej, wymagającej i zwykle drogiej wersji. Słoik marynowanych serc daje od razu gotowy produkt i pozwala spokojnie sprawdzić, czy ten smak wam odpowiada. U mnie Athina regularnie wraca do koszyka - czasami do sałatki, a czasami po prostu dlatego, że wiem, kto w domu czeka ktoś, kto bez problemu ogołoci cały słoik na raz.


Obserwuj nas na Google














