Młody bób z Biedronki zniknął szybciej niż drożdżówki o poranku

Na półce został już tylko jeden woreczek. 500 g za 16,99 zł, przecenione z 24,99 zł. Bób wg przyklejonej etykiety pochodzi z Włoch. I teraz pytanie: czy wygłodniali klienci tak szybko „rzucili się” na bób, czy może handlarze z bazaru obok już zrobili szybkie zakupy na swoje stoiska - w atrakcyjnej cenie?

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Dosłownie kilka metrów dalej pani na targu sprzedawała bardzo podobne woreczki z grubszej folii z podobnie wyglądającymi ziarnami po 30 zł za 500 g i informacją, że bób jest polski. Czy to był dokładnie ten sam produkt? Tego nie wiem. Ale umówmy się, takie „bazarkowe podbijanie ceny” i kombinacje z pochodzeniem towaru to żadna nowość. Sama widziałam już pomidory z marketu sprzedawane jako „od gospodarza spod Miechowa”, pojawiają się też „wiejskie jajka” z niedbale usuniętą pieczątką. 

Szczerze mówiąc, mocno wątpię, żeby ten bób z targu był już polski. Jest dopiero połowa maja, temperatury w nocy nadal są niskie, a nasz prawdziwy młody bób pojawia się zwykle bliżej połowy albo końcówki czerwca. W czasie zimnej Zośki trudno oczekiwać cudu - gotowego już do zebrania bobu na plantacjach. Więcej o kombinacjach i nie do końca uczciwych zagrywkach sprzedawców na bazarach przeczytasz w tekście załączonym poniżej. Ale my wróćmy jeszcze do bobu.

Zielony, jędrny, ale skórka mówi całą prawdę

Zrobiłam dokładne oględziny woreczka. Ziarna okazały się raczej niewielkie, intensywnie zielone, nie wpadają w szarawy kolor, co akurat wygląda zachęcająco. Sam woreczek też zachował się wzorowo. Był luźny, nic się w środku nie pompowało, nie było efektu małego balonika, a to ważne przy młodym bobie. Jeśli opakowanie robi się napęczniałe i czuć opór przy ściskaniu, zwykle oznacza to, że w środku zaczyna się fermentacja. Taki bób potrafi już nieprzyjemnie pachnieć i po prostu zaczyna się już w środku psuć. 

Jest jednak jeden szczegół, który od razu zwrócił moją uwagę. Wiele ziaren miało ciemną obwódkę przy „szwie” skórki. I tu doświadczenie robi swoje. Taka obwódka często oznacza, że skórka jest już grubsza i bardziej twardawa, a sam bób przestaje być bardzo młody. Jeśli ktoś lubi jeść bób razem ze skórką, może się lekko rozczarować. Najpewniej trzeba będzie część ziaren obrać. Ja akurat przy starszawym bobie zawsze zdejmuję skórkę. Wtedy wystarczy mi nawet zwykłe masło, trochę natki lub koperku, sól, kefir i mam smakowity letni obiad.

Przy półce z bobem w Biedronce podjęłam więc decyzję, że jeszcze poczekam i się wstrzymam - zawsze zostaje mi jeszcze bób mrożony (swoją drogą, również z Biedronki, którego zapas mam w zamrażarce). 

Jak rozpoznać naprawdę świeży, młody bób?

Przez lata nauczyłam się jednej rzeczy: młody bób poznaje się szybciej po wyglądzie niż po zapewnieniach sprzedawcy. Najlepsze są małe lub średnie, intensywnie zielone ziarna. Skórka powinna być cienka, delikatna, bez ciemnych obwódek i przebarwień przy łączeniach. Po ugotowaniu taki bób jest kremowy i miękki, a nie mączysty, jak na purée (choć taki też w kuchni może się przydać, np. do domowych falafeli). 

Warto też sprawdzić sam woreczek albo skrzynkę. Jeśli opakowanie jest napompowane albo nawet przez folię czuć stęchły, charakterystyczny, słodko-kwaśny zapach, lepiej odpuścić. Świeży bób pachnie lekko zielono, trochę jak świeżo zerwany i obrany zielony groszek.

Nie tylko garnek z osoloną wodą. Z bobu można zrobić cuda

Ja najbardziej lubię klasykę: ugotowany bób z masłem i dużą ilością natki pietruszki. Czasem dorzucam jeszcze odrobinę koperku i świeżo zmielony pieprz.

Ale bób daje dużo więcej możliwości. Młody świetnie sprawdza się na ciepło z podsmażoną cebulką i chrupiącą bułką tartą. Można zrobić z niego pastę do pieczywa z czosnkiem i odrobiną cytryny albo dorzucić do makaronu z pecorino. Kilka razy robiłam też bób podsmażany na maśle z szałwią i odrobiną parmezanu. Starszy bób po obraniu świetnie nadaje się do sałatek, kotlecików albo past kanapkowych. Można go zrobić z niego purée z fetą do obiadu lub jako dip. 

Czy warto kupić pierwszy bób z Biedronki?

Powiem tak: jeśli bardzo tęsknisz za smakiem bobu po zimie, można się skusić. Zwłaszcza po przecenie do 16,99 zł za 500 g. Trzeba jednak mieć świadomość, że to jeszcze nie jest ten idealny, polski młody bób, na który czekamy wszyscy co roku. Ten z Biedronki wyglądał dość przyzwoicie, nie był zepsuty, miał ładny kolor i nadawał się do gotowania. Jednak ciemne obwódki na skórce zdradzały, że pierwszą młodość ma już za sobą. Ja wyciągnęłam z zamrażalnika torebkę z mrożonym bobem i zrobiłam go sobie na kolację . Był tak samo pyszny, jak świeży.