Nie musisz rezygnować z tradycyjnego smaku, żeby kompot z suszu wreszcie wszystkim smakował. Sama przez lata głowiłam się, co zrobić, by nie był zbyt „dymny”, zbyt słodki, zbyt kwaśny albo mdły. Znasz to? Aromaty wędzonych owoców potrafią zdominować wszystko inne, a przyprawy bywają kapryśne. Raz grają idealnie, a innym razem coś zgrzyta. I nagle, po tylu próbach, znalazłam prosty, naturalny dodatek, który robi różnicę. Nie maskuje smaku, ale go podkręca. Nadaje kompotowi nutę świeżości, lekkości, i równoważy intensywność suszu.
Dlaczego kompot z suszu nie smakuje każdemu?
To jedna z tych potraw, które na Wigilii są „bo tak trzeba”. W wielu domach stoi w dzbanku, nalewany do szklanek bardziej z obowiązku niż z apetytem. Problem tkwi zwykle w proporcjach i w wyborze składników. Wędzone owoce, zwłaszcza gruszki i śliwki, mają bardzo dominujący smak i zapach. Zbyt dużo suszonych jabłek potrafi dodać cierpkości. A przyprawy? Jeśli przesadzisz z goździkami, zrobi się aptecznie. Za dużo anyżu, smakuje jak syrop na kaszel. Dlatego tak ważne jest, żeby podejść do tego napoju z wyczuciem.
Często też gotujemy kompot zbyt krótko, przez co owoce nie oddają pełni aromatu. Albo z kolei, gotujemy za długo i wszystko zlewa się w ciężką, ciemną masę smaków. Przesłodzenie to kolejny błąd. Miód czy cukier dodany bez kontroli może sprawić, że kompot stanie się wręcz lepki. A przecież to napój do picia, nie deser.
Jeden składnik, który zmienia wszystko
Po latach testowania i wielu nieudanych podejściach wpadłam na to zupełnie przypadkiem. W czasie gotowania wyciskałam owoce cytrusowe do innego dania i dodałam kilka łyżek soku do kompotu. To był przełom. Dziś nie wyobrażam sobie gotowania bez tego dodatku, czyli soku z dwóch dużych pomarańczy. Ale uwaga, nie z kartonu, tylko świeżo wyciskanego.
Dodajesz go nie od razu, tylko dopiero po około 30 minutach gotowania. Wtedy kompot już się rozkręcił, owoce zaczęły oddawać smak, ale wciąż można wpłynąć na ostateczny balans. Pomarańcza wnosi delikatną słodycz, trochę kwasowości i cudowny aromat, który zgrywa się z przyprawami korzennymi. W efekcie powstaje napój o głębokim smaku, ale nie przytłaczający. Lekki, ale wciąż tradycyjny.
To właśnie dzięki temu trikowi u mnie w domu każdy sięga po dokładkę. A dzieci, które wcześniej uciekały na sam zapach suszu, dziś piją aż im się uszy trzęsą.
Przepis na wigilijny kompot z suszu z sekretnym dodatkiem
Składniki:
- 250 g gruszek: 2 wędzone i garść ćwiartek suszonych
- 150 g suszonych jabłek w plasterkach
- 150 g polskich wędzonych śliwek (nie kalifornijskich)
- 10 suszonych moreli
- 8 suszonych fig
- 2 laski cynamonu
- 4-5 gwiazdek anyżu
- 10 goździków
- 4-5 ziaren zielonego kardamonu
- sok z 2 dużych pomarańczy (świeżo wyciskany)
- ½ cytryny
- miód, cukier lub syrop z agawy do smaku
- 3,5 litra wody (najlepiej mineralnej, nie z kranu)
Sposób przygotowania:
- Wędzone owoce opłucz porządnie pod bieżącą wodą, szczególnie gruszki i śliwki.
- Wszystkie składniki, oprócz cytryny i pomarańczy, włóż do dużego garnka. Dodaj przyprawy.
- Zalej całość wodą (u mnie to 3,5 litra mineralnej) i odstaw na 30-40 minut, by owoce napęczniały.
- Po tym czasie postaw garnek na małym ogniu, przykryj i gotuj powoli przez około 1,5 do 2 godzin.
- Po 30 minutach gotowania dodaj świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy.
- Gdy kompot będzie gotowy, spróbuj. Jeśli potrzeba, dosłodź, najlepiej miodem albo syropem z agawy.
- Jeśli mimo wszystko wyszedł za słodki, dodaj połówkę cytryny pokrojoną w plasterki (bez skórki). Zrównoważy nadmiar słodyczy.
Kompot najlepiej smakuje następnego dnia, gdy postoi w chłodzie i „się przegryzie”. Warto go też podawać lekko podgrzany, nie wrzący.
















