Pamiętam, jak na studiach postanowiłam zrobić obiad dla kilku znajomych. Ambitnie: ziemniaczki, mizeria i kotlety mielone, jak u mamy. No, prawie. Kotlety wyszły twarde, jakby przeszły przez piekarnik i pustynię jednocześnie. Wszyscy zjedli, bo byli głodni, ale nikt nie wziął dokładki.
Kiedy wieczorem zadzwoniłam do mamy i przyznałam się, że chyba nie mam ręki do gotowania, powiedziała tylko: „Dodaj po prostu jedną łyżkę. Tyle wystarczy”. Pomyślałam, że chodzi o śmietanę albo bułkę tartą. Ale nie. Chodziło o coś, co miałam w lodówce cały czas. I faktycznie, od tego momentu moje kotlety nie mają sobie równych. I teraz to ty możesz zrobić dokładnie to samo.
Co dodać do kotletów mielonych, by wyszły soczyste?
Szybko okazało się, że mojej mamie chodziło o masło. Tak, zwykłe masło. Miękkie, w temperaturze pokojowej. To ono robi największą różnicę. I nie chodzi o podsmażanie na maśle czy jakąś finezyjną panierkę. Po prostu dodajesz łyżkę masła do środka, do masy mięsnej. I już. Tak robi moja mama i tak robię ja.
Zobacz krok po kroku, jak to wygląda:
- Do miski wrzuć pół kilo mięsa mielonego, może być wieprzowe, mieszane albo drobiowe.
- Dodaj namoczoną w mleku i dobrze odciśniętą bułkę pszenną (kajzerkę, chałkę, co masz).
- Dorzuć jedną podsmażoną cebulę, dzięki temu nie będzie surowa w środku kotleta.
- Wbij jedno jajko, dodaj sól, pieprz, ulubione przyprawy (majeranek, czosnek granulowany, paprykę).
- I teraz, kluczowy moment. Dodaj 1 pełną łyżkę miękkiego masła. Nie roztapiaj, nie tnij w kostkę. Po prostu dodaj i włóż ręce do środka.
- Wyrabiaj masę kilka minut, aż wszystko się połączy, a masło zniknie w mięsie. Nie martw się, że coś będzie się rozpadać. Masło nie tylko dodaje tłuszczu (czyli wilgoci), ale działa jak naturalna „emulsja”. Sprawia, że składniki łatwiej się łączą, a kotlety mają lepszą strukturę.
- Formuj kotlety tak jak zwykle. Wielkość zależy od ciebie. Obtocz je w bułce tartej, by zapobiec rozpływaniu się wnętrza kotletów. Smaż na dobrze rozgrzanej patelni, na niewielkiej ilości tłuszczu, najlepiej na średnim ogniu.
- I teraz najważniejsze: nie dociskaj ich podczas smażenia. Daj im spokojnie dojść. Dzięki tej jednej łyżce masła masa nie „zbija się” podczas smażenia, tylko zostaje miękka, lekko napowietrzona. Kotlety po przekrojeniu będą wilgotne, miękkie, idealne.
Co jeszcze możesz zrobić, żeby mielone były naprawdę dobre?
Masło to klucz, ale warto zadbać o inne detale. Przede wszystkim: nie traktuj bułki tartej jako głównego składnika wiążącego. Jeśli chcesz kotletów puszystych, lepiej użyć miękkiej bułki pszennej namoczonej w mleku lub wodzie. Z bułką tartą w środku kotleta mozna łatwo przesadzić, wystarczy łyżka, nie więcej.
Kolejna rzecz to cebula. Surowa może zostać twarda i dawać zbyt intensywny smak. Lepiej ją lekko zeszklić na patelni przed dodaniem do mięsa. Możesz też dodać ząbek czosnku, ale przeciśnięty przez praskę, nie w kawałkach.
I nie wyrabiaj masy zbyt długo. Kiedy masa zacznie się kleić i stanie się jednolita, przestań mieszać. Dłuższe wyrabianie sprawi, że mięso puści sok i zrobi się zbite.
Możesz też poeksperymentować z dodatkami, łyżka śmietany, starty ser, posiekana natka pietruszki albo nawet odrobina musztardy do środka mogą nadać kotletom nowy charakter. Ciekawe inspiracje znajdziesz na naszym kanale nadawczym, ale jeśli zależy ci na klasycznym, domowym smaku, ta jedna łyżka masła naprawdę wystarczy.
















