W dziale z makaronami nie spodziewałam się szczególnych wzruszeń. A jednak zielona paczka z okienkiem zatrzymała mnie na dłużej. W środku znajdowały się dziesiątki maleńkich pierożków, każdy z uroczą falbanką na brzegach. Wyglądały tak słodko, że mimowolnie zrobiłam „ooo”. Od razu przypomniały mi się włoskie zupy z drobnym makaronem, które potrafią być najbardziej kojącym obiadem na świecie. Kiedy przeczytałam, co kryje się w tych maleństwach, wiedziałam, że ich urok nie kończy się na wyglądzie.
Włoskie pierożki jak dla krasnoludków
W zielonym opakowaniu chowają się pierożki z pszennego, makaronowego ciasta z mięsnym farszem z dodatkiem szynki. Ich nazwa nie jest przypadkowa. W języku włoskim końcówka „-etti” często wskazuje na coś małego, więc ravioletti to po prostu mniejsze rodzeństwo ravioli.
I rzeczywiście, trudno o trafniejsze określenie. Jeden pierożek mieści się swobodnie na środku dłoni, a jego brzegi zdobią drobne rowki. Każdy wygląda jak maleńka, starannie zlepiona poduszeczka. W opakowaniu jest ich całe mnóstwo, co tylko potęguje efekt rozczulenia.
Najbardziej spodobał mi się właśnie ten rozmiar. Zwykłe ravioli kojarzą mi się z osobnym daniem, podawanym z masłem albo sosem. Tymczasem ravioletti wyglądają jak coś pomiędzy drobnym makaronem do zupy a uszkami.
Jest to makaron suszony, co oznacza, że mimo nadzienia z szynką nie trzeba przechowywać go w lodówce. Ma długi termin przydatności. Może czekać w szafce na swoją kolej nawet przez rok, choć zapewne zniknie szybciej.
Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl
Do rosołu, pomidorowej i nie tylko. Maleństwa o ogromnych możliwościach
Pierwsze skojarzenie miałam jedno: rosół z maleńkimi pierożkami zamiast nitkowego makaronu. Ravioletti mają idealny rozmiar do zupy. Są na tyle drobne, że łatwo nabrać je łyżką, a jednocześnie skrywają nadzienie, dzięki któremu każdy kęs jest bardziej treściwy.
We włoskiej kuchni podawanie niewielkich nadziewanych makaronów w bulionie nie jest niczym niezwykłym. Klasycznym przykładem są tortellini in brodo, czyli małe pierożki zanurzone w gorącym wywarze. Ravioletti mają inny kształt, ale aż proszą się o podobne traktowanie.
Świetnie sprawdzą się w klarownym bulionie drobiowym, z odrobiną natki pietruszki i świeżo mielonego pieprzu. Taki talerz wygląda bardziej odświętnie niż zwykła zupa z makaronem, choć jego przygotowanie nie wymaga szczególnego wysiłku.
Drugim oczywistym kandydatem jest pomidorowa. Szczególnie taka domowa, słodko-kwaśna, z dodatkiem masła lub śmietanki. Małe pierożki z mięsnym środkiem zastąpią ryż albo makaron nitki.
Ale nie ograniczałabym się wyłącznie do zup. Ravioletti mogą być również podstawą szybkiego obiadu. Doskonale smakują z masłem szałwiowym i tartym parmezanem. Dobrze pasuje do nich również delikatny sos śmietanowy z pieczarkami lub pesto.
Ravioletti gotuje się 16 minut. Do rosołu najlepiej przyrządzić je osobno, żeby nie zmąciły złocistej zupy.
Co właściwie kryje się w zielonej paczce z Biedronki?
Ravioletti znalazłam w Biedronce. To wyrób GustoBello, czyli marki własnej sieci, która ma w swoim asortymencie różne składniki, półprodukty, przekąski i słodycze inspirowane kuchnią włoską. Za paczkę o wadze 250 g zapłaciłam 5,99 zł, co wydało mi się całkiem przyjemną kwotą za tak nietypowy dodatek do obiadu.
Najciekawsze jest jednak to, co znajduje się w środku. Nazwa sugeruje nadzienie z prosciutto crudo. To włoska szynka, która nie jest gotowana ani wędzona, lecz solona i przez dłuższy czas suszona i dojrzewająca w odpowiednich warunkach. Ma charakterystyczny, delikatnie słony smak i intensywny aromat.
Warto jednak wiedzieć, że ravioletti nie są wypełnione samą szynką. Z etykiety wynika, że największy udział w farszu (45,3 proc.) ma mortadela, czyli włoska wędlina wieprzowa. Prosciutto to jedynie niewielki dodatek (3,1 proc.). W składzie można znaleźć także takie „kwiatki” jak bułka tarta i ser topiony w proszku oraz margaryna. Jeśli zwracasz uwagę na to, co kryje się w sklepowych produktach, może być to dla ciebie ważna informacja.


Obserwuj nas na Google














