W polskich kuchniach coraz śmielej pojawiają się produkty, które jeszcze kilka lat temu znali głównie miłośnicy zagranicznych podróży i kuchni świata. Wciąż jednak są składniki, obok których przechodzimy obojętnie, bo nie wiemy, czym właściwie są i jak ich używać. A szkoda, bo potrafią zaskoczyć smakiem i otworzyć zupełnie nowe kulinarne możliwości. Jednym z takich produktów jest mastiha, nazywana też „złotymi łzami”. Sprawdź, co to takiego i do czego możesz ją wykorzystać, a od razu nabierzesz ochoty, aby spróbować tego cuda.
Mastiha, czyli „złote łzy” - grecki skarb w kuchni
Mastiha to aromatyczna żywica pozyskiwana z drzewa pistacji kleistej, które rośnie przede wszystkim na greckiej wyspie Chios. To właśnie tam od wieków zbiera się drobne, przezroczyste lub lekko złotawe krople zastygającej żywicy. Ich wygląd sprawił, że zaczęto nazywać je „złotymi łzami”. Nazwa nie jest przesadzona, bo dla Greków to naprawdę wyjątkowy i bardzo ceniony produkt.
Smak mastihy trudno porównać do jednej konkretnej przyprawy. Jest jednocześnie żywiczny, lekko leśny, świeży, a przy tym można w nim wyczuć delikatne owocowe i ziołowe nuty. Niektórzy odnajdują w nim także coś sosnowego, cedrowego i cytrusowego. Właśnie ta nieoczywistość sprawia, że mastiha budzi takie zainteresowanie. Nie jest to przyprawa, która dominuje danie ostrym smakiem, ale raczej nadaje mu elegancki, charakterystyczny aromat.
Najczęściej można spotkać mastihę w postaci małych kryształków lub granulek. Przed użyciem zwykle uciera się ją w moździerzu z odrobiną cukru lub soli, ponieważ sama żywica jest twarda i lepka. Dzięki temu łatwiej ją rozdrobnić i równomiernie dodać do potrawy. Warto zainteresować się mastihą także dlatego, że jest bardzo wydajna. Wystarczy naprawdę niewielka ilość, by nadać potrawie zupełnie inny charakter.

Fot. AdobeStock, Picture Partners
Mastiha - zastosowanie w kuchni
W kuchni greckiej wykorzystuje się ją od dawna, a najlepiej sprawdza się tam, gdzie chce się uzyskać subtelny, ale intrygujący aromat. Bardzo dobrze łączy się z mlekiem, śmietanką, cytrusami, migdałami, miodem i cukrem. Grecy dodają ją między innymi do ciastek, słodkiego pieczywa, kremów, lodów i budyniów. Wystarczy szczypta, by zwykły ryż na mleku, sernik czy domowy kisiel nabrały bardziej szlachetnego charakteru. Ciekawie wypada też w połączeniu z wodą różaną albo skórką pomarańczową.
To jednak nie wszystko. Mastiha może pojawić się również w wypiekach drożdżowych. Nadaje ciastu delikatny, świeży aromat, który dobrze komponuje się z masłem i słodkimi dodatkami. Można dodać ją do chałki, babki, drożdżówek albo domowego chleba na słodko. Bardzo dobrze pasuje także do świątecznych wypieków inspirowanych kuchnią śródziemnomorską.
W wytrawnej kuchni warto używać jej ostrożnie, ale i tu potrafi pozytywnie zaskoczyć. Niewielka ilość może wzbogacić marynatę do drobiu, sos na bazie jogurtu albo danie z ryżem. Dobrze wypada w połączeniu z cytryną, oliwą i czosnkiem. To propozycja dla tych z was, którzy lubią odkrywać nowe smaki, ale bez przesadnej egzotyki. Najważniejsza zasada jest prosta: z mastihą nie można przesadzić. To przyprawa intensywna, więc lepiej zacząć od naprawdę niewielkiej ilości. Dzięki temu poznasz jej smak i łatwiej zdecydujesz, w jakich potrawach podoba ci się najbardziej.

















