Kiedy pierwszy raz usłyszałam, ile pomidorów zużywa się podczas tej zabawy (od 120 do 160 ton), pomyślałam o wszystkich sosach, zupach i przetworach, które można byłoby z nich przygotować. Jak to mówią, genu nie wydłubiesz - trudno wyobrazić sobie tak lekkie potraktowanie jedzenia u nas w Polsce. Polacy pilnują każdej dorodnej sztuki na działce, a tam warzywa służą za „pociski”.
Skąd właściwie wzięła się La Tomatina, na czym polega, ile to kosztuje i co jeszcze dzieje się podczas imprezy? Bitwa na pomidory to nie jedyna atrakcja festiwalu. Jest jeszcze czas, by zarezerwować sobie bilet, jeśli akurat jesteś w Hiszpanii i chcesz przeżyć to na własnej skórze.
Zaczęło się od awantury, a powstało święto znane na świecie
Początki La Tomatiny sięgają 1945 roku. Według historii związanej z imprezą wszystko zaczęło się dość spontanicznie podczas lokalnej parady w Buñol niedaleko Walencji. Jeden z jej uczestników spadł z jadącej ulicami platformy, doszło do zamieszania, w ruch poszły pomidory i najwyraźniej mieszkańcom pomysł spodobał się na tyle, że z czasem narodziła się tradycja znana już na cały kraj. Najbardziej tradycyjna odbywa się 40 km od Walencji, choć swoją wersję imprezy ma też np. Kolumbia.
AdobeStock JackF
Co ciekawe, La Tomatina została zakazana na początku lat 50., jednak pod naciskiem mieszkańców na święto ponownie zezwolono - tym razem przy jeszcze większej liczbie uczestników i jeszcze bardziej szaleńczych emocjach.
Święto ponownie odwołano do 1957 roku, kiedy to w geście protestu odbył się pogrzeb pomidora. Była to demonstracja, podczas której mieszkańcy nieśli trumnę z ogromnym pomidorem w środku. Paradzie towarzyszyła orkiestra grająca marsze pogrzebowe, a wydarzenie okazało się ogromnym sukcesem. Festiwal La Tomatina po symbolicznym pochówku pomidora został w końcu ostatecznie zalegalizowany i stał się oficjalnym hiszpańskim świętem.
La Tomatina 2026. Buñol znów zrobi się czerwone
La Tomatina tradycyjnie organizowana jest zawsze w ostatnią środę sierpnia. W 2026 roku wypada ona 26 sierpnia, a właściwa bitwa rozpocznie się w południe i potrwa dokładnie godzinę, do godz. 13.00. Na ulice przed 12.00 wjeżdżają ciężarówki z ogromną ilością dojrzałych pomidorów, a po sygnale rozpoczyna się godzinne rzucanie warzywami. Pomidory, których używa się podczas bitwy, nie nadają się z różnych powodów do spożycia, więc nie trzeba obawiać się o marnotrawstwo.
Po kolejnym sygnale trzeba bezwzględnie przestać. Potem do pracy zabierają się służby, a czerwone od miąższu ulice są spłukiwane wodą. Impreza ma też wersję junior, dla dzieci. 22 sierpnia odbywa się La Tomatina Kids, dla dzieci w wieku od 4 do 14 lat. Skrót z zeszłorocznej imprezy w dorosłej wersji zobaczysz tutaj:
Choć mówimy o zabawie pomidorami, skala przedsięwzięcia jest bardzo poważna. Do niewielkiego Buñol przyjeżdżają nie tylko Hiszpanie, ale też turyści z całego świata. Organizatorzy kontrolują liczbę uczestników, dlatego spontaniczne pojawienie się w miasteczku nie oznacza jeszcze, że wejdziesz w sam środek wydarzeń. Wejście na teren imprezy jest biletowane, więc ci, którzy nie chcą zostać trafieni pomidorem, pozostają „bezpieczni”.
Ile kosztuje La Tomatina w 2026 roku?
Najtańsza oficjalna wejściówka kosztuje 15 euro. Jest to podstawowy bilet dający dostęp do terenu bitwy. Dostępne są również droższe pakiety. Oficjalna strona wymienia zestawy od 40 euro, które mogą obejmować m.in. szatnię, pamiątkową koszulkę, porcję paelli, napoje czy imprezę po zakończeniu Tomatiny. Osobną, jeszcze droższą kategorią są wyjazdy łączące wejściówkę z transportem z innych hiszpańskich miejscowości.
Z zakupem lepiej nie czekać do ostatniej chwili. Organizatorzy sami przypominają, że bilety potrafią się wyprzedać. Trzeba też uważać na pośredników, ponieważ władze Buñol nie odpowiadają za wejściówki sprzedawane poza oficjalnym systemem.
Zanim polecą pomidory, trzeba zdobyć szynkę
Sama bitwa jest kulminacją dnia, ale zabawa zaczyna się wcześniej. Rano uczestnicy gromadzą się w centrum Buñol, a jedną z najbardziej charakterystycznych tradycji jest Palo Jabón. Zasada brzmi niewinnie. Na szczycie wysokiego słupa umieszcza się szynkę, a zadaniem śmiałków jest dostać się do nagrody. Problem w tym, że słup jest solidnie wysmarowany mydłem. Wspinaczka szybko zamienia się więc w widowisko dla zgromadzonego tłumu. To jeden z tych hiszpańskich pomysłów, przy których dochodzę do wniosku, że my mamy jednak konserwatywne podejście do jedzenia. W Polsce dobrą szynkę zdobywa się najwyżej w sklepie.
Pomidorem można rzucić, ale najpierw trzeba go zgnieść
La Tomatina ma konkretne zasady bezpieczeństwa. Najważniejsza dotyczy samych pomidorów. Przed rzuceniem trzeba je rozgnieść w dłoni, dzięki czemu uderzenie jest znacznie słabsze.
Nie wolno wnosić butelek ani innych twardych przedmiotów. Trzeba też zachowywać bezpieczną odległość od ciężarówek rozwożących pomidory. Gdy zabrzmi drugi sygnał kończący zabawę, rzucanie należy natychmiast przerwać.
Organizatorzy radzą również dobrze przemyśleć strój. Najlepiej sprawdzą się zamknięte, porządnie zawiązane buty. Klapki są zabronione, bo można je łatwo stracić lub się poślizgnąć i upaść. Popularne są białe koszulki, choć po kilku minutach trudno już zgadnąć, jaki miały kolor na początku. Telefon warto zabezpieczyć wodoodpornym etui, a cennych drobiazgów najlepiej w ogóle nie zabierać.
Jeżeli wybierzesz się kiedyś na La Tomatinę, nie zakładaj niczego, co uważasz za cenne. Sok, pestki i miąższ dostają się dosłownie wszędzie. Stare ubranie będzie znacznie rozsądniejszym wyborem niż ulubiona letnia bluzka.
I właśnie w tym tkwi cały fenomen wydarzenia. Przez godzinę dorośli ludzie robią coś, za co w dzieciństwie natychmiast usłyszeliby od rodziców porządne kazanie. Rzucają jedzeniem, brudzą się od stóp do głów i jeszcze płacą za możliwość uczestnictwa. A jednak co roku chętnych nie brakuje.


Obserwuj nas na Google














