Bez dobrej jakości oliwy trudno wyobrazić sobie sałatkę grecką, bruschettę, niejedną zupę czy marynatę, a także ryby i mnóstwo surówek - najlepiej zresztą stosować ją na surowo, bo wtedy można „wyciągnąć” z niej najwięcej. Nie w każdej butelce z oliwą jest jednak czyste złoto. W wielu przypadkach to tombak. Kontrolerzy Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych sprawdzili 50 firm wprowadzających oliwę do sprzedaży. Wyniki, delikatnie pisząc, nie napawają entuzjazmem.

Etykieta swoje, zawartość swoje

W wielu przypadkach to, co producent deklarował na opakowaniu, nie zgadzało się z rzeczywistością. Najczęściej problem dotyczył smaku i zapachu oliwy. Inspektorzy zakwestionowali deklarowane cechy w przypadku 41,7% badanych partii.

Część produktów miała wyraźne wady, a niektórym brakowało charakterystycznego owocowego aromatu. W praktyce oznaczało to, że oliwa powinna być zakwalifikowana do niższej kategorii niż ta podana na butelce. To trochę tak, jakby ktoś sprzedawał schabowego premium, a na talerzu lądowała podeszwa z kiepskiego baru mlecznego. Niby nadal kotlet, ale jednak różnica jest wyczuwalna od razu. 

Nie tylko smak budził zastrzeżenia

Kontrola objęła też parametry składu. Nieprawidłowości wykryto w 10,7% skontrolowanych partii. Chodziło o wartości dotyczące zawartości niektórych kwasów tłuszczowych, które nie zgadzały się z deklaracją producenta albo z obowiązującymi przepisami.

Jeszcze częściej problemem okazywały się same etykiety. Nieprawidłowości w oznakowaniu stwierdzono w przypadku 44,4%. partii. Na opakowaniach pojawiały się między innymi błędne nazwy kategorii oliwy, różne nazwy tego samego produktu w kilku miejscach etykiety czy brak obowiązkowej informacji o pochodzeniu. Były też przypadki sugerowania konkretnego regionu pochodzenia mimo braku odpowiednich certyfikatów.

Niektóre produkty miały opisy smaku albo sposobu produkcji, które według przepisów nie powinny się tam znaleźć. Zdarzał się nawet brak oznaczeń w języku polskim. W związku z wykrytymi nieprawidłowościami zastosowano sankcje przewidziane przez prawo żywnościowe. Mogą one obejmować również kary finansowe.

Klient nadal musi sam zgadywać

I tutaj pojawia się największy problem z punktu widzenia zwykłego klienta. Wiemy już, że kontrola wykazała sporo nieprawidłowości, ale niestety nie wiadomo, których konkretnie oliw dotyczą zastrzeżenia. Tych informacji nie podano do publicznej wiadomości po kontroli Inspekcji. 

Szczerze mówiąc, jako osoba regularnie kupująca oliwę do pieczonych warzyw, makaronów i marynat, chętnie zobaczyłabym zwykłe zestawienie produktów z oceną ich jakości. Nawet prostą tabelę. Która oliwa wypadła dobrze, która miała problem z oznaczeniem, a która nie spełniała deklarowanej kategorii. Ta, która wypadła dobrze, byłaby wzorem dobrych praktyk.

Bez takich informacji nadal błądzimy po sklepowych półkach i samodzielnie dedukujemy, co faktycznie warto kupić. Sama kontrola jest potrzebna, ale bez wskazania konkretnych produktów niewiele ułatwia podczas codziennych zakupów.

Jak rozpoznać dobrą oliwę?

W sklepach wg danych IJHARS można znaleźć tylko cztery podstawowe kategorie oliwy. To oliwa najwyższej jakości z pierwszego tłoczenia, oliwa z pierwszego tłoczenia, mieszanka oliwy rafinowanej z oliwą z pierwszego tłoczenia oraz oliwa z wytłoczyn oliwek (tzw. pomace): 

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Przy zakupie warto dokładnie spojrzeć na etykietę. Powinna zawierać:

  • pełną nazwę kategorii produktu
  • informacje o pochodzeniu
  • datę minimalnej trwałości
  • warunki przechowywania
  • dane producenta

Jeśli na butelce widzisz określenia typu „łagodna”, „intensywna” albo informacje o tłoczeniu na zimno, producent powinien mieć potwierdzenie takich deklaracji w badaniach.

Dobrze też zwrócić uwagę na datę zbioru oliwek i certyfikaty pochodzenia. Im bardziej przejrzysta etykieta, tym lepiej dla kupującego. Sama od lat patrzę właśnie na te szczegóły. Nieraz okazywało się, że mniej krzykliwa butelka smakowała znacznie lepiej niż produkt oblepiony złotymi napisami i śródziemnomorskimi obrazkami. 

Test lodówkowy oliwy: bardziej internetowa legenda niż sprawdzian jakości

Wiele osób nadal wierzy w popularny test lodówkowy. Chodzi o przekonanie, że jeśli oliwa po schłodzeniu gęstnieje, to jest prawdziwa i wysokiej jakości. Problem w tym, że to bardzo mylący sposób oceny produktu. Jak podkreśla Adrian Stojewski, zawodowy tester i ekspert ds. jakości oliwy, taki test nie pozwala ocenić ani smaku, ani jakości oliwy.

Również inne tłuszcze czy mieszanki oliw mogą zachowywać się podobnie w niskiej temperaturze. Samo zgęstnienie nie mówi więc niczego o tym, czy produkt ma odpowiedni smak, aromat ani czy zawiera cenne związki odpowiadające za charakterystyczny profil dobrej oliwy. Krótko mówiąc, lodówka nie zastąpi rzetelnej kontroli jakości. A szkoda, bo wiele osób nadal traktuje ten trik jak kuchenną wyrocznię.