Wędliny mają to do siebie, że wiele z nich smakuje podobnie, szczególnie te z masowej produkcji. Dlatego gdy trafiłam na produkt z wyraźnym dymnym aromatem (ale bez przesady) i bez chemicznego posmaku, od razu zwróciłam na niego uwagę. Tak, zdążyłam ją spróbować, zanim mąż się z nią rozprawił do końca. I muszę się z nim zgodzić – ta kiełbasa jest naprawdę pyszna. 

Krainer: co to za kiełbasa i skąd pochodzi?

Chodzi o kiełbasę krainer, znaną także jako kranjska. To wyrób wywodzący się z terenów dawnej Krainy, czyli obszarów związanych dziś głównie ze Słowenią oraz Austrią. Jest to kiełbasa z alpejskiego kręgu smaków: prosta, konkretna, mięsna i robiona tak, żeby dobrze smakowała zarówno na zimno, jak i po podgrzaniu.

Najczęściej przygotowuje się ją z wieprzowiny z dodatkiem tłuszczu, dzięki czemu nie jest sucha. Kluczowa jest też obróbka, gdyż w wielu wersjach to kiełbasa wędzona na zimno, co daje jej głęboki aromat bez ostrego „dymienia” typowego dla niektórych wędlin. To produkt, który ma wyraźny charakter, ale nie jest przesadzony.

Słoweńska kranjska klobasa

W Słowenii krainer ma swoją najbardziej prestiżową odsłonę, czyli kranjska klobasa. To wersja tradycyjna, objęta chronionym oznaczeniem (w praktyce: określone zasady składu i produkcji). Dzięki temu nie jest to dowolna kiełbasa „w stylu”, tylko wyrób, który ma trzymać standardy i smak zgodny z tradycją.

W smaku słoweńska kranjska klobasa jest zwykle bardziej dopracowana. Ma wyraźnie mięsny profil, dobrą sprężystość i przyprawy dobrane tak, żeby podkreślały mięso, a nie je przykrywały. Często czuć pieprz i delikatny czosnek, a dym jest obecny, ale nie agresywny. To kiełbasa, którą można jeść bez dodatków, a i tak robi wrażenie.

Krainer austriacki: czym różni się od słoweńskiego?

Wersja austriacka (ale i niemiecka) bywa sprzedawana po prostu jako krainer. Jest inspirowana tą samą tradycją, ale częściej produkowana w stylu bardziej „marketowym”, czyli pod większą dostępność i powtarzalność. To nie musi oznaczać słabej jakości, ale różnice są zauważalne, zwłaszcza jeśli porównuje się ją z oryginałem ze Słowenii.

Austriacki czy niemiecki krainer bywa mocniej przyprawiony, czasem spotyka się wersje z dodatkiem sera albo mocno pikantne. Czasem jest też bardziej gładki w strukturze. Dym z wędzenia może być mocniejszy lub słabszy, zależnie od producenta, ale ogólnie to kiełbasa, która ma być łatwa do jedzenia dla każdego. 

Która wersja jest łatwiej dostępna w Polsce i ile kosztuje?

W Polsce z łatwością można kupić krainera w wersji austriackiej/niemieckiej. Prawdziwa słoweńska kranjska klobasa jest w Polsce trudna do dostania – ja jej nie znalazłam, ale może gdzieś w wyspecjalizowanych sklepach można ją dostać. W Polce z pewnością będzie droższa, ale w Słowenii kosztuje ok. 50 z za 1,25 kg (5 pętek). Smaczny krainer dostępny w Polsce kosztuje ok. 50 zł za 600 g (2 pętka) i z łatwością kupisz go jak ja – w internecie.

Jak ją jeść, żeby smakowała najlepiej?

Największe wrażenie robi na zimno, w plastrach. Wtedy czuć i mięso, i dym z wędzenia na zimno, a struktura jest najbardziej sprężysta. Świetnie pasuje do chleba na zakwasie, musztardy, kiszonego ogórka czy chrzanu. To też bardzo dobry produkt na deskę przekąsek, bo jest konkretna, smaczna i aromatyczna.

Na ciepło też się broni. Wystarczy ją delikatnie podgrzać albo podsmażyć, żeby uwolniła silniejszy aromat. Dobrze wypada z ziemniakami, kapustą albo po prostu z grzanką. To kiełbasa, która nie potrzebuje wielu dodatków, bo sama w sobie jest „gotowym daniem”. I chyba właśnie dlatego potrafi wygrać nawet z walentynkowym deserem.