Przez lata gotowałam rosół „jak wszyscy”. Cały kurczak albo skrzydła, czasem łapki, bo modne. Efekt był poprawny, ale bez charakteru. Dopiero gdy zaczęłam gotować na częściach, które zwykle zostają w sklepie, zrozumiałam, czym jest prawdziwa baza do zup, sosów i ramenów. I nie, nie chodzi o nic egzotycznego.

Które to części i dlaczego są niedoceniane?

Chodzi o korpusy i grzbiety kurczaka. Dokładnie te elementy, które zostają po porcjowaniu tuszki. Mało mięsa, dużo kości, chrząstek i skóry. W sklepie często pakowane osobno, tanie, czasem wręcz traktowane jak odpad. Ja widzę w nich kulinarny skarb. To właśnie te części mają najwięcej smaku. Nie „filetowego”, tylko głębokiego, rosołowego. Korpus daje strukturę, grzbiet wnosi tłustość i aromat, a skóra kolagen. Kości oddają wszystko, co najlepsze do wywaru.

Jeśli omijasz je w sklepie, to zwykle z jednego powodu: nie wiesz, co z nimi zrobić. Mięsa mało, na patelnię się nie nadają. Ale do gotowania są idealne. Kupuję je regularnie. Zawsze świeże, czasem mrożone. Biorę od razu kilka opakowań i robię duży gar. Część bulionu idzie do słoików, część do zamrażarki. Mam bazę pod pół kuchni.

Co można z nich zrobić poza rosołem?

Rosół to dopiero początek. Korpusy i grzbiety kurczaka świetnie sprawdzają się jako:

  • baza do ramenów i pho
  • wywar do sosów, np. pieczeniowych
  • podstawa do krupniku, pomidorowej, ogórkowej
  • płyn do duszenia warzyw i kasz
  • baza do risotta zamiast wody

Po gotowaniu nie wyrzucam wszystkiego od razu. Często obieram resztki mięsa z kości. Jest go niewiele, ale wystarczy do pierogów, krokietów albo pasztetu domowego. Smak jest intensywny, więc nie potrzeba dużo. To kuchnia oszczędna, ale bardzo satysfakcjonująca. Nic się nie marnuje, a efekt końcowy jest lepszy niż z „ładnych” kawałków.

Przepis na kolagenowy bulion z korpusów i grzbietów kurczaka

Ten bulion robię zawsze tak samo. Bez pośpiechu.

Składniki:

  • 2-3 kg korpusów i grzbietów kurczaka
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • kawałek selera
  • 1 cebula
  • 2 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • pieprz w ziarnach
  • sól na końcu
  • woda

Sposób przygotowania:

  1. Korpusy i grzbiety płuczę i wkładam do dużego gara.
  2. Zalewam zimną wodą, tylko tyle, żeby wszystko było przykryte.
  3. Powoli podgrzewam. Gdy pojawią się szumowiny, zdejmuję je łyżką.
  4. Dodaję warzywa i przyprawy.
  5. Gotuję na bardzo małym ogniu minimum 4 godziny. Czasem 5-6. Bulion ma tylko „mrugać”.
  6. Solę dopiero na końcu.
  7. Przecedzam i zostawiam do ostygnięcia.
  8. Po schłodzeniu bulion jest gęsty, lekko galaretowaty (to zasługa kolagenu). Dokładnie taki ma być. Smak jest pełny, intensywny, nie wodnisty.
  9. Jeśli chcesz, możesz przed gotowaniem podpiec korpusy w piekarniku. Bulion będzie ciemniejszy, bardziej „rosołowy”, idealny do sosów.

Dlaczego ten bulion wygrywa z bulionem na kurzych łapkach

Kurze łapki mają jedno zadanie: zagęścić. Smakowo są dość neutralne. Trzeba je wspierać mięsem, skrzydłami albo tuszką, żeby bulion miał charakter. Korpusy i grzbiety robią wszystko naraz. Dają smak, tłustość i strukturę. Nie potrzebują dodatków. Bulion jest bogaty, ale nie ciężki. Pachnie jak klasyczny rosół, tylko bardziej.

Robiłam oba warianty wielokrotnie. Jeśli mam wybór, zawsze sięgam po korpusy i grzbiety kurczaka. Są tańsze, łatwiej dostępne i po prostu lepsze w kuchni. To jeden z tych produktów, które zmieniają gotowanie, gdy dasz im szansę. Jeśli następnym razem zobaczysz je w sklepie, nie omijaj. Weź, ugotuj, a potem trudno będzie wrócić do innego bulionu.