Lubię sklepowe ciekawostki, które nie wymagają później szukania wymyślnych przepisów. Jeszcze lepiej, gdy można wykorzystać je dokładnie tak samo jak produkt, który od lat stoi w lodówce i nie jest przekombinowany, jeśli chodzi o skład. Ten niepozorny zakup spełnia wszystkie warunki, choć jest jeden haczyk, który powstrzymuje mnie przed regularnym zakupem.

Ma 82 proc. tłuszczu, ale nie jest zwykłym masłem. Znalazłam je w Auchan

Chodzi o kozie masło Goat Farm, produkowane z mleka kóz wypasanych na zielonych holenderskich łąkach. W składzie znajduje się wyłącznie pasteryzowane mleko kozie, a zawartość tłuszczu wynosi 82 proc., czyli tyle, ile w klasycznym maśle.

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

W Auchan opakowanie 125 g kosztuje 8,04 zł. Nie jest tanio, szczególnie że dostajesz ilość odpowiadającą nieco ponad połowie zwykłej 200-gramowej kostki. Nie zastąpię więc nim zwykłego masła na stałe. Od czasu do czasu, dla urozmaicenia i świeżo po wypłacie, można jednak pozwolić sobie na odrobinę takiego „luksusu” prosto
z holenderskich pastwisk.

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Najbardziej spodobała mi się jego konsystencja. Jest kremowe, miękkie i łatwo się rozsmarowuje - nawet bezpośrednio po wyjęciu z lodówki. Na ciepłym chlebie zaczyna się rozpływać. I tutaj pojawia się problem: z takim dodatkiem naprawdę można nie zauważyć, kiedy zniknie cały bochenek. A u mnie w domu o to wyjątkowo łatwo nawet ze zwykłym masłem, a co dopiero z tym.

Obawiasz się „koziego” posmaku? Tutaj możesz się zdziwić

Jeżeli znasz intensywne kozie sery, możesz spodziewać się podobnych wrażeń. Tymczasem masło z koziego mleka jest znacznie łagodniejsze niż ser. Ma mleczny, kremowy smak z delikatną nutą charakterystyczną dla koziego nabiału, ale nie dominuje ona nad całością. Można potraktować je trochę jak połączenie masła z bardzo łagodnym kozim serkiem.

Dzięki temu świetnie smakuje nawet bez dodatków. Ja zaczęłabym od świeżej kromki chleba albo kawałka ciepłej bagietki. Jeśli chcesz zrobić z niej kanapkę niczym z małego paryskiego bistro, dodaj rzodkiewkę i szczypiorek, pomidora i świeżo mielony pieprz, plastry gotowanych buraczków, odrobinę tymianku i oliwy albo szynkę dojrzewającą, rukolę i plasterki ogórka. Przy takim pieczywie naprawdę nie potrzeba wiele więcej.

Nie tylko do chleba. Jedna łyżka potrafi zmienić dobrze znane danie

Największą zaletą koziego masła jest dla mnie to, że nie trzeba zastanawiać się, co z nim zrobić. Nadaje się wszędzie tam, gdzie używasz zwykłego masła. 

Rozpuść kawałek na patelni, dodaj cebulkę i polej nim pierogi, kopytka albo kluski. Rewelacja. Podsmaż je z czosnkiem i dodaj do fasolki szparagowej lub podsmaż na nim szpinak do innych dań. Świetnie pasuje też do pieczonego kalafiora, purée ziemniaczanego, jajecznicy i omletów, grzybów, zasmażanych buraczków oraz makaronu z czosnkiem i natką pietruszki. To dobry produkt na specjalne okazje, gdy chcesz zaskoczyć bliskich daniami i smakami nieco innymi niż zwykle.

Możesz dodać je również do kremu z pora, kalafiora, ziemniaków lub pieczarek. Sprawdzi się w zapiekance ziemniaczanej i tarcie z porem, a jeśli pieczesz na słono, wypróbuj to masło w cebularzach. Właśnie w takich prostych daniach jego wyróżniający się smak ma szansę być naprawdę zauważalny.

Kozie masło nie jest produktem, którym zapełniałabym lodówkę co tydzień i na zapas - jak przy normalnym maśle. Za 125 g trzeba zapłacić 8 złotych, więc traktuję je raczej jako kulinarną ciekawostkę niż zamiennik zwykłej kostki. Po przeliczeniu na 200 g wychodzi zdecydowanie drożej niż zwykłe masło - nawet po podwyżkach cen kilka lat temu.

Kostka o wadze 200 g kosztowałaby 12,80 zł - a chyba wszyscy wiemy, jak szybko w domu potrafi schodzić masło. Jeśli jednak masz ochotę na coś innego niż zwykle, warto raz spróbować. Najlepiej zacząć od ciepłego, chrupiącego pieczywa - taki luksus na początek dnia potrafi „ustawić” humor na resztę dnia.