Przez długi czas panierowałam schabowe klasycznie, tak samo jak przez lata moja mama, i nawet nie przyszło mi do głowy, żeby coś przy tym zmieniać. W końcu po co poprawiać coś, co znam od dzieciństwa? Aż koleżanka z redakcji, która podobnie jak ja ma w dodatku doświadczenie w komercyjnej kuchni, zdradziła mi swój sposób. Początkowo uznałam, że przesadza z tymi zachwytami nad chrupkością. Wypróbowałam jednak jej metodę przy najbliższym niedzielnym obiedzie i od tamtej pory sama ją stosuję.
W czym panierować schabowe dla efektu wow?
Klasyczny zestaw do panierowania schabowych zna chyba każdy: mąka, roztrzepane jajko i bułka tarta. I rzeczywiście nie potrzeba tu żadnych fajerwerków – patent polega na niewielkiej korekcie środkowego etapu. Użyj wyłącznie białka. Żółtko zostaw do innego dania (na przykład do wzbogacenia kremowej jajecznicy).
Nie ubijaj go na pianę. Przełóż je do głębokiego talerza i tylko przez chwilę roztrzepuj widelcem, żeby straciło swoją ciągnącą się konsystencję. Nie dodawaj do niego mleka ani wody. Na 3-4 średniej wielkości kotlety powinny wystarczyć 2 białka.
Samo panierowanie wygląda już zupełnie tradycyjnie. Rozbite i doprawione mięso obtocz najpierw w cienkiej warstwie mąki. Jej nadmiar strzep. Następnie zanurz kotlet w białku, pokrywając nim dokładnie obie strony. Unieś mięso i poczekaj chwilę, aż nadmiar swobodnie spłynie. Na koniec obtocz schab w bułce tartej.
Nie próbuj przy tym przykleić do kotleta połowy zawartości talerza. Panierka nie musi być gruba, żeby dobrze chrupała. Bułkę tartą lekko dociśnij dłonią i strzep luźne okruszki.
Co daje ta drobna zmiana?
Całe jajko doskonale nadaje się do panierowania i oczywiście nie ma nic złego w tradycyjnej metodzie. Jeśli jednak zależy ci przede wszystkim na lekkiej i kruchej panierce, samo białko ma nad nim przewagę.
Żółtko sprawia, że roztrzepane jajko jest gęstsze i tłustsze. Tworzy więc na mięsie grubszą warstwę, do której przykleja się więcej bułki tartej. Po usmażeniu taka panierka może być bardziej zwarta, cięższa i mocniej przesiąkać olejem lub smalcem.
Białko pokrywa schab znacznie delikatniej. Dzięki temu warstwa bułki tartej jest cieńsza, szybciej się rumieni i staje się krucha. Panierka mniej nasiąka tłuszczem i wyraźniej chrupie, zamiast tworzyć miękką otoczkę wokół mięsa.
Schabowy nadal wygląda i smakuje jak klasyk z polskiego obiadu. Nie dodajesz do niego żadnych wymyślnych składników ani nie rezygnujesz z bułki tartej na rzecz egzotycznych zamienników.
Dodatkową zaletą jest to, że łatwiej uzyskać równą panierkę. Jeśli pozwolisz nadmiarowi białka spłynąć przed przełożeniem mięsa do bułki, na kotlecie nie powstaną grube, mokre grudki. Po usmażeniu dostaniesz cienką, rumianą skorupkę.
Fot. Adobe Stock, Andrei Starostin
Co jeszcze zrobić, żeby kotlety przyjemnie chrupały?
Znaczenie ma również sama bułka. Nie miel jej na pył. Nieco grubsze i nieregularne okruszki dają przyjemniejszą, bardziej chrupiącą powierzchnię.
Kolejna sprawa to temperatura smażenia. Kotlet powinien trafić na dobrze rozgrzany tłuszcz. Jeśli jest zbyt chłodny, panierka zaczyna go chłonąć, zanim zdąży się przyrumienić. Wtedy robi się ciężka i miękka. Wrzuć na patelnię szczyptę bułki tartej. Jeśli od razu zacznie skwierczeć, możesz kłaść mięso.
Nie przepełniaj patelni. Kilka zimnych kotletów wrzuconych jednocześnie szybko obniża temperaturę tłuszczu. Lepiej usmażyć je w dwóch partiach i każdej dać odpowiednio dużo miejsca.
Na koniec pamiętaj, że nawet już po usmażeniu można zepsuć efekt. Nie układaj gorących schabowych jeden na drugim i nie przykrywaj ich. Najlepiej umieszczać je na metalowej kratce. Powietrze będzie docierało do nich również od spodu, a nadmiar pary swobodnie ucieknie. Dzięki temu, kiedy kotlet wreszcie wyląduje na talerzu, przy pierwszym ruchu nożem dostaniesz dokładnie ten dźwięk, który brzmi jak ASMR dla miłośników dobrego jedzenia.


Obserwuj nas na Google














