Jeszcze do niedawna wszystko kręciło się dookoła matchy, tostów z awokado i innych azjatyckich czy amerykańskich trendów. Teraz świat zdaje się kierować baczny wzrok raczej w stronę centralnej i wschodniej Europy. Nowym viralem stało się gotowanie kompotu z truskawek i wyjadanie ich pałeczkami. Coś, co każdy Polak kąśliwie nazwałby odkryciem na miarę Kolumba. Ale ja chciałabym się pochylić jeszcze nad inną modą, która zaskakuje prostotą, skalą zjawiska i genezą.  

Przysmak spod lady, który podbija świat

Za PRL-u ryby z puszki były popularną przekąską i składnikiem codziennego jadłospisu. Dość rzec, że kultowa pasta kanapkowa awanturka powstawała ze szprotek, a  w wielu domach małe tuszki trafiały po prostu bezpośrednio na kromkę chleba w towarzystwie cebuli. Choć nie były reglamentowane jak mięso, często dostawało się je po znajomości, spod lady.

Potem nieco straciły na popularności ze względu na swój intensywny zapach i coraz większy nacisk na świeże produkty w diecie. Ciągle jednak można dostać je bez problemu w każdym sklepie i w przeróżnych wariantach.

Teraz znów wracają jak bumerang, a szczególny kulinarny renesans przeżywają sardynki. W mediach społecznościowych można spotkać wiele relacji na temat niezwykłych właściwości pozornie zwykłych i niezbyt sensacyjnych rybek z puszki. 

Dlaczego zwykłe puszki robią taką furorę?

Genezy tego bumu można dopatrywać się w... trendzie modowym. W 2025 roku trumfy święcił styl sardine girl summer, dzięki któremu na rynek trafiło mnóstwo akcesoriów i letnich ubrań z motywem marynistycznym, a szczególnie sardynkowym. W 2026 roku ta estetyka ciągle ma się dobrze.

To nie jest jednak główny powód, dla którego ryby z puszki cieszą się obecnie taką popularności. I o dziwo, nie chodzi nawet o ich smak. Do sardynek przyciąga tłumy przede wszystkim ich wartość odżywcza. Są między innymi dobrym źródłem kolagenu, ponieważ zjada się je razem z elementami bogatymi w ten składnik – skórami, kręgosłupami i ośćmi. Poza tym zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe i witaminę B12.

Do tego dochodzi też aspekt ekonomiczny. Sardynki w puszcze są tanie i łatwo dostępne, a także wygodne do przechowywania. „Nagle” okazało się, że nie trzeba kupować eleganckiego łososia lub drogich odżywek, żeby zapewnić sobie źródło białka w codziennym planie żywieniowym. 

Fot Getty/iStock, GMVozd

Pomysły influencerów na tanią rybkę

W ramach ciekawostki warto zacząć od tego, że influencerzy coraz częściej rzucają się na głęboką wodę i uskuteczniają wyzwania, w których codziennie jedzą wyłącznie sardynki, na przykład przez 3 dni. Skuteczność czy też bezpieczeństwo takich przedsięwzięć to sprawa bardzo wątpliwa, więc nasza redakcja w żaden sposób nie popiera takich rozwiązań. Pokazuje to jednak, jak duża jest skala nagłego sardynkowego szaleństwa. 

Pomijając dziwne wyzwania, trend zaowocował w różne wartościowe przepisy na pasty do chleba (na przykład z awokado – na nie moda się nie kończy), sałatki i makarony. Co ciekawe, sardynki trafiają nawet na deski przekąsek, mimo swojego nie do końca eleganckiego charakteru.

Fot Getty/iStock, a-lesa