Wielu grzybiarzy przechodzi obok niego obojętnie. Nie ma sławy prawdziwka ani charakterystycznego kształtu kurki, ale mimo to potrafi zaskoczyć bardziej niż niejeden klasyk z ilustrowanych atlasów. Już na przełomie wiosny i lata pojawia się w lasach grzyb o niezwykłym kolorze, delikatnym smaku i nazwie, która brzmi tak uroczo, że niemal bajkowo, zwłaszcza w połączeniu z innymi jego przymiotami. Gdy raz nauczysz się go rozpoznawać, później trudno będzie ci się powstrzymać, by nie wypatrywać go z utęsknieniem w ściółce.
Czym jest gołąbek zielonawy i dlaczego tak łatwo go zapamiętać?
Gołąbek zielonawy, czyli Russula virescens, należy do rodziny gołąbkowatych. To grzyb jadalny, ceniony za delikatny, łagodny smak. W atlasach często opisuje się go jako jeden z najlepszych gatunków w swoim rodzaju.
Charakterystyczna jest zwłaszcza powierzchnia jego kapelusza: bladozielona, szarozielona albo seledynowa, z ciemniejszymi, nieregularnymi poletkami. Wygląda trochę jak spękana farba albo drobna mozaika.
Imię, jakie nosi, nie wyłamuje się mocno z nurtów w polskim nazewnictwie grzybów. Można wrzucić je do jednego worka z innymi „ptakami” – gąskami, kurkami czy sowami. Niemniej jednak niejednego rozczuli. Przy zbieraniu jednak nie kieruj się samą sympatią i estetyką. Zawsze patrz na cały zestaw cech. Jeśli nie masz pewności co do znalezionego gatunku, zostaw grzyb w lesie.
Kiedy i gdzie szukać gołąbka zielonawego?
Gołąbek zielonawy pojawia się latem i jesienią. Rośnie głównie od czerwca do października. Przy ciepłej i wilgotnej pogodzie zawsze wychyla łebki nieco wcześniej, więc można zacząć go wypatrywać już pod koniec wiosny.
Szukaj go głównie w lasach liściastych i mieszanych. Lubi sąsiedztwo drzew liściastych, szczególnie dębów, buków i brzóz. Rośnie na ziemi, pojedynczo albo w niewielkich grupach. Często wybiera miejsca ciepłe, prześwietlone, niezbyt mokre, z kwaśniejszą, piaszczystą lub gliniastą glebą.
Jak rozpoznać gołąbka zielonawego i z czym można go pomylić?
Najważniejszy znak rozpoznawczy to kapelusz. U dobrego okazu wygląda, jakby ktoś ułożył na nim drobne, zielone łuski. Skórka może być popękana w nieregularne łatki, a tło pod nimi będzie jaśniejsze. To daje efekt mozaiki, której nie zobaczysz u zbyt wielu podobnych gatunków.
Młode owocniki mają kapelusz bardziej wypukły, z czasem staje się on płaski, a czasem lekko wklęsły pośrodku. Blaszki są jasne, gęste i kruche. Trzon biały, dość masywny, ale również łamliwy. To typowe dla gołąbków: nie są włókniste jak wiele innych grzybów, tylko pękają bardziej „kredowo”. Miąższ zwykle pozostaje biały i nie wydziela mleczka po przecięciu.
Można go pomylić z innymi zielonkawymi gołąbkami, na przykład z gołąbkiem białozielonawym lub oliwkowozielonym. Takie błędy nie są jednak groźne, bo część podobnych grzybów z tej samej rodziny także jest jadalna, choć zwykle słabsza smakowo.
Problem jest inny: początkujący grzybiarz zobaczy zielony kapelusz i pomyśli, że to wystarczy. Ale trzeba zachować ostrożność, bo można mieć do czynienia z muchomorem sromotnikowym. On też miewa zielonkawy kapelusz, ale odróżniają go takie cechy jak: pochwa u nasady trzonu i pierścień. Zwykle ma też bardziej gładki kapelusz.
Gołąbek zielonawy w kuchni
Gołąbek zielonawy ma smak łagodny, delikatnie orzechowy, czasem opisywany jako słodkawy. Nie jest tak intensywny jak u borowika, ale ma własny urok, który potrafi zachwycić poszukiwaczy nowych doświadczeń.
Najlepiej wypada wtedy, gdy nie przykryjesz go ciężkimi dodatkami. Dobra patelnia, odrobina masła, sól, pieprz i cebula albo szalotka w zupełności wystarczą. Po obróbce traci część zielonego koloru, więc nie zdziw się, że na talerzu wygląda inaczej niż w lesie.
Najsmaczniejsze są młode, jędrne kapelusze. Starsze owocniki robią się kruche, wodniste i łatwo łapią nieprzyjemny zapach. W domu oczyść je delikatnie pędzelkiem albo nożykiem. Nie mocz długo, bo gołąbki łatwo chłoną wodę.
Możesz je smażyć, gotować, grillować albo suszyć. Po wysuszeniu ich orzechowy aromat jest wyraźniejszy. Dobrze pasują do jajecznicy, sosu śmietanowego, kaszy, ziemniaków i prostych makaronów.
Fot. Getty/iStock, Larysa Prokopova

















