Od dłuższego czasu naprawdę ograniczam klasyczne chipsy. Lubię coś pochrupać wieczorem, przy filmie albo kiedy pracuję przy komputerze, ale rozsądek nakazywał rezygnację z chipsów. Brakowało mi jednak czegoś innego, co czasem mogłabym przekąsić pomiędzy pisaniem jednego, a drugiego artykułu. I właśnie wtedy, zupełnie przypadkiem, w Dino trafiłam na talarki gryczane SiejeJe.

Kilka słów o talarkach SiejeJe

Spojrzałam na skład, zobaczyłam cenę 5,29 zł i pomyślałam, że spróbuję. Do koszyka wpadło jedno opakowanie. Po chwili jednak wróciłam po kolejne, bo coś czułam, że to będzie dobre. Finalnie przy kasie leżało sześć sztuk, a pani stojąca za mną prychnęła z lekkim niedowierzaniem.

talarki SiejeJeRedakcja MojeGotowanie.pl

W domu wszystko stało się jasne już po pierwszym kęsie. Talarki są lekkie, ale jednocześnie (paradoks?!) bardzo konkretne. Chrupią wyraźnie i głośno, przyjemnie pękają pod zębami i nie rozsypują się w drobny pył. To zupełnie inny rodzaj chrupania niż w chipsach - bardziej zbożowy, naturalny, bez tłustej warstwy na palcach i bez intensywnego, sztucznego aromatu. Smak gryki jest delikatnie orzechowy, wyczuwalny, ale nie dominujący. Do tego tylko szczypta soli i nic więcej. Ta prostota naprawdę robi robotę.

Ogromnie podoba mi się skład. To produkt z polskiej gryki, bez długiej listy dodatków. Czuć naturalny charakter zboża, lekkość i przyjemną nutę, która przypomina kaszę gryczaną, tylko w chrupiącej odsłonie. To przekąska, która nie udaje niczego więcej niż jest, a mimo to wciąga.

Największym testem zawsze są jednak moje córki. Jeśli coś im nie podpasuje, nie ma zmiłuj. Tutaj było odwrotnie - od pierwszego chrupnięcia talarki stały się ich ulubioną słoną przekąską. Sięgają po nie tak samo chętnie jak po chipsy, tylko że ja mam spokojniejszą głowę. Często pakuję im kilka sztuk do śniadaniówek jako przekąskę i pudełko zawsze wraca puste. W domu też znikają szybciej, niż planowałam, dlatego zapas jest po prostu konieczny.

Jak jeszcze można je wykorzystać?

Z czasem zaczęłam wykorzystywać je też w inny sposób. Świetnie sprawdzają się jako baza pod pasty - hummus, twarożek, guacamole czy nawet pasta jajeczna smakują na nich znakomicie. Połamane na mniejsze kawałki dodają chrupkości sałatkom, a podane w misce zamiast krakersów robią furorę wśród gości. Kilka razy usłyszałam pytanie: „Co to jest i gdzie to kupiłaś?”, a ja z satysfakcją odpowiadałam, że z Dino.

Teraz przy każdej wizycie w sklepie zerkam na półkę, czy nadal tam są. Jeśli coś chrupie lepiej niż chipsy, kosztuje 5,29 zł i jeszcze smakuje moim córkom, to sześć opakowań w koszyku wcale nie jest przesadą. To po prostu rozsądny zapas, który znika szybciej, niż ktokolwiek, kto prycha za moimi plecami w kolejce, może się spodziewać.