Przez długi czas kupowałam różne skyry głównie w Biedronce i wydawało mi się, że wszystkie smakują mniej więcej tak samo. Niby smaczne, niby sycące, ale często brakowało im kremowości albo były zbyt kwaśne. Aż w Lidlu trafiłam na ten niepozorny kubeczek marki Pilos i od tamtej pory totalnie zmieniłam zdanie. Dziś szczerze? Dla mnie ten skyr jest o 100 razy lepszy niż większość podobnych produktów na rynku.

Kilka słów o najpyszniejszym skyrze

Chodzi o skyr w stylu islandzkim Pilos, naturalny, który kosztuje tylko 2,29 zł. Niepozorny kubeczek, a potrafi uratować śniadanie, kolację albo moment, gdy człowiek ma ochotę na coś konkretnego, ale lekkiego.

Najbardziej lubię w nim to, że jest naprawdę gęsty i kremowy. Nie przypomina wodnistego jogurtu, który spływa z łyżki. Ten skyr ma konkretną, aksamitną konsystencję i świetnie syci. Już po kilku łyżkach człowiek czuje, że zjadł coś porządnego. Konsystencja ma może mniejsze znaczenie - inne skyry też są gęste. Ale w tym coś wyjątkowo "gra" mi smakowo.

skyr PilosRedakcja MojeGotowanie.pl

Ogromnym plusem jest też smak. Naturalne skyry z innych sklepów często były dla mnie zbyt kwaśne albo miały dziwny posmak. Ten z Lidla jest delikatny, łagodny i naprawdę przyjemny. Dzięki temu pasuje praktycznie do wszystkiego. Mogę zjeść go solo prosto z kubeczka, ale świetnie sprawdza się też jako baza do różnych dodatków.

Do czego pasuje skyr i jak go zjadam?

Najczęściej po prostu dodaję do niego owoce i garść orzechów. Kilka malin, banan albo borówki i nagle zwykły skyr zamienia się w śniadanie jak z modnej kawiarni. Czasem dosypuję jeszcze płatki owsiane albo granolę.

Bardzo lubię też robić na jego bazie szybkie sosy. Wystarczy trochę czosnku, koperku i przypraw, żeby powstał świetny dodatek do pieczonych ziemniaków albo warzyw. Mąż uwielbia taki sos do grillowanego kurczaka, a dzieci wyjadają go z chrupiącymi marchewkami.

Kilka razy użyłam go też zamiast śmietany do deserów i wszystko wyszło naprawdę świetnie. Dzięki swojej gęstości dobrze sprawdza się w różnych serniczkach, owocowych pucharkach albo domowych lodach. A przy tym nie jest wcale ani ciężki, ani przesadnie słodki.

Najbardziej śmieję się z tego, że początkowo kupiłam jeden kubeczek „na próbę”. Dziś zawsze wrzucam do koszyka kilka sztuk, bo znikają błyskawicznie. Nawet mój mąż, który wcześniej nie przepadał za skyrami, teraz sam pyta, czy kupiłam „ten dobry z Lidla”.

I właśnie dlatego dla mnie to totalny debeściak. Prosty, naturalny i naprawdę smaczny. A co najważniejsze - odkąd odkryłam ten z Lidla, do innych skyrów wracam już naprawdę rzadko.