Wypowiem się jak boomer, ale za moich czasów młodzież „realizowała” się kolorystycznie stylowo – wszystko mówiły o nas bordowe glany, neonowe irokezy, czarne bojówki, żółte sznurówki, barwne i abstrakcyjne koszulki tie-dye albo białe kozaczki. Dziś zetki stawiają na neutralne i wygodne ciuchy w odcieniach szarości, za to często można ich złapać z zielonym latte w dłoni albo pałaszujących różowe słodycze z sakurą. Jednocześnie oczywiście wykonujących gest 6-7. A ostatnio coraz częściej sklepy upstrzone są fioletowymi produktami, zarówno deserowymi, jak i wytrawnymi. I nawet słynny brainrot już stracił impet. O co chodzi z tą farbkową fiksacją? 

Jak powstają te wszystkie fioletowe cudeńka?

Na szczęście świadomość konsumencka jest obecnie na tyle wysoka, że sztuczne barwniki nie miałyby szans zyskać takiej popularności. Fioletowe słodycze, chipsy, napoje, lody i panierki powstają dzięki jadalnej bulwie pochrzynu skrzydlatego, czyli ube. Nazywa się go potocznie fioletowym ziemniakiem albo batatem, ale botanicznie nie ma on z nimi wiele wspólnego oprócz kształtu. 

Kolorem i potencjałem samego warzywa świat zainteresował się już w 2023 roku, ale to rok 2026 przywiał do sklepów spożywczych wszelkie wersje przetworzone – barwione czekolady, ciastka z fioletowym kremem, mochi i wiele innych. Co ciekawe, ube pochodzi z Filipin, gdzie wykorzystuje się go bez instagramowego szału, bo jest tam po prostu powszechnie uprawianym i wykorzystywanym, nienowym składnikiem. Teraz największy rynek zbytu dla wyciągu z pochrzynu skrzydlatego to Stany Zjednoczone, skąd trendy, jak wiadomo, rozlewają się na cały glob. 

Skąd wzięła się ich popularność?

Zainteresowanie czymś, co kolorystycznie odbiega od normy, zaczęło się w Polsce od matcha latte. Zielona „kawa” fantazyjnie wygląda w kubeczku, a proszek z japońskiej herbaty zaczął masowo barwić też inne produkty – koktajle, makaroniki, serniki, lody i jogurty. Aspekt efekciarstwa jest tu wyraźnie widoczny, bo wiele osób deklaruje, że wcale nie przepada za trawiastym i goryczkowym smakiem matchy.

Inaczej jest w przypadku pochrzynu skrzydlatego, który jest bardzo przyjemny w odbiorze – słodkawy i lekko orzechowy, a nawet z nutami wanilii. A jednocześnie na tyle delikatny, że nadaje się do barwienie zarówno słodkości, jak i produktów wykorzystywanych w kuchni wytrawnej. 

Nie bez znaczenia jest fakt, że ube pochodzi z daleka. Pokutuje przekonanie, że jeśli coś przybyło z Azji, to musi być sztos. W połączeniu z niezwykłym kolorem i uniwersalnym zastosowaniem powstał hit współczesnej popularnej spożywki.

Co ciekawe, tworzy to różne napięcia rynkowe. Filipiny nie nadążają z produkcją, a jednocześnie chcą chronić swój narodowy skarb. Zwłaszcza że uprawy zaczynają otwierać inne kraje, takie jak Chiny i Wietnam, pragnąc uszczknąć coś z nowej mody.

Fioletowy trend – przykładowe produkty

W tym, że fioletowe produkty znajdują się praktycznie wszędzie, wcale nie ma przesady. Sama weszłam do pierwszego lepszego sklepu pod blokiem i trafiłam na słodycze z ube od razu – kruche rurki wypełnione kremem i fantazyjnie zabarwione pochrzynem także z zewnątrz. 

Popularnością cieszą się także czekolady z ube, które próbowały popłynąć na popularności czekolady dubajskie. Są jednak nieco mniej udane, ich kolor nie jest zwykle tak intensywny, jak oczekiwałby spragniony fioletu konsument. 

W kawiarniach z łatwością spotkasz ube latte, a prawdziwym hitem jest łączenie trendów. Fioletowy napój występuje już powszechnie w duetach z zieloną matchą lub różowym syropem z kwiatów wiśni (sakura).

Oprócz tego natknąć się można na gotowe owsianki z ube oraz kremy do kanapek. W szufladce kuchni wytrawnej króluje natomiast fioletowa panierka panko. 

Coraz łatwiej dostępne są koncentraty ube do samodzielnego wykorzystania w domu – w formie proszku, syropu lub pasty.

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl