Nie pierwszy raz coś, co w polskiej kuchni nie budzi większego zdziwienia, zostaje okrzyknięte za granicą nowym trendem. Amerykanie zachwycali się już naszym rosołem, kompotem, a ostatnio też chlebem na zakwasie, który w Nowym Jorku, na Manhattanie, potrafi kosztować nawet 60 dolarów. Tym razem zainteresowanie wzbudził produkt, który wymaga uwagi i cierpliwości - i który każda polska babcia czy dobry gospodarz potrafią zrobić od ręki. Amerykańska sieć Whole Foods Market umieściła ten kierunek na swojej liście trendów na 2026 rok.

Amerykanie zachwycają się „żywym” octem. U nas taki robi się w domu

Whole Foods Market to powstała w Teksasie sieć supermarketów specjalizująca się w żywności naturalnej i ekologicznej. Działa głównie w USA, a także w Kanadzie i Wielkiej Brytanii; w Polsce nie ma jej sklepów. Sieć ma ponad 500 placówek i co roku publikuje własne prognozy kulinarnych trendów.

Tym razem sieć wzięła na tapet ocet dojrzewający - często surowy, niefiltrowany i niepasteryzowany. W butelce może być lekko mętny, a na dnie może pojawić się naturalny osad. W Polsce jego sztandarowym przykładem jest domowy ocet jabłkowy przygotowywany tradycyjną metodą. Whole Foods Market zapowiedział go jako jeden z gorących trendów na najbliższe miesiące.

W Stanach Zjednoczonych trudno mówić o occie jako o zupełnej nowości. Od dawna powszechnie używa się tam m.in. prostego octu destylowanego. Nowy jest przede wszystkim sposób patrzenia na ten produkt. Whole Foods zwraca uwagę na surowe, niefiltrowane „żywe” octy, wersje owocowe oraz premium. Zamiast traktować je wyłącznie jako mocno kwaśny dodatek, używa się ich dla złożonego smaku i aromatu - jako „kropki nad i” tuż przed podaniem dania.

Jabłkowy to dopiero początek. Takich octów jest znacznie więcej

Do tej kategorii mogą należeć nie tylko długo dojrzewające octy balsamiczne. Warto zwrócić uwagę na octy jabłkowe, gruszkowe i inne owocowe, a także octy winne, szczególnie gdy producent stawia na tradycyjną fermentację, dojrzewanie i znikomą ingerencję w gotowy produkt.

Moda wpisuje się w szersze zainteresowanie produktami rzemieślniczymi. Liczy się już nie tylko kwaśność, ale także odmiana użytych owoców, miejsce ich pochodzenia, metoda produkcji czy czas dojrzewania. Dzięki temu ocet zaczyna pełnić funkcję podobną do dobrej oliwy: kilka kropel dodanych na sam koniec potrafi znacząco poprawić smak dania.

Do czego wykorzystywać ocet dojrzewający?

Octem dojrzewającym szkoda zalewać ogórki. Używaj go przede wszystkim tam, gdzie jego aromat będzie dobrze wyczuwalny i gdzie nawet niewielki dodatek będzie mieć wpływ na smak całego dania. Z oliwą, musztardą i odrobiną miodu zrobisz sos do sałaty lub surówki. Skrop nim pieczoną dynię, buraki albo marchew tuż przed podaniem. Owocowy ocet pasuje również do sosów podawanych z mięsem i rybą oraz jako składnik marynaty.

Kilka kropel dojrzewającego octu owocowego dobrze komponuje się także z serami, sałatką z owoców czy deserem na bazie truskawek, gruszek albo lodów waniliowych. Owocowe octy trafiają również do napojów: wystarczy niewielką ilość dodać do wody gazowanej, lemoniady czy toniku. Whole Foods wskazuje właśnie takie bardziej kreatywne, restauracyjne zastosowania jako jeden z powodów rosnącej popularności dojrzewających octów w USA. 

Nie musisz więc szukać najbardziej egzotycznej butelki na półce ani przepłacać jak Amerykanie, którzy podążają za nowinkami i ciekawostkami kulinarnymi z Europy. Dobry, tradycyjnie przygotowany, mętny ocet jabłkowy (najlepiej domowy) wpisuje się w amerykański, modny trend.