Niedawno wybrałam się na cmentarz przy okazji nadchodzących Zaduszek i zauważyłam wiewiórkę, która uwijała się przy drzewie. W pyszczku niosła orzech, który po chwili schowała w swojej kryjówce pod ziemią. Pomyślałam, że też powinnam zrobić porządne zapasy orzechów na zimę. Tym bardziej że kilka dni wcześniej udało mi się kupić wyjątkowo tanio sporą porcję już obranych orzechów włoskich. Pozostało tylko zadbać o to, by jak najdłużej zachowały smak i chrupkość.
Wiewiórka chowa orzechy w skrytce. Ja robię z nimi coś lepszego
Jesienią przechowywanie orzechów włoskich bywa kłopotliwe. Zwłaszcza gdy kupujesz je bez łupinek. Takie łatwiej chłoną wilgoć i obce zapachy, a z czasem mogą jełczeć. Nic dziwnego, że wiewiórki trzymają je w łupinkach i usuwają je później. Zanim schowam zapasy orzechów włoskich do szafki, najpierw dokładnie je przeglądam, a następnie sprytnie je konserwuję.
Podczas przeglądu usuwam wszystkie kawałki z przebarwieniami, śladami pleśni lub o podejrzanym zapachu. Następnie rozkładam orzechy cienką warstwą na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Ponieważ na dworze jest teraz dość wilgotno (a ja kupiłam orzechy na bazarku), postanowiłam dosuszyć je w piekarniku. Nastawiłam temperaturę na około 40-45 st. C, termoobieg i zostawiłam lekko uchylone drzwiczki, by wilgoć mogła swobodnie uchodzić. Co jakiś czas mieszałam orzechy i sprawdzałam, czy są suche. Nie chciałam ich prażyć, tylko pozbyć się nadmiaru wilgoci. Moja mama rozkładała też takie wilgotne orzechy na tacce i kładła ją w okolicy kaloryfera (pod nim). Mieszała raz dziennie i suszyła do skutku. Metoda z piekarnikiem jest szybsza.
Po wyjęciu z piekarnika zostawiłam je do całkowitego wystudzenia. To ważne, ponieważ ciepłe orzechy zamknięte w chłodnym słoiku mogłyby zaparować i szybko zacząć jełczeć. Najważniejsze jednak zrobiłam później.
Pakuję orzechy do słoików i wstawiam na 5 minut do piekarnika. Ten trik warto znać
Do przygotowania zapasów wykorzystałam czyste, zupełnie suche szklane słoiki z dopasowanymi zakrętkami (sprawdź, czy w twoich gwintów na rantach jest tyle samo, co wypustek na wieczku - to ważne dla dopasowania słoika). Wsypałam do nich wystudzone orzechy, pozostawiając trochę wolnej przestrzeni pod wieczkiem.
Następnie szczelnie zakręciłam słoiki i ustawiłam je na blaszce w piekarniku nagrzanym do 80 st. C. Wybieram funkcję pieczenia z parą. Jeśli twój piekarnik jej nie ma, możesz wstawić do środka naczynie żaroodporne z wrzątkiem.
Słoiki z orzechami podpiekam przez około 5 minut, obserwując wieczka. Chodzi o to, by po ostygnięciu były wklęsłe. Tak przyszykowane orzechy pozostaną świeże i chrupiące nawet przez rok.
Jeden listek do słoika? To stary patent na zapach orzechów
Zanim zapasteryzuję orzechy, zdarza mi się też na dno każdego słoika wrzucić po niewielkim 1 listku laurowym. Dzięki niemu orzechy nie łapią gorzkiego posmaku i nieprzyjemnego zapachu w miarę przechowywania. 1 niewielki listek na dość duży słoik o pojemności 900 ml wystarczy w zupełności. Orzechy nie nasiąkną jego zapachem.
Tak przygotowane orzechy chowam zwykle do ciemnej spiżarki lub innej szafki z dala od kuchenki i kaloryfera - w miejscu z temperaturą pokojową, które nie nagrzewa się tak, jak okolice kuchenki. Wiewiórka - specjalistka ds. przechowywania orzechów na zimę - mogłaby być ze mnie dumna i przybić mi piąteczkę.


Obserwuj nas na Google














